MEKSYK. KRAJ W STANIE ALARMOWYM
W Meksyku, podobnie jak w Polsce, ponad 90 procent społeczności stanowią ludzie ochrzczeni w Kościele katolickim, ale to, co się dzieje, nie wygląda zbyt dobrze: ta cała przemoc, 50 tysięcy ofiar w ciągu 7-8 lat, gangi, narkotyki, porywanie ludzi dla okupu, kradzieże, napady w autobusach. A do tego jeszcze ogromna religijność przedziwnie pomieszana z zabobonami.

Kraj w zasadzie katolicki, ale w takim stanie rzeczy reewangelizacja, na potrzebę której we współczesnym świecie zwracał uwagę Jan Paweł II, jest tutaj bardzo potrzebna, bo powiedzmy, że nasza parafia ma około 10 tysięcy parafian, a do kościoła przychodzi może 10-20 procent z nich. Są oczywiście takie momenty w ciągu roku liturgicznego, jak na przykład poświęcenie palm, figurek Dzieciątka Jezus, Boże Narodzenie, Wielki Post – posypanie popiołem, Wielki Piątek – droga krzyżowa i procesje, w których uczestniczy dużo więcej osób niż we Mszy św. Prawie każda parafia ma figurę swojego patrona.

Generalnie figury odgrywają tutaj dużą rolę. Wiele z nich ma całe zestawy ubrań, zmienianych na różne święta. Woda święcona, poświęcenie nią po Mszy św. jest ważniejsze niż sam sakrament, Komunia czy spowiedź.

Na ważniejsze uroczystości kościelne zapraszane są zespoły muzyczne, zawsze ktoś śpiewa czy tańczy. Oni mówią, że to wszystko robią dla Pana Jezusa, ale przeważnie... ...w „świecie parafialnym” brakuje sakramentów, brakuje przystępowania do spowiedzi, Komunii Świętej. Przy okazji świąt parafialnych garstka ludzi przyjdzie na Mszę św., a znacznie więcej na tańce. Ważne są figurki, ołtarzyki, fetowanie na sposób świecki, natomiast sedno uroczystości jakby pozostaje na marginesie.

I chociaż bardzo duże znaczenie ma dla nich Matka Boska z Guadelupe, nie przeszkadza im to sięgać do dawnych pogańskich tradycji.

Mieliśmy niedawno spotkanie z naszym biskupem Luisem na temat tzw. „sicarios”, czyli płatnych morderców, którzy często wchodzą w okultyzm, magię. Odnaleziono hełmy rzymskich żołnierzy, które były wykorzystywane do inicjacji – dla ludzi, którzy wchodzili do gangu. Żywa jest taka właśnie religijność pogańska, synkretyzm tego, co było kiedyś w tradycji kultury przedhiszpańskiej, jest dzisiaj i pewnie będzie jutro.
Mówią, że Jezus jest Bogiem, ale jak przychodzi choroba dziecka, na którą ciężko znaleźć lekarstwo, to idą często na tzw. „limpias” do wróżki. Ona wykorzystuje zarówno Pana Jezusa i Matkę Bożą z Guadelupe, jak i swoich pogańskich bożków.

Mamy też w Meksyku do czynienia z oryginalnym wierzeniem w bóstwo, które nazywa się „świętą śmiercią”. Jest to figura-kościotrup wykorzystywana na różne okazje, na przykład kiedy proszą o pieniążki, zdrowie, o miłość, o brak przemocy, wtedy zakłada się jej różne płaszcze: czerwony, żółty, niebieski. Czasami w domu Meksykanie mają obraz lub figurę Matki Boskiej lub krzyż, na Boże Narodzenie nawet w domu szopkę ustawią oraz kącik dla „świętej śmierci” z kwiatami, jabłkami, świeczką. Czuje się od tego takie zimno. Można ją spotkać w busikach, w taksówkach. Często ludzie tutaj mieszają wiarę katolicką, Kościół z takimi różnymi wierzeniami, obyczajami. Uważają, że „święta śmierć” jest osobą żywą, która może pomóc, przeprowadzić na koniec życia do wiecznej szczęśliwości. To ogromna praca oddzielić w mentalności ludzi wiarę od zabobonów i spowodować ich odrzucenie.

Konieczna jest reewangelizacja, aby obudzić coś bardziej wewnętrznego, duchowego niż tylko przywiązanie do zewnętrznych znaków.

W Meksyku przeważnie na jednego księdza przypada w parafii 20-30 tysięcy wiernych. Dla porównania w mojej rodzinnej Świdnicy na 18 tysięcy parafian jest pięciu księży. Chociaż każda parafia stara się mieć swojego księdza, ciągle jest ich za mało. Są jednak w Meksyku stany (w których był w tym roku papież Benedykt XVI): Leon, Guanajuato, Guadalajara, gdzie są seminaria po 200 kleryków, a dla porównania – w naszej diecezji jest około 15 kleryków na wszystkich latach seminaryjnych. Można więc mówić, że brakuje tutaj powołań.

Z drugiej strony Kościół meksykański o wiele bardziej niż w Polsce opiera się na ludziach świeckich, na grupach przykościelnych, które pomagają proboszczowi w duszpasterstwie chorych czy też w liturgii.

Jak już wspomniałem, katolicy są większością w Meksyku, ale na przykład meksykańska konstytucja w stosunku do Kościoła katolickiego zmieniła się dość mocno dopiero po przyjeździe papieża Polaka.
Kiedy Jan Paweł II był pierwszy raz w Meksyku w 1979 roku, obowiązywał zakaz wystąpień publicznych w stroju oficjalnym księdza czy zakonnicy, dotyczyło to także Papieża. Przepisy konstytucji zmieniono na korzyść duszpasterstwa (duchownych) dopiero po tej wizycie.

Państwo raczej Kościołowi nie pomaga, a często przeszkadza. Na przykład kościoły i klasztory wybudowane przed rewolucją (1910 r.) są własnością państwa. Żeby coś zmienić w takim klasztorze czy kościele, trzeba prosić państwo o pozwolenie. Trzeba też stosować się do specjalnych przepisów budowlanych dotyczących zabytków, co powoduje, że remont może być dwa razy droższy. Trochę takich doświadczeń mamy, remontując Tenango del Aire. Dobrze, że mamy wokół siebie grupę ludzi życzliwych, którzy nam pomagają.

Ludziom w Meksyku nie żyje się łatwo, przede wszystkim z braku poczucia bezpieczeństwa. Trzeba się liczyć z niespodziewanym zagrożeniem. Nie ma już takich świętości, jak kiedyś: kościół, ołtarz, figury święte. Są bandy, które szukają na czymkolwiek zarobku. Stan Meksyk jest w takim stanie alarmowym.

Podobno Meksykanie pracują najdłużej na świecie, ale za marne pieniążki – taką informację wyczytałem gdzieś w Internecie. Jest dużo biednych ludzi w Meksyku, ale najbogatszym człowiekiem świata jest też Meksykanin – Carlos Slim. Mało jest tzw. klasy średniej. Wielu ludzi przenosi się do miast w poszukiwaniu pracy, np. miasto Meksyk liczy ponad 20 milionów mieszkańców, a ciągle przyjeżdżają tu kolejni ludzie.

Ks. Bartłomiej Pałys SAC