Strona główna arrow Rok 2006 arrow Nr 37 (4/2006) arrow Ewangelia światłem i życiem
Ewangelia światłem i życiem Drukuj Poleć znajomemu

Czas mojej misji w Afryce upłynął szybko – na początku sierpnia minęły trzy lata i pod koniec września, zgodnie z umową, wróciłem do Brazylii, do mojej wspólnoty w Regii Matki Bożej Miłosierdzia.

Z wdzięcznością wspominam ten czas, bowiem dużo dobrego się wydarzyło w moim życiu. Opatrzność Boża mnie obdarowała szczególnie, dając radość bycia chrześcijaninem pośród ludu Bożego w Mozambiku. Praca misyjna i wszystkie zajęcia z tym związane, mimo że podobne, tutaj – w rzeczywistości innej od brazylijskiej i polskiej – nabrały nowego znaczenia.

Czas w Afryce płynie innym rytmem, wszystko dzieje się wolniej i bardziej uroczyście. Widzi się to u ludzi w zajęciach najzwyklejszych każdego dnia, w relacjach między nimi, spotkaniach i w religijności. Na przykład w przywitaniu się z napotkaną osobą powiedzieć „dzień dobry” to za mało – należy przystanąć, wymienić kilka przyjętych pozdrowień i pytań, jak w rytuale, bez pośpiechu.
Podobne celebracje czyni się pracując, podczas spotkań rodzinnych, przy jedzeniu, podejmując gości czy przy jakimkolwiek zajęciu. W ten sposób zmuszony byłem do „nawrócenia” – nie spieszyć się i poświęcać więcej uwagi osobom, z którymi się witam, z większym zaangażowaniem i uroczyściej...

...rozmawiać, modlić się, przygotować katechezę, spotkanie, liturgię i w podobnym duchu je prowadzić.

Teraz, po czasie, widzę, jak wiele przez to wygrałem – zauważyłem, że wiele rzeczy, które mogły być niebezpieczną rutyną dla mojej duchowości, nabrało nowego znaczenia. Życie nabrało większych wymiarów i jest o wiele ciekawsze.

Pośród moich zajęć starałem się być razem z rodzinami i wspólnotami w chwilach dla nich ważnych, chociaż jeszcze jako obcy dla ich tradycji, ale zawsze z dużym respektem do wszystkiego, co tutaj przeżywają i celebrują.
W rodzinach (klanach) celebrują często rytuał - pamięć za zmarłych, nazywany cerimonia, przez co utrzymuje się kult przodków. We wszystkich wspólnotach jest to praktyka powszechna, również dla chrześcijan. Uczestnicząc w nich jako duchowny, starałem się słowem i modlitwą nadać wartość zbawczą, by sprowadzić prawdziwy pokój dla uczestniczących i tych, którzy odeszli. Zawsze było to dobrze przyjmowane przez wszystkich, mimo że wśród obecnych większość nie jest katolikami i wielu było muzułmanami. Mogłem często zaobserwować, że ten kult ma wartość witalną dla ich życia.
Uważam, że ludzie tutaj nigdy nie czują się samotni – obecność duchów przodków, zła albo dobra, jest nieustanna i aktywna. Przez „praktykę” tutaj (dopatrując się strony pozytywnej) myślę teraz więcej o moich przodkach i przez modlitwę w Chrystusie odnawiam moją komunię z nimi. Widzę przez to, jak życie nabiera większych wymiarów i daje pokój.

Radość bycia chrześcijaninem w afrykańskiej rzeczywistości była dla mnie coraz większa z każdą chwilą. Obecność Chrystusa czuło się nie tylko w czasie Eucharystii i chwilach modlitwy, ale nieustannie.
 Wiara nie jest jedynie „myślana”, ale pełna żywej obecności w przeróżnych wydarzeniach i osobach. Cieszę się z moich nawróceń, bo zawsze przynoszą nowe światło dla dalszej posługi misyjnej. Poza wieloma zajęciami duszpasterskimi, ciekawe były spotkania z Pismem św., które prowadziłem we wspólnocie Quissico. Poznałem dzięki nim dogłębniej kulturę i tradycje afrykańskie. Istnieją spore podobieństwa z tradycjami ludu Bożego starego przymierza.

Przytoczę tylko niektóre zwyczaje ważne dla ludu ma Tchope: patriarchowie, starcy, duża rodzina – klan, lobolo – ślub – przymierze między rodzinami, prawo lewiratu, poligamia – wielożeństwo, obrzezanie, duchy przodków, ofiary krwawe ze zwierząt, obmywanie rąk, opowieści w stylu orientalnym i inne. W ten sposób Stary Testament jest im bliski i wiele tekstów jest dla nich bardziej zrozumiałych niż może dla mnie.
Pożytecznym było dla mnie i ciekawym poznawać z nimi historię ludu Bożego.

Z drugiej strony ogromnym wyzwaniem staje się oświecenie prawdą Ewangelii tej rzeczywistości i poprowadzenie ich do poznania i doświadczenia nowego życia w duchu Chrystusa. Dobra Nowina o zbawieniu i Królestwie Bożym, chociaż jest pociągająca – szczególnie dla młodzieży, to jednak potrzeba długiej i wytrwałej ewangelizacji, aby mogła wniknąć w duszę afrykańską i wydawać owoce zbawienia i pełni życia.

Przywiązanie do własnych tradycji jest duże – istnieje ogromny opór, a nawet interesowne chowanie się za nimi, zwłaszcza gdy idzie o przywileje, jakie daje, np.: mężczyznom w odniesieniu do kobiet. Mimo wszystko wysiłek, by trwać w pracy misyjnej ma swój sens, bo się widzi wyraźnie, że Ewangelia Jezusa Chrystusa jest światłem i życiem dla tej rzeczywistości. A Duch Prawdy – chociaż ukryty – tajemniczo pracuje w duszy poszczególnych osób i wspólnot, nieustannie je przemieniając. Dlatego bardzo ważna jest praca misjonarza, połączona z pełnym respektu dialogiem z ludźmi, ich kulturą i tradycjami. Potrzebna jest również wrażliwość, pokora i cierpliwość, by odkryć, co w duszy afrykańskiej musi poznać i zmienić, a co koniecznie należy ocalić, aby wartości witalne ducha dawały im siłę do życia i przyczyniały się do wzrostu wiary w Chrystusa, ubogacając religijność ludu Bożego.

Spośród wielu, jedynie tymi kilkoma doświadczeniami się dzielę, aby pokazać, jak wiele łask doświadczyłem pośród ludu ma Tchope. Wdzięczny jestem prowincji pallotyńskiej Santa Maria z Brazylii za możliwość wspólnej pracy misyjnej, jak również naszej Regii za zgodę na tego rodzaju współpracę. Chcę wyrazić wdzięczność wszystkim, którzy wspierają mnie swoją modlitwą, gdyż Bóg jest bardzo łaskawy dla mnie i pociesza znakami nadziei, mimo wielu bolesnych doświadczeń, jakie codziennie przeżywa lud Mozambiku i nasza ekipa misyjna w solidarności z nimi.

Wyjeżdżam z sercem podzielonym, gdyż pokochałem braci i siostry ma Tchope. Zawsze będę im wierny w łączności z nimi w modlitwie, szczególnie w Eucharystii.

Ks. Zbigniew Dobek SAC, misjonarz, Mozambik