Strona główna arrow Rok 2006 arrow Nr 37 (4/2006) arrow Dostrzec Boga wokół nas
Dostrzec Boga wokół nas Drukuj Poleć znajomemu

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie uczyniliście” – te słowa Chrystusa dane mi było zrozumieć w swoim życiu.

Kiedy miałem siedem lat, moja mama powiedziała: „Nigdy nie kłam w swoim życiu, ponieważ gdy to zrobisz, Bóg zabierze ci oczy”. Od tego czasu obawiałem się kłamać, bałem się także bardzo Boga.
Kiedy miałem 10 lat, przewróciłem się na rowerze na ruchliwej ulicy i mimo że jechało wiele samochodów, ciężarówek z dużą prędkością, żaden mnie nie potrącił. Jedynym moim obrażeniem była stłuczona ręka.
Kiedy opowiedziałem o tym mojej mamie, wzięła mnie za rękę i poszliśmy do kościoła. Po jej policzkach płynęły łzy. Kiedy byliśmy już w kościele, kazała mi uklęknąć i powiedziała: „Bóg cię ocalił od śmierci, więc powinieneś Mu dziękować i chwalić Go, bo On cię nie opuścił i zawsze będzie cię ochraniał”. Pochyliłem głowę i całym sercem dziękowałem Bogu za ocalenie życia.

Od tego dnia strach przed Bogiem został przemieniony w poczucie opieki ...

 

...ze strony dobrego Boga i zacząłem się odnosić do Niego z wielkim szacunkiem i miłością.

Kiedy wkraczałem w dorosłość, jak wielu moich rówieśników, zakochałem się. Wszystko było wspaniale aż do czasu, gdy dowiedziałem się, że moja dziewczyna wyjeżdża ze swoją rodziną na północ Indii, ponieważ jej ojciec zmienia pracę. Uświadomiłem sobie, że nie spotkam jej już więcej i byłem z tego powodu rozdrażniony i obrażony na cały świat. Widząc to, ojciec powiedział mi: „Nie powinieneś być obrażony na cały świat i nienawidzić życia, lecz przeciwnie, powinieneś kochać Boga, a wtedy twoje życie stanie się znowu szczęśliwe”.

Kochający Bóg? Bóg, którego tak trudno dostrzec dookoła? Nie mogę się do Niego zbliżyć, dotknąć Go, przytulić się do Niego, kiedy czuję się źle i chce mi się płakać. Miłować Boga wydawało mi się czymś niesłychanie trudnym do zrealizowania. Nawet gdybym obiecał: będę kochał Boga – jak mogę w tym trwać, nie wiedząc, czy On „zaakceptuje” taką obietnicę. Czy jest możliwe mieć Boga w domu na kolacji ze mną? Czy mogę zobaczyć, jak raduje się, jedząc ze smakiem czekoladę, lody, tak samo jak to czynię ja? Czy mogę Mu ofiarować prezent na urodziny?

Wypełniony mnóstwem podobnych pytań, wsiadałem do zatłoczonego pociągu. Dojrzałem wolne miejsce i chciałem na nim usiąść. Nagle zauważyłem starszego mężczyznę, na którego twarzy malowało się podobne do mojego pragnienie. Odstąpiłem mu „moje” miejsce. Kiedy usiadł, zobaczyłem na jego twarzy coś, co trudno opisać, coś „boskiego”. Jak to często bywa po pracy, byłem tego dnia bardzo głodny, wracając do domu. Znalazłem w torbie jabłko i miałem zamiar je zjeść ze smakiem. Zobaczyłem małą dziewczynkę proszącą o coś do jedzenia. Nie miałem innego wyboru jak dać jej to jabłko. Na jej twarzy zobaczyłem jakiś błysk, jakieś światło.

W tym właśnie momencie zrozumiałem znaczenie słów Jezusowych z Ewangelii św. Mateusza: „Cokolwiek uczyniliście...”. Każda reakcja na twarzy bliźniego, którą spowoduje nasza dobroć jest potwierdzeniem tego, że Bóg jest zadowolony z naszego prezentu dla Niego: jabłka, kanapki, czekolady czy czegokolwiek innego.

Teraz dziękuję Bogu za te lekcje Jego miłości i uświadomienie sobie, że każda minuta mego życia domaga się ode mnie dzielenia się miłością z innymi. Czyż przez dzielenie się z innymi nie kochamy ich? Czyż przez miłość bliźniego nie kochamy Boga? Czyż przez miłość Boga nie kochamy życia? Właśnie tak!

Rita, Chennai, Indie „Pallottine Call”, tłum. ks. Jan Rykała SAC