Niedaremny dar życia

O każdym z nas Bóg ma swoje stwórcze wyobrażenie. Pierwotna myśl Boża jest naszą prawdziwą naturą, tym kim rzeczywiście jesteśmy. Cel naszego życia polega na tym, aby dotrzeć do samego siebie, czyli do prawdziwego „ja”, którym jesteśmy według zamysłu Bożego.

Niestety, często życie zmusza nas do rozwijania fałszywego „ja”, do przyjmowania wyobrażeń o sobie, które nie odpowiadają prawdziwej istocie naszej osobowości. Każdy z nas nosi w sobie samym, jak w glinianym naczyniu własną misję życiową. Bóg włożył w każde jedyne i niepowtarzalne ludzkie istnienie swoje ziarno, Słowo, które przez nasze istnienie chce przekazać światu. To Słowo – dar dla siebie i innych – nosimy głęboko w sercu. Nasze indywidualne powołanie polega na tym, aby dotrzeć do ukrytego w roli naszego serca Słowa, rozpoznać Je i wyrazić życiem. W tym procesie docierania do własnego prawdziwego „ja” oraz naszej osobistej misji potrzebujemy...

...wsparcia innych osób, które budzą w nas odwagę do bycia sobą i spełnienia siebie w misji.

Do grona osób, które odnalazły swoje prawdziwe „ja” i misję życia należał ks. Stanisław Szulmiński, którego 60-tą rocznicę śmierci obchodzimy 27 listopada 2001 roku.
Spotkanie z tym człowiekiem, który był tak bardzo zdeterminowanym, aby być sobą i spełnić swoją życiową misję, może obudzić w nas energię, abyśmy uwierzyli, że także nasze życie może stać się życiem spełnionym.

W malowniczej i otwartej na świat Odessie 10 lipca 1894 r. urodził się Stanisław Szulmiński, syn Aleksandra i Heleny z domu Wyhowskiej. Najmłodsze lata życia spędził w klimacie pluralizmu narodowościowego, kulturalnego i religijnego, zachowując własną tożsamość narodową i wyznaniową. Rodzina państwa Szulmińskich odznaczała się duchem patriotyzmu bez skażenia ksenofobią i nacjonalizmem. Po śmierci pani Heleny, matki Stanisława, ojciec powtórnie ożenił się z prawosławną Ukrainką.

Lata dziecięce i młodzieńcze spędził Stanisław wraz z całą rodziną w Kamieńcu Podolskim. Miasto to, nazywane „basztą ręką Boga zbudowaną”, „przedmurzem chrześcijaństwa” i „bramą do Polski”, skupiało pięć kultów i trzy metropolie: rzymską, prawosławną i unicką.
Stanisław Szulmiński odebrał staranne, tradycyjne religijne wychowanie. Z woli ojca ukończył średnią ośmioklasową szkołę rolniczo-techniczną w Kamieńcu Podolskim. Znał w mowie i piśmie język rosyjski, ukraiński, francuski, niemiecki i łacinę. Był przystojny, sprawny fizycznie, pływał wyczynowo; mógł założyć rodzinę.

Powołanie kapłańskie rozeznał prawdopodobnie w szkole średniej.
Od dzieciństwa nie był wolny od własnego osobościowego cienia: cierpiał na neurastenię, miał tendencje do postrzegania ciemnego obrazu własnej osoby, nadmiernie surowej negatywnej oceny samego siebie. Widział w sobie głównie grzeszność i wady, a zwłaszcza lenistwo. Ta jego osobościowa hipoteka stała się dla niego wyzwaniem do przerośnięcia tych wybujałych tendencji, które mogły zablokować jego osobisty rozwój, zmierzający do odkrycia prawdziwego „ja” i podjęcia życiowej misji. Rana w jego osobowości stała się w nim naczyniem dla łaski, z którą uczył się współgrać.

Na dwa lata przed wstąpieniem do seminarium zbliżył się duchowo do ks. Władysława Dworzeckiego, który stał się jego kierownikiem duchowym. Jemu zawdzięczał formację duchową i głębokie podstawy życia wewnętrznego. W latach 1917 – 1919 Stanisław studiował w Wyższym Seminarium Duchownym w Żytomierzu, a następnie w latach 1919 – 1923 w seminarium tarnowskim. Był to w jego życiu okres pełen pragnień i marzeń. „ Młodzieńcy mają wizję, a starcy sny.” – pisał prorok Joel. Stanisław pragnął powrócić na Wschód, aby ewangelizować, prowadzić dzieło pojednania chrześcijan. Innym razem marzył o studiach w Russicum w Rzymie. Jeszcze kiedy indziej marzył o życiu w apostolskiej wspólnocie, aby nie w pojedynkę, ale razem z braćmi, podjąć misję ewangelizacyjną na Wschodzie.

Święcenia kapłańskie otrzymał 8 lipca 1923 r. Gdy bezpośrednio po święceniach wyraził gotowość wyjazdu na Wschód, bp Piotr Mańkowski posłał go na Katolicki Uniwersytet Lubelski, aby studiował teologię porównawczą (katolicką i prawosławną). Jako student ks. Szulmiński prowadził na KUL-u Koło Badań nad Kościołami Wschodnimi. Zamieszczał także w prasie lubelskiej artykuły o tematyce chrześcijańskiego pojednania.

2 sierpnia 1927 r. wystosował list do Stolicy Apostolskiej z prośbą o posłanie go na tereny Związku Radzieckiego, ale nie wybiła jeszcze jego godzina, stąd odpowiedź była negatywna. Biskup Szelążek, który był ordynariuszem ks. Szulmińskiego, skierował go do pracy dydaktycznej w seminarium w Łucku. Tam wykładał orientalistykę. Dojrzewało w nim pragnienie, aby pracę ewangelizacyjną w duchu ekumenizmu podjąć we wspólnocie z braćmi. Stąd podjął proces rozeznania własnego powołania, szukając odpowiedniej dla siebie formy życia apostolskiego we wspólnocie braterskiej. W tym procesie towarzyszył mu znany dominikanin, profesor i rektor KUL-u, o. Jacek Woroniecki. Na zjeździe misyjnym ks. Szulmiński spotkał ks. Wojciecha Turowskiego, pallotyna, wizjonera ruchu apostolstwa świeckich i niezachwianego entuzjastę charyzmatu pallotyńskiego, późniejszego generała Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego.

Na ówczesne czasy pallotyni jawili się ks. Szulmińskiemu jako nowoczesny instytut życia apostolskiego, pełen fantazji apostolskiej, odwagi i skuteczności. Także forma życia konsekrowanego oparta bardziej na osobistej dojrzałości i wzajemnej miłości braterskiej niż na prawie, odpowiadała ks. Szulmińskiemu. A do tego, w osobistej rozmowie, ks. Turowski zapewnił go, że pallotyni podejmą działalność apostolską na Wschodzie. Dzięki modlitwie ks. Stanisław uzyskał wewnętrzne przekonanie, że Bóg chce, aby wstąpił do Stowarzyszenia. W swoim notesie duchowym zapisał: „Wierzę mocno, że Bóg mnie powołał do Stowarzyszenia”. Wstąpił do pallotynów 6 sierpnia 1928 r. Z jego osobistych notatek dowiadujemy się, że w listopadzie tego samego roku złożył akt oddania się za dusze czyśćcowe oraz akt ofiary za Podole, Ukrainę i Rosję. Czas formacji ks. Szulmiński skoncentrował na życiu duchowym. Szczególnie cenił sobie cnotę pokory, która jest niezbędna w podjęciu misji pojednania chrześcijan. W swoim notesie pisał: „Kościół stoi na pokorze. Błagam Pana Jezusa przez Jego Najświętsze Serce, aby na całe życie zachował mnie w pokorze”. Po skończonym nowicjacie ks. Szulmiński został wyznaczony na ojca duchownego pallotyńskiej młodzieży gimnazjalnej w Wadowicach na Kopcu. W latach 1932 – 39 był spowiednikiem oraz profesorem w Pallotyńskim Wyższym Seminarium Duchownym, najpierw w Sucharach koło Nakła na Pomorzu, a nastepnie w Ołtarzewie koło Warszawy. Wykładał tam teologię moralną, pedagogikę, teologię pastoralną, homiletykę i, ulubiony swój przedmiot, teologię orientalną. Nauczał kleryków języka rosyjskiego. Założył w społeczności seminaryjnej Kółko Orientalistyczne, którego celem było pogłębienie wiedzy o Kościołach wschodnich. Kółko to organizowało corocznie akademię w święto św. Jozafata na temat pojednania Kościołów. Propagowano śpiew i liturgię bizantyjsko-słowiańską. W obrządku tym odprawiał Msze św. w kaplicy seminaryjnej ks. Donat Nowicki, gorliwy współpracownik ks. Stanisława. Wielu alumnów, wraz ze swoim opiekunem, marzyło o utworzeniu dystryktu pallotyńskiego w obrządku wschodnim na kresach Polski. Ks. Szulmiński brał czynny udział w spotkaniach ekumenicznych, odbywanych w Pińsku, Warszawie, Welehradzie na Morawach. Swój ekumeniczny geniusz wyraził także w założonym przez siebie Apostolacie Pojednania, ruchu do którego zaprosił duchownych i świeckich, którym idea ekumenizmu była bliska. Powstały liczne koła Apostolstwa Pojednania, specjalny statut; zaczęto wydawać własne pismo - „Pojednanie”.

Wreszcie nadeszła długo oczekiwana przez ks. Szulmińskiego godzina – w roku 1939 został skierowany do pracy w Okopach Świętej Trójcy na Podolu. Gdy polska prowincja pallotynów przyjęła Okopy, tamtejszym rektorem został mianowany ks. Szulmiński. Miał zorganizować dystrykt pallotyński, dla którego wyznaczono już księży i braci. I choć 1 września 1939 r. rozpętała się II wojna światowa, ks. Szulmiński w tym samym miesiącu wyruszył do Okopów Świętej Trójcy. Na terenach wschodnich spotkał wielu współbraci: ks. Czaplę, ks. Werona, ks. Bajgrowicza, ks. Lena, ks. L. Foryckiego, ks. Hereśniaka.

24 października 1939 r. ks. Szulmiński został aresztowany przez władze NKWD w Nowogródku i osadzony w więzieniu w Baranowiczach. Z tego okresu pochodzi jego ostatnie zdjęcie, które zostało zachowane w aktach śledczych NKWD. Władze sowieckie uznały ks. Stanisława za człowieka szkodliwego dla społeczeństwa, podejrzanego o szpiegostwo. Aż do 21 sierpnia 1940 r. trwało śledztwo. Każdego dnia był przesłuchiwany po 5 godzin dziennie. Przesłuchania trwały także w nocy. Każdorazowe przesłuchanie zostało odnotowane.

Wiele światła na sprawę traktowania więźniów dają badania lekarskie. Otóż w dniu aresztowania ks. Szulmiński był człowiekiem całkowicie zdrowym. Podczas pobytu w więzieniu stwierdzono stopniowe pogorszenie się pracy serca oraz uszkodzenie przepony. Można stąd wnioskować, że ks. Stanisław podczas przesłuchań był także torturowany. W akcie z 21 sierpnia 1940 r. stwierdzono, że Stanisławowi Szulmińskiemu, kapłanowi rzymsko-katolickiemu, nie udowodniono żadnych działań szpiegowskich, ale mimo to pozostaje on człowiekiem niebezpiecznym dla społeczeństwa i dlatego zostaje skazany na 5 lat ciężkich robót w obozie pracy.

17 grudnia 1940 r. ks. Stanisław został odprawiony do Uchty, 19 marca 1941 r. przybył wraz z innymi więźniami do miejsca docelowego. Stan jego zdrowia wskazywał na znaczne osłabienie i wyczerpanie. Według opinii lekarskiej nie nadawał się do ciężkich prac. Przyznano mu tzw. III kategorię zdrowia. Został przydzielony do obozu nr 3, gdzie pracował jako sanitariusz oraz, jak wskazują na to świadectwa więźniów, pełnił posługę duszpasterską wśród katolików i prawosławnych.

Ogromną wagę ma dokument, wystawiony 1 sierpnia 1941 r., stwierdzający, że Stanisław Szulmiński, syn Aleksandra, jako obywatel polski ma prawo do wolnego przebywania na terenie Rosji oraz przejścia do polskiej armii, tworzącej się na terenie ZSRR. Nie ma żadnego dokumentu, który by stwierdzał, że ks. Szulmiński pod jakimś zarzutem zostaje pozostawiony w obozie. Pozostanie w obozie pracy stało się wolnym wyborem. Dlaczego tak uczynił? Czy mógł zdradzić samego siebie, własne posłannictwo, w które przez całe życie wierzył? Czy mógł zdradzić Boże ziarno, które w sobie nosił? Ludzie duchowi przekraczają koncepcje roztropności właściwe dla tego świata. Żyją według praw Ducha. A Duch Boży może okazać się całkowicie „nierozumny” według kryteriów rozumności świata.
Ks. Stanisław Szulmiński pragnął pracować na terenach wschodnich, by przyczynić się do zbliżenia katolików i prawosławnych. Bóg dał mu duszę ekumeniczną. A zatem pozostał w obozie pracy jako człowiek wolny. Uczynił z siebie dar dla innych. Ostatni dokument w teczce więziennej ks. Szulmińskiego to akt zgonu i pogrzebania.

Ks. Stanisław Szulmiński zmarł 27 listopada 1941 r. Główną przyczyną śmierci była choroba serca, ogólne wyczerpanie organizmu oraz towrzyszące temu przeziębienie. Według dokumentów ks. Szulmiński został pochowany 28 listopada 1941 r. na terenie obozu nr 3 na Wetłosjanie. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że zwłoki jego nie zostały złożone do zbiorowej, bezimiennej mogiły. Na obrzeżu miasta Uchty, dziś nazwanego Szudajog, znajduje się cmentarz, na tzw. dawnym terenie sanitarnym. Znajdują się na nim trzy mogiły: dr Szubaszkina, lekarza obozowego i dwóch jego współpracowników, w tym polskiego księdza o imieniu Stanisław, który w obozie pracował jako sanitariusz. Jest wielce prawdopodobne, że mogiła ta ukrywa doczesne szczątki ks. Stanisława Szulmińskiego.
Świadectwo życia ks. Szulmińskiego dodaje nam odwagi, abyśmy odkryli własną misję w życiu i byli jej wierni. A wtedy odnajdziemy siebie i odczujemy radość spełniania siebie we własnym jedynym i niepowtarzalnym życiu.

Drogi Czytelniku, wyzwól w sobie własne powołanie, a ono wyzwoli ciebie.

Tekst: ks. Bogusław Szpakowski SAC
Zdjęcia: archiwum, ks. Tomasz Idczak SAC