|
Nagle w kościele zrobił się szum, nawet śmiech dało się słyszeć z różnych stron. Podniosłam głowę i – ku mojemu największemu zdziwieniu – przez drzwi wchodzili Pigmeje, jeden za drugim.
Zajmowali ławki najbliżej żłóbka i nie oglądając się do tyłu, patrzyli na figurki ułożone w sianie. Wstałam, przeszłam w ich stronę i usiadłam koło nich. Śmiech ustał. Starsze kobiety i mężczyźni zaczęli uspokajać młodzież. Łzy cisnęły mi się do oczu i słowa na usta: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Panie, gdyż takie było Twoje upodobanie”.
Dane mi było zrozumieć, dlaczego Jezus urodził się w tak wielkim ubóstwie. Gdyby było inaczej, Pigmeje nie przyszliby do Niego. Bogu tak bardzo zależy na każdym człowieku, że nie oszczędził Syna nawet w dzień narodzin. Skazał Go na miejsce biedniejsze niż to, gdzie rodzą się ludzie najubożsi.
Rozpoczęła się Eucharystia. Bóg wypełniał kościół swoim tchnieniem. Byliśmy razem. Ochrzczeni i nie ochrzczeni; czarni, brązowi i biali; bogaci i biedni; mocni i słabi; zdrowi i chorzy; wielcy i mali. Urodzeni w Afryce, Ameryce i Europie. Wokół nas wszystkich rodziła się Miłość. Swoją mocą delikatnie zmieniała słabych w mocnych, biednych w bogatych, chorych w zdrowych, małych w wielkich. Milczały: zazdrość, chęć panowania, nienawiść. Najbezpieczniejsze miejsce integracji.
Anna Krogulska: Czy w niebie będzie las?, Kraków 2000, espe
|