Rozmowa z ks. Józefem Stępińskim SAC, misjonarzem w Brazylii
R. – W Brazylii pracuje Ksiądz już od ponad 20 lat. Proszę nam przypomnieć miejsca, w których Ksiądz posługiwał.

K. – Tak, 2 sierpnia 1990 r. z ks. Jarkiem Chmieleckim SAC i ks. Adamem Kowalikiem SAC dotarliśmy do Brazylii. W ciągu tych 20 lat byłem na parafiach w Niteroi, Itaperunie w stanie Rio de Janeiro, później przez 9 lat byłem proboszczem w diecezji Nova Friburgo, w Cachoeiras de Macacu. Obecnie wróciłem do Itaperuny, gdzie jestem proboszczem w parafii Matki Bożej Fatimskiej już piąty rok. Oprócz mojej jest w mieście jeszcze 5 parafii: 2 pallotyńskie i 3 diecezjalne.

R. – Proszę opowiedzieć o swojej parafii.

K. – Kiedy przyszedłem do tej parafii trwały właśnie przygotowania do obchodów jej 40-lecia. Musiałem zacząć od dokończenia budowy domu parafialnego i centrum pastoralnego, zaczętej przez innych pallotynów 9 lat wcześniej. Miałem to szczęście, że...
...wykończyłem centrum pastoralne z salami katechetycznymi, salonem i kuchnią. Jest to miejsce spotkań różnych grup. Dokończyłem także dom parafialny. No i trzeba było odnowić kościół.
Później zajęliśmy się przygotowaniem pastoralnym i modlitewnym do 40-lecia parafii.

R. – Jak duża jest parafia Matki Bożej Fatimskiej?

K. – Obejmuje 3 dzielnice i kilka wiosek. Obsługuję 3 kościoły w mieście i 3 w wioskach. W mieście mam ok. 20 tys. ludzi. Z perspektywy trochę z przykrością patrzę jak pustoszeją wioski. Kiedy tu byłem poprzednio wioski były pełne ludzi. Teraz wiele osób przenosi się do miast. Młodzi wyjeżdżają do szkół uczyć się i nie wracają. Zostają ludzie starzy, a młodsi przenoszą się do miast, szukając lepszego życia. Parafia jest też mniejsza niż kiedyś, bo została podzielona na dwie.

R. Czy posługa Księdza zamyka się w pracy parafialnej?

K. – W Itaperunie znajduje się jeden z największych i najlepszych szpitali w stanie Rio de Janeiro. Ma 5 pięter i wiele oddziałów. Obsługujemy go my, pallotyni. Mamy ustalone dyżury. Tam pracują siostry zakonne, które pytają, czy pacjent jest katolikiem, czy potrzebuje posługi księdza, namaszczenia, modlitwy… I właśnie z tą posługą idziemy do chorych. Ustaliłem termin i z siostrą zakonną odwiedzamy chorych.
Odkąd pamiętam, księża diecezjalni nie chcieli tu przychodzić, więc pallotyni obsługują cały szpital. Ludzie nas chwalą, bo jesteśmy systematyczni. Jesteśmy codziennie do dyspozycji chorych. Często przychodzą ludzie załamani chorobą – trzeba porozmawiać z nimi, z rodziną.
Różne są nasze doświadczenia; wiele by można o nich opowiadać. Jednym z nich był chłopiec 15-letni, chory na raka krtani – miał bardzo powiększone gardło, język 3 razy większy, wystawiony na zewnątrz; prawie nie oddychał. Siedziała przy nim matka, tuląc nieustannie, chcąc w ten sposób ulżyć cierpieniu. Niesamowity to był widok. Na intensywnej terapii jest wiele trudnych przypadków.

R. – Posługa wśród chorych nie jest łatwa…

K. – Tak, ale oni potrzebują pomocy, wiele pomocy. Prowadzimy też działalność wśród osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków. Dawniej byli tylko uzależnieni od alkoholu, a teraz jest pół na pół. Młoda generacja zażywa razem i alkohol, i narkotyki. Trudno znaleźć przyjęcie bez narkotyków. Rodziny są rozbite. Rodzice nie wiedzą, co robić.

R. – Proszę opowiedzieć o młodzieży.

K. – Jak wspomniałem, byłem już wcześniej w Itaperunie, wtedy jako pomocnik u księdza Kajfasza przez 2 lata, potem w innej parafii – łącznie 4 lata w okresie między 1993 a 96 rokiem. Wtedy w kościele było dużo młodzieży. Zorganizowałem grupę młodzieżową, z którą wiele działaliśmy, m.in. robiliśmy marsze, spotkania modlitewne, śpiewaliśmy wiele. Młodzież garnęła się do kościoła.
Po 10 latach mentalność zmieniła się bardzo. Młodzież obecna ucieka z kościoła. Jeszcze na Mszę św. przyjdzie, ale brak zainteresowania, zaangażowania.

Nie wiem jak to wytłumaczyć, czym wypełniają czas. Może Internetem, komputerem, technologią, zabawą. Bardzo się obniżył ich poziom. Staram się to zmieniać w miarę możliwości. Organizuję różne kursy, grupy, żeby ich przyciągnąć. A nie jest to łatwe. Trudno utrzymać z nimi kontakt, żeby zachować ich w łączności z Kościołem.

R. – Jakie są grupy dla młodzieży?

K. – Katecheza jest prowadzona normalnie, jako przygotowanie do I Komunii Świętej, a później jest grupa dla młodzieży w wieku 13-17 lat. Mają kursy, spotkania co tydzień, później co miesiąc – to jest podobne do oazy. Uwieńczeniem jest kurs, który przygotowują dla następnych kandydatów. Później jest grupa młodzieży starszej – od 17 do 28 lat. To jest kontynuacja, by nie zostawiać ich samych, jak przekraczają wiek. Mają czym wypełnić czas do chwili wejścia w związek małżeński.

R. – Czy w parafii działają jeszcze inne grupy?

K. – Mamy spotkania dla małżeństw, grupy dla rozwiedzionych małżeństw, dla ludzi starszych i w podeszłym wieku. Oni często są zapomniani, a tak mogą się spotkać, porozmawiać, pomodlić się razem. Jest grupa ludzi, którzy odwiedzają chorych, a jak ktoś umrze, odwiedzają rodziny, żeby się razem pomodlić. Są ludzie, którzy udzielają Komunii Świętej Jest też Legio Mariae i apostolat. Są też ludzie, którzy po prostu chcą pracować dla innych.

Ja również odwiedzam chorych – noszę im Komunię co tydzień, idę z namaszczeniem. Przynajmniej 2 razy w roku (na Boże Narodzenie i na Wielkanoc) odwiedzam wszystkich chorych i pytam, czy nie potrzebują spowiedzi. Patrzę nie tylko od strony religijnej, ale też czysto praktycznej. Jak jest osoba opuszczona, rodzina się nią nie zajmuje, staram się zapewnić wszelką pomoc. Nawet pewnej pani wyremontowaliśmy mieszkanie. Miałem paru murarzy, malarzy, którzy się tego podjęli. Kobieta była zadowolona bardzo – teraz przynajmniej żyje jak człowiek.
Wszystko zostało zrobione za darmo. Nikt z pracujących nawet nie myślał, by mu płacić.

R. – Bardzo często księżą pracujący w Brazylii podkreślają bezinteresowną pomoc wzajemną. Czy to cecha charakteru Brazylijczyków?

K. – Charakterystyczne jest uwrażliwienie na drugiego człowieka, pomoc drugiemu. Brazylijczycy mają dobre serca. Tu świecki nie jest „dodatkiem” do kościoła. Oni pracują razem z księdzem. Ten Kościół żyje. Ludzie się uzupełniają. Dla nich być katechetą to przywilej. Cieszą się, że ich ksiądz wybiera i formuje, że mogą potem katechizować, uczyć innych czy być Ministrem Eucharystii. Nie pytają, co z tego będą mieć. Dla każdego z nich jest wyróżnieniem społecznym, socjalnym, że został wybrany i może komuś zanieść Pana Jezusa, służyć dla Pana Boga i dla ludzi.
W pallotyńskich parafiach realizowany jest charyzmat apostolski. Mówi się o świeckich i rzeczywiście świeccy pracują z księdzem – to jest praktycznie realizowany typowy charyzmat pallotyński.

R. – Co jeszcze, według Księdza, jest charakterystyczne dla Kościoła brazylijskiego?

K. – Brazylijczycy są z natury bardzo pobożni. Bardzo silny jest kult maryjny, może nawet silniejszy niż w Polsce. Sanktuarium Matki Bożej z Aparecida jest drugie lub trzecie pod względem wielkości w świecie. Są organizowane pielgrzymki, modlitwy. Wśród osób niewykształconych często Matka Boża jest bardziej czczona niż Pan Jezus, ale trzeba tłumaczyć, dlaczego Matka Boża została uprzywilejowana przez Pana Boga, jaka jest hierarchia. Oni mają dobrą wolę, ale nie mają wiedzy, są bardzo prości. Trzeba mieć do nich dużo cierpliwości, tłumaczyć ciągle, bo nie otrzymali formacji.
W Polsce katecheza jest prowadzona od przedszkola do studiów, a w Brazylii przez 2-3 lata przygotowania do I Komunii Świętej. Potem nie ma już systematycznej katechezy. Staramy się to nadrabiać.

Brazylijczycy chętnie uczestniczą w Mszy św. Lubią śpiewać i praktycznie mamy chórki w każdej grupie wiekowej, które śpiewają na Mszach św. do nich adresowanych. Sami wszystko przygotowują. Czuje się taką żywą, rodzinną atmosferę, łączność księdza z wiernymi. Ten Kościół jest inny, nowy, żywy.

R. – Statystyki podają, że zmalała w Brazylii liczba katolików z 90 do 70%. Co jest tego przyczyną?

K. – Przyczyn jest wiele, ale jedną z najważniejszych jest migracja ludności – dawniej 70% ludności mieszkało na wsiach i w małych miasteczkach, a obecnie 75% mieszka w dużych miastach. Potworzyły się giganty z ogromnymi favelami, jak Sao Paulo, z ponad 20 mln ludności czy Rio de Janeiro z 8 mln. W małych miasteczkach był bezpośredni kontakt parafian z księdzem.
Zanim Kościół wszedł na favele już zaczęły się tam tworzyć sekty. Tym bardziej, że łatwo zostać pastorem. Wystarczy skończyć półroczny czy roczny kurs i już były np. rzeźnik bierze Biblię pod pachę i naucza. A przygotowanie księdza trwa 7-8 lat. Ponadto pastorzy wykorzystywali mass media: radio, telewizję, prasę przez co jakieś 10 lat temu przebili Kościół katolicki.
Teraz i my sięgamy po te środki. Powstają katolickie rozgłośnie i stacje telewizyjne, które powoli zyskują coraz większy dostęp do ludzi.
Daje się zauważyć zahamowanie tendencji spadkowej, a nawet pewien wzrost liczby katolików.

Brazylijczycy są ogromnie życzliwi i serdeczni wobec nas, księży. Z serca, nie z kurtuazji, zapraszają nas do swoich domów, ciesząc się szczerze, gdy ksiądz przyjdzie i pomodli się czy poświęci dom. Na favelach, o których krąży opinia, że tam tylko zbrodnie i narkotyki, mieszka wielu dobrych ludzi. Przez te 20 lat, które tam pracuję, jestem nieustannie zafascynowany tym Kościołem, tymi ludźmi. To Kościół żywy. Nie mogę narzekać – bardzo dobrze mi się pracuje.

R. – Życzymy wielu łask Bożych w tej posłudze. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Jolanta Fidura
Zdjęcia: ks. Artur Karbowy SAC