Karmel w Betlejem

Klasztor karmelitanek bosych w Betlejem jest swoistym ewenementem. Zbudowany na miejscu, które bł. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego, karmelitanka bosa, widziała w jednej z wizji jako to, które pamięta namaszczenie Dawida na króla.

Zresztą najstarsza tradycja Betlejem nazywa wzgórze, na którym wznosi się nasz dom, wzgórzem Dawida. To tutaj zachowała się grota, zwana grotą namaszczenia Dawida na króla. Obecnie – dokładnie ponad nią – znajduje się ołtarz naszego kościoła.

Historia tego Karmelu rozpoczyna się w 1875 r. i jest nieodłącznie związana z osobą wspomnianej Mariam od Jezusa Ukrzyżowanego – „Małej Arabki”, którą w 1983 r. beatyfikował papież Jan Paweł II.

Urodzona 5 stycznia 1846 r. w Abelin koło Nazaretu, osierocona w wieku 3 lat, po bardzo wielu próbach życiowych znalazła się w Karmelu w Pau we Francji. Bóg wiele razy...

...w sposób nadzwyczajny interweniował w jej życiu, m.in. wtedy, gdy swoje przywiązanie do Kościoła i osoby Chrystusa przypłaciła śmiertelną raną.

Miriam obdarzona była zdolnością czytania w duszach, bilokacji, lewitacji, stygmatami, darem proroctwa, wizjami... Można było zaobserwować u niej wszystkie nadzwyczajne fenomeny życia mistycznego. A jednak najbardziej niezwykła była jej prostota i pokora: sama nazywała siebie „małe nic” i taką się czuła w istocie.
Niezwykła – jak na owe czasy – była też jej miłość do Ducha Świętego. Warto wiedzieć, że encyklika Papieża Leona XII o Duchu Świętym DIVINNUM ILLUD MUNUS (1897) była wyraźnie inspirowana listami Miriam. Oto jej słowa:

Pan pokazał mi wszystko. Widziałam ognistą Synogarlicę. Zwróćcie się do ognistej Synogarlicy, do Ducha Świętego, który daje początek wszystkiemu... Moim udziałem jest pokój. Moim udziałem jest krzyż i pokój. Natomiast boleść i zniechęcenie są udziałem wroga i tych, którzy słuchają nieprzyjaciela. Dzieciom daje się mleko, mleko pachnące miłością, mleko zaprawione miłością.

I jeszcze: żarliwie pragnę, byś powiedziała, że wszyscy kapłani, którzy odprawią raz w miesiącu Mszę św. do Ducha Świętego, uczczą mnie. A ktokolwiek mnie uczci i będzie uczestniczył w tej Mszy św., będzie uczczony przez samego Ducha Świętego; i będzie miał w sobie światło; w głębi jego duszy będzie pokój. To On przyjdzie uleczyć chorych i obudzić tych, którzy śpią. A na dowód tego, ci wszyscy, którzy będą odprawiać tę Mszę św., albo będą w niej uczestniczyć, i którzy będą wzywać Ducha Świętego, nie wyjdą z tej Mszy św. nie doznawszy tego pokoju w głębi swej duszy. I nie umrą w ciemnościach.

To właśnie ona miała inspirację założenia Karmelu w Betlejem – ona, prosta, ledwie potrafiąca pisać zakonnica. Trzy ostatnie lata swego życia spędziła właśnie tu, doglądając robót budowlanych. Karmel ma kształt okrągłej wieży i ma przypominać wieżę dawidową. Miriam zmarła w wieku 33 lat, po bolesnym upadku i ogromnych cierpieniach, z radością ofiarowanych za Kościół.

Kilka lat po jej śmierci zbudowano kościół, w którym obecnie spoczywają jej relikwie, często nawiedzane przez pielgrzymów zwracających się do niej o pomoc i łaski.

Według innej wizji błogosławionej Mariam, na tym wzgórzu miał się też zatrzymać Pan Jezus, kiedy wracał z góry kuszenia... No cóż, to nasza tradycja. W każdym razie miejsce jest piękne. Z naszego tarasu roztacza się widok na miasteczko – 40 tysięcy mieszkańców. Z innej strony widok na Beit Jala, a z innej na Pustynię Judzką, na Moab i Herodium. Pagórki porośnięte skąpą zielenią, na poły kamieniste, na poły piaszczyste. Tarasowato ułożone domy, jak klocki przylepione do skarp, mają bardzo słabo urozmaiconą architekturę... Po prostu klocki z jasnego kamienia o płaskich dachach, na których umieszcza się zbiorniki na wodę.

O wschodzie słońca bajeczny widok: słońce, które wychyla się spoza Moabu jest niezwykłe i zawsze w innej szacie! O świtaniu, zanim wynurzy się ognista, pomarańczowoczerwona kula (z okna mojej celi widzę ją zawsze „wyruszającą” zza Bazyliki Narodzenia – widok po dwakroć wzruszający!), ponad linią gór rozciąga się przepiękna „zorza” – pasmo kolorów o silnej barwie w odcieniach fioletów, czerwieni i pomarańczu. Potem pojawia się czerwona kula, która stopniowo nabiera barwy złota... To jak jakiś rytuał, jakiś teatr, jakiś kult oddawany Bogu przez stworzenia, w postaci tańca światła i barw.

Po zachodzie zaś ponad górami jarzą się niewyraźne światełka zabudowań Jordanii, jak jakieś znaki życia z innej planety. Samo zaś miasto widziane z okna celi to rodzaj „choinki” rozświetlonej żółtymi światełkami: tak mi się kojarzą te domki opadające tarasowato i wznoszące się w ten sam sposób na przemian. Widok, który stał się nam już bardzo swojski i bliski, choć wcale nie polski.

Krajobraz pagórkowaty i bardzo urozmaicony, ale pustynny. Latem ginie wszelka trawa, odsłaniając nagość spieczonej ziemi. Dobrze się tutaj rozumie Jezusową naukę o wodzie żywej czy o domu zbudowanym na skale... Brak wody uczy szacunku wobec jej życiodajnej wartości. Za to ulewy nadchodzące po sześciu miesiącach absolutnej suszy miewają siłę spychacza...

Nagromadzenie piękna na tak małym skrawku ziemi z pewnością prowokuje wyobraźnię człowieka Wschodu do myślenia obrazami, do słuchania oczami... Nie dziwi mnie, że Pan Jezus posługiwał się częstymi metaforami czy przypowieściami.

Swoistym „urokiem” miasta jest duża ilość meczetów, z których kilka razy na dzień rozbrzmiewa głos muezina z minaretu. Trudno to sobie nawet wyobrazić, jak wszyscy naraz zaczynają swoje nagłośnione przez megafon modły! W samym Betlejem jest przynajmniej kilka meczetów, ale należy jeszcze dodać te z pobliskich okolic, które są równie dobrze słyszalne... Przejmujący do szpiku kości jęk gardłowych głosek i melodii, ale i nakładające się dźwięki, które nie zawsze tworzą doskonałą harmonię... Egzotyka, która jednak stanowi coś bardzo naturalnego w Betlejem – także i dla nas w końcu. Tak się składa, że muzułmańskie modły nakładają się z naszymi modlitwami brewiarzowymi, dając nam szczególną okazję do łączenia się w uwielbianiu Boga.

Jeszcze do niedawna połowę mieszkańców Betlejem stanowili chrześcijanie wespół z muzułmanami. W ostatnich latach bardzo wielu chrześcijan opuściło Palestynę, emigrując do innych krajów. Ich sytuacja nie jest łatwa w Ziemi Jezusa.

Polskie karmelitanki przybyły do Betlejem w 2000 roku na zaproszenie Patriarchy Jerozolimskiego Michela Sabbaha. Stanowią połowę niewielkiej, międzynarodowej wspólnoty.

Misja Karmelu jest zawsze jedna – oddanie siebie w życiu kontemplacyjnym i modlitwa za Kościół św., ale w każdym klasztorze nabiera ona swoistego kształtu.

W Betlejem czujemy się szczególnie wezwane do przeżywania tajemnicy Jezusa-Słowa Wcielonego, który narodził się w ludzkim ciele właśnie TUTAJ z Dziewicy Maryi. Jest to więc dla nas bardzo konkretne zaproszenie do BYCIA DZIEĆMI BOGA OJCA. Nasza Błogosławiona Siostra, po dziecięcemu otwarta na piękno i miłość, żyła w nieustannym zachwyceniu Bogiem. W swej galilejskiej duszy w naturalny sposób przeżywała czułość i miłosierdzie Ojca. Pokazywała, jak naturalną jest rzeczą być dzieckiem i pozwolić się kochać:

Panie, zachowuj mnie zawsze w Twej miłości, tak jak dziecko zachowuje matka w swoim łonie. Tam nie potrzebuje nic ani do jedzenia, ani do picia; chroni się przed każdym niebezpieczeństwem; przy swojej matce ma wszystko...

I jak dziecko, które zaczyna być kruche i nędzne, jak tylko wyjdzie z łona matki, ja także byłabym nieszczęśliwa, gdybym Ciebie opuściła. (...) Panie, jestem jak małe pisklę, złapane przez kanię; (...) Ja także byłam pogrążona w lęku, w smutku, w bólu. Moje kości się rozpadły; moje ciało zostało zmiażdżone. Zwróciłam me oczy do Ojca, a On na mnie spojrzał i to spojrzenie mnie uzdrowiło. Pobiegłam do mojego Ojca i Króla; a mój Król podszedł do mnie i byłam jak małe pisklę pod skrzydłami swej matki.

Jest to dziedzictwo, które powierzono nam jako powołanie i które z wdzięcznością przyjmujemy właśnie tu, na ziemi Jezusa.

Próbujemy też podjąć radość orędzia Nocy Bożego Narodzenia: „Chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom bożego upodobania”, wcielając je swoim życiem właśnie tu, gdzie zaczęło się ZBAWIENIE i gdzie wszyscy zaczęliśmy być synami Boga; gdzie Jezus rozpoczął od-słaniać przed nami najgłębszą tajemnicę swojego Serca – Tajemnicę Miłości Ojca; gdzie staliśmy się wszyscy domownikami Boga.
Nasze klauzurowe życie niewątpliwie ogranicza nasze pole widzenia. Tak czy owak jesteśmy tu, wśród tej ludności arabskiej jako nieliczna grupa chrześcijan. Doświadczamy na co dzień wiele życzliwości zarówno ze strony muzułmanów, jak i chrześcijan.

Kraj jest naprawdę bardzo piękny, choć niezwykle tajemniczy w swej różnorodności i tej mieszaninie kultur i religii. Siłą rzeczy człowiek pokornieje i uczy się szacunku dla inności.

Betlejem na zawsze pozostanie wyzwaniem dla świata siły, władzy i pieniądza. Bóg przychodzi na ten właśnie świat jako ktoś bezbronny, zupełnie zależny od ubogich Józefa i Maryi... i właśnie Ktoś taki jest światłem dla Narodów i Księciem Pokoju... Mocą z Wysoka.

Karmelitanka z Betlejem
Zdjęcia: archiwum