Mieć serce otwarte

Jestem Siostrą Pallotynką, od 18 lat pracującą na misjach. Pracę rozpoczęłam na terenie Rwandy, gdzie byłam do 1995 r., łącznie z wojną. W 1995 r. trafiłam do Kongo Demokratycznego, w rejon jeziora Kivu i tam do obecnej chwili pracuję.

Główny profil mojej pracy w Kongo to głównie praca charytatywna, socjalna, polegająca na organizowaniu w różnej formie pomocy dla najbiedniejszych; to przede wszystkim praca wśród dzieci zabiedzonych, zagłodzonych, ofiar braku żywności. Na terenach misyjnych, a szczególnie w Kongo takich dzieci jest bardzo dużo. Skutkiem zagłodzenia są dwie choroby: choroba kwasiorkowa i marazm. Dziecko, będące ofiarą marazmu, jest bardzo wycieńczone; w jego organizmie brak wszelkich podstawowych składników czyli białka, tłuszczu, skrobi, witamin, minerałów - wszystkiego tego, co składa się na normalny rozwój organizmu. Dziecko, u którego choroba jest nawet bardzo zaawansowana, łatwiej jest zregenerować niż chore na inną chorobę. Takie dziecko ma apetyt i zawsze...

...jest nadzieja, że to dziecko powróci do zdrowia.
Natomiast dzieci, będące ofiarami choroby kwasiorkowej o wiele trudniej wyleczyć. Dzieci takie są spuchnięte, nabrzmiałe; mogą nawet wyglądać na dobrze odżywione, choć po wyrazie twarzy widać, że coś jest nie tak. W organizmie tkankę tłuszczową zastąpiła woda. Kiedy tej wody jest bardzo dużo, skóra nie wytrzymuje, pęka; otwierają się rany. Wygląda to jak ostatni stopień poparzenia. Dzieci takie są bardzo często marudne, nie chcą niczego jeść. Dlatego do żołądka wprowadza się im sondę, przez którą podaje się mleko lub inny, bardzo rozcieńczony pokarm, żeby ratować dziecko. To o wiele trudniej osiągnąć i nieraz kończy się śmiercią.

Został zorganizowany bardzo prężny ośrodek dożywiania dzieci, do którego są przywożone
bardzo mocno zagłodzone. Tam takie dziecko musi przebywać przynajmniej przez miesiąc, a później przez określony czas dochodzi do ośrodka lub punktu dożywiania. Punkty dojazdowe w terenie zostały zorganizowane dla ułatwienia pomocy dzieciom niedożywionym. Jest ich 6; najdalszy jest oddalony od centrum o 30 km. Centrum znajduje się na terenie parafii Rutshuru, w dzielnicy Murambi. Te ośrodki dojazdowe mieszczą się na terenie ośrodków zdrowia, prowadzonych przez inne zgromadzenia, przez siostry różnych narodowości.

Dzieci najczęściej są przynoszone przez rodziców, opiekunów czy kogoś bliskiego. Zdarza się jednak, że ludzie zupełnie obcy, znajdując pozostawione dziecko w takiej beznadziejnej sytuacji przynoszą je do ośrodka.

W części szpitalnej mamy 80 łóżek. Pomoc otrzymuje ok. 700 – 800 dzieci miesięcznie.
Inną formą pomocy, organizowaną w Kongo jest pomoc dla sierot. Na tych terenach nie ma sierocińców z prawdziwego zdarzenia. Przyjęliśmy zasadę pomocy przede wszystkim przez szukanie rodziny zastępczej. Lepiej, kiedy dziecko ma rodzinę, nawet zastępczą, bo wtedy ta rodzina przyjmuje jakąś odpowiedzialność za dziecko. Pomagamy w miarę naszych możliwości tym rodzinom materialnie, żywnościowo, a także w opłatach za szkoły, leczenie; wyposażamy w niezbędne do życia środki.

Te dzieci są też objęte pomocą duchową. Są organizowane dni skupienia dla rodzin, Msze św., ale też spotkania związane z różnymi świętami, wydarzeniami w roku.
Otaczamy też opieką i pomocą takie dziecięce rodzinki – dzieci, które same mieszkają i same troszczą się o siebie nawzajem, starsze dzieci opiekują się młodszymi. Takim dzieciom trzeba poświęcić więcej czasu i środków materialnych.

Moja praca jest przede wszystkim natury organizacyjnej, a większość prac wykonują przygotowani przez nas świeccy. W naszym ośrodku prowadzimy formację rodziców i opiekunów dzieci zagłodzonych. Specjalnie dla nich są organizowane pogadanki dotyczące żywienia, higieny dzieci i profilaktyki najczęściej występujących chorób. Uczestniczą oni także w przygotowaniu posiłku dla naszych podopiecznych oraz pracach niezbędnych do właściwego funkcjonowania ośrodka, np. sprzątanie, uprawianie pola, ogrodu, doglądaniu dobytku. Właśnie dzięki świeckim możliwe jest realizowanie tylu zadań. Bez ich czynnego zaangażowania nie byłyby możliwe ani czynna formacja, ani leczenie, ani dożywianie. A tak ośrodkiem może kierować tylko jedna siostra, a wszystkie prace są wykonane.

U tych ludzi można zauważyć ogromne pragnienie Boga. Są bardzo gorliwi w spełnianiu praktyk religijnych. Na ich życzenie każdy dzień rozpoczynamy i kończymy modlitwą. O 15.00 odmawiamy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Co 3 miesiące odbywają się dni skupienia dla personelu. Systematycznie i dogłębnie prowadzona formacja przynosi widzialne owoce w postaci ofiarnego zaangażowania w służbie potrzebującym i bezinteresownej pomocy w trudnych sytuacjach.

Nasza pomoc dzieciom i rodzinom ubogim może objąć więcej osób, gdyż świeccy współpracownicy pomagają nam dotrzeć do najtajniejszych zakątków parafii. Wraz z personelem świeckim angażujemy się także w działalność parafialnego Caritasu. Niesiemy pomoc ubogim rodzinom, więźniom; pośredniczymy w organizowaniu szkół.

Chcę wyrazić głęboką wdzięczność przede wszystkim Bogu za dar łaski, za możliwość pracy z laikatem na terenach misyjnych. Ci ludzie są dla nas wzorem. Mogę się od nich uczyć jak więcej kochać, jak lepiej służyć.

s. Weronika Sakowska SAC
Zdjęcia: archiwum Sióstr Pallotynek


S.Weronika otrzymała 14 listopada 2003 r. pokojową nagrodę miasta Bremy „Przekraczać progi” przyznawaną za zaangażowanie w pracę na rzecz sprawiedliwości, pokoju i ochronę stworzenia. To właśnie s. Weronika kieruje pracą przedstawionej powyżej placówki. Szczęść Boże, Siostro, w dalszej pracy misyjnej!