W odwiedzinach u Misjonarza
Miałem możliwość w październiku 2008 r. odwiedzić po raz kolejny Papuę Nową Gwineę, kraj, w którym żyją moi papuascy krewni – wuj Stefan tu znalazł sobie żonę. Ciotka Maria (mieszka w Boram, gdzie znajduje się dom polskich pallotynów) pochodzi z Boiken. Od 2006 r. proboszczem jest tu ks. Krzysztof Morka SAC.

Boiken to szczególne miejsce dla Papui Nowej Gwinei – sto lat temu właśnie do Boiken dotarli misjonarze katoliccy z Europy.
Po przybyciu i rodzinnych powitaniach zapytałem o Księży Pallotynów, których miałem możliwość poznać podczas poprzednich wizyt – mieli przyjechać ze swoich stacji misyjnych późnym popołudniem. Nie mogłem się doczekać spotkania.
Pierwszy - widać na jego twarzy zmęczenie - przyjechał ks. Krzysztof i powitał mnie tak: „Szczęść Boże, jestem proszony o udzielenie sakramentu namaszczenia w szpitalu, później się spotkamy”.

Podobnie jak ks. Krzysztof pozostali pallotyni zwykle... ...zjeżdżają ze swych stacji misyjnych do Boram (stale przebywają tu proboszcz, ks. Jan i br. Janusz) po południu w niedzielę. Poniedziałek, a czasem i wtorek, przeznaczają na załatwianie spraw urzędowych, pranie, zakupy, naprawy sprzętu mechanicznego i inne sprawy, które można załatwić tylko w mieście.

Tym razem ks. Krzysztof uzgadniał dostawę cementu potrzebnego na remont i blachy na pokrycie dachu kościoła oraz z urzędnikami załatwiał niezbędne formalności, związane z pracami remontowymi i dostawami potrzebnych materiałów, organizował transport tych materiałów do stacji misyjnej.

Z ciekawością towarzyszyłem ks. Krzysztofowi w tych czynnościach. W sklepach, urzędach, bankach i restauracjach są zaostrzone środki bezpieczeństwa – wszędzie przy wejściu stoi po dwóch uzbrojonych ochroniarzy, co sprawia dość przygnębiające wrażenie. Tego wcześniej nie było.

W środę rano ruszyliśmy do Boiken. Czas podróży (ok. godziny) mijał szybko. Po drodze rozpoznałem miejsca, znane mi z poprzednich pobytów, jak: Centrum Misyjne w Wirui, stację misyjną i szkołę w Yarapos.
Dojechaliśmy na miejsce. Stacja misyjna w Boiken jest przepięknie położona. Duża polana, wystrzyżona trawa, wspaniałe kolorowe krotony, kwitnące duże drzewa, stare drzewa mangowe, nisko latające kolorowe duże motyle.

Droga prowadzi wprost na plebanię, w lewo kościół, a dalej budynki tutejszej szkoły, z boku mieszkania nauczycieli. Wziąłem aparat fotograficzny i kamerę – fotografowałem kolejno budynki, drzewa, krzewy, kwiaty, widoki na ocean, busz. Nie mogłem nacieszyć się tym urokliwym krajobrazem, tropikalną przyrodą, kolorowymi kwiatami i krzewami, leniwie latającymi kolorowymi motylami.
Dzieliłem się moimi wrażeniami z na temat piękna tutejszej okolicy z ks. Krzysztofem. On też docenia uroki swojej stacji misyjnej. Mówił, że chciały tu pozostać na stałe.

Nadchodził tropikalny wieczór. Z buszu bezpośrednio przylegającego do stacji misyjnej dochodziły wieczorne „krzyki” chrząszczy, śpiew ptaków. Było tak głośno, że zastanawiałem się jak to będzie ze snem. Ale to jeszcze nic, w porównaniu z tropikalną nocną ulewą – po prostu nie da się spać.

Następnego dnia rano, jak zwykle, ks. Krzysztof odprawił Mszę Świętą, potem zjedliśmy śniadanie. Do kancelarii przyszli parafianie. Po załatwieniu najpilniejszych spraw odbyło się zebranie Rady Parafialnej, którego głównym tematem był remont dachu kościoła. Po południu pojechaliśmy do sąsiedniej wioski. Podczas patroli plan zajęć Misjonarza jest podobny: spowiedź, Msza Święta, spotkanie z katechistami, z młodzieżą, z mieszkańcami. Wieczorem spotkanie z parafianami przy przygotowanym przez nich posiłku.

Wróciliśmy do Boiken. Późnym wieczorem ks. Krzysztof ustalał plan wyjazdów do kolejnych stacji misyjnych w parafii Boiken, a mianowicie do wioski Kapun, na wyspę Karasau, a jeśli droga będzie przejezdna, to w góry do Kawanumbo.

Ryszard Mężyk
Zdjęcia autora