Brak mi słów
Redakcję odwiedzili ks. Andrzej Witek SAC i ks. Gienadij Romachko SAC pracujący na Białorusi w diecezji grodzieńskiej.

R. – W parafiach Księży miało miejsce nietypowe wydarzenie...

Ks. Gienadij
– Wraz z parafianami z Woronowa i Hermaniszek byliśmy w dniach 7-18 października 2013 r. na pielgrzymce w Rzymie. W organizacji pielgrzymki i w załatwieniu formalności pomogło nam Biuro Pielgrzymkowe „Apostolos”.
Nasi parafianie – a było ich 45 – wyjechali po raz pierwszy. Było to dla nich ogromne przeżycie i wspaniałe doświadczenie. Niektórzy mówili, że była to pielgrzymka ich życia, że zostały zrealizowane ich najskrytsze ma-rzenia.

R. – Jaka była trasa pielgrzymki?

Ks. Gienadij
– Nasza trasa prowadziła przez Wiedeń, okolice Padwy, Loreto, Manopello, Lanciano, San Giovanni Rotondo, Monte Cassino, do Rzymu, a w drodze powrotnej odwiedziliśmy Cascię, Asyż i Wenecję. Mieliśmy możliwość odwiedzenia wielu świętych miejsc, obejrzenia wspaniałych zabytków, a przede wszystkim doznania niesamowitych przeżyć.

Byliśmy...
... w Rzymie 13 października, kiedy została tam przywieziona figura Matki Bożej z Fatimy i papież Franciszek zawierzył świat Matce Bożej. To było przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Niektórzy nie mogli powstrzymać łez wzruszenia. Uczestniczyłem w koncelebrze – już samo to robiło wielkie wrażenie. Niesamowity był też widok od strony ołtarza ogromnej ilości wiernych zgromadzonych na placu.

W naszych parafiach już od kilku lat prowadzimy nabożeństwa do Matki Bożej Fatimskiej, które znakomicie się utrwaliły, a także nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca.

Teraz wykorzystuję też nagrania z uroczystości. Ludzie, którzy byli na pielgrzymce i uczestniczyli w tych wydarzeniach, mówią, że to był moment historyczny. Zawierzenie przez Jana Pawła II miało miejsce w 2000 roku. I teraz oni mogą stać w tym samym miejscu i być świadkami zawierzenia dokonanego przez papieża Franciszka. Uświadomienie sobie tego dodatkowo wzmacniało głębię przeżyć.

Cieszę się bardzo, że mogłem tam być. A ludzie jeszcze bardziej. Mocno to przeżywają. Kilka dni temu przechodził obok mnie lekarz, który był z nami. Minął mnie, zawrócił i powiedział: „Proszę księdza, my ciągle tam jesteśmy”. Warto było pokonać wszystkie przeszkody.

Ks. Andrzej – Akurat tego dnia Papież przejeżdżał przez plac dłuższą trasą, a my staliśmy tak, że przejechał obok nas w odległości ok. 2 m. To też wszystkich mocno wzruszyło.

R. – Jak parafianie Księży przeżywali pielgrzymkę?

Ks. Gienadij
– Wyjeżdżając z kraju, ludzie automatycznie porównują to, co widzą z tym, co mają u siebie. Są wrażliwi na sacrum, którego u nas, na Białorusi, brakuje. Te wszystkie budowle chrześcijańskie we Włoszech, odczuwalna tradycja... Porusza już samo podejście do miejsc świętych, tak starych, tak zadbanych. U nas tego nie ma. Coś robią, remontują, a po 2 latach trzeba robić remont kapitalny. Uderzająca jest nasza obecna bylejakość w porównaniu z wielowiekowymi tradycjami, gdzie wszystko solidne, trwałe i służy ludziom.

Dla wielu to było spełnienie ukrytych marzeń – niektórzy mówią, że chyba życie się kończy, bo spełniają się marzenia, nawet te najtajniejsze. Mówię, że trzeba mieć nowe...

Ks. Andrzej – Przy rozmowach podczas jazdy było widać, że jest to dla nich ogromne przeżycie duchowe, że są dumni z tego, że są katolikami. Ich wiara bardzo się umocniła przez to wszystko co zobaczyli w tych miejscach świętych. Zauważaliśmy, że ludzie bardzo przeżywają tę pielgrzymkę; często płakali, zwłaszcza u św. Rity. Oni sami mówili, że nie mogą sobie poradzić z emocjami. Dlatego też chcieli mieć ze wszystkich miejsc pamiątki – przeważnie kupowali różańce. Mówili, że dadzą synowi, że dotkną nim kogoś chorego...

Z ogromną wiarą ludzie podchodzili do wszystkiego, co się działo na pielgrzymce. Dla nich najważniejsze było, że byli przy grobie św. Rity, że widzieli Papieża, że byli przy grobie św. Wincentego Pallottiego, że mogli zobaczyć, bo mieli inne wyobrażenie. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie atmosfera kościoła Salvatore in Onda.

Ks. Gienadij – Ludzie mówili, że ogrom doświadczeń religijnych, przeżyć, przerasta ich możliwości, że dopiero muszą sobie wszystko poukładać. To była potężna dawka pobożności, świętości, innego życia.
Życie nasze, mieszkańców Białorusi, jest bardzo ubogie. Zburzone kościoły, zniszczone tradycje, a do tego propaganda, że u nas jest najlepiej... Mówili, że „mózg nie wyrabia”.

R. – Czy wobec takiej różnorodności, bogactwa wrażeń, nie zatarł się charakter pielgrzymkowy?

Ks. Gienadij
– Robiliśmy wszystko, żeby zachować wymiar pielgrzymowania. I to nam się udało. Mieliśmy codziennie Mszę św. z kazaniem, w którym odnosiliśmy się do tych miejsc, do tej rzeczywistości, gdzie akurat byliśmy. Większość była z tego zadowolona. Przejawiali spore zainteresowanie, które objawiało się w późniejszych rozmowach.

Ks. Andrzej – Planujemy spotkania popielgrzymkowe i wtedy dowiemy się więcej o przeżyciach ludzi. Na pewno będą już więcej potrafili o sobie opowiedzieć.

Ks. Gienadij – Emocje opadną i wtedy powiedzą, co dla nich ważne. Wrócimy do tego w wymiarze wspólnotowym i w indywidualnych rozmowach. Pytani podczas pielgrzymki, najczęściej odpowiadali: „Nie mogę mówić, brak słów. Muszę sobie wszystko poukładać”.

R. – Zapraszamy także do podzielenia się tymi wrażeniami z naszymi Czytelnikami. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Jolanta Fidura
Zdjęcia: archiwum uczestników pielgrzymki, ks. Artur Karbowy SAC