|
W tym roku mija 25 lat od śmierci dwóch misjonarzy pallotyńskich w Brazylii: 7 września ks. Eugeniusza Feldo SAC, który utonął w oceanie, a 15 października ks. Mariana Skorżyńskiego SAC, który utonął w wodach Rio Negro.
W owym czasie obaj byli wikariuszami w parafii św. Elżbiety, ja zaś byłem tam proboszczem. Obaj pochodzili z tych samych stron. Obaj dotarli do Brazylii, by tutaj głosić słowo Pana. I obaj tu pozostali…
Ks. Eugeniusz w dniu święta narodowego wybrał się z ks. Janikiem nad ocean. Podczas kąpieli zasłabł i utonął. Ks. Marian bardzo to przeżył. Wyjechał na urlop do Amazonii, do ks. Maślanki. Tam następnego dnia po przyjeździe, kąpiąc się w Rio Negro, utonął. Po ich śmierci wydrukowaliśmy obrazek, na którym znajdował się tekst: „Niech to ziarno pszeniczne, zakopane w ziemi brazylijskiej, wyda owoce w postaci nowych powołań kapłańskich do naszego Stowarzyszenia”.
Podczas pierwszych wizytacji nasi przełożeni z Polski zachęcali nas, byśmy zostawili Rio de Janeiro i szli w inne regiony, że tylko stamtąd będziemy mieć powołania. Tymczasem powołania są głównie stąd. Po latach, jak się nad tym zastanawiałem, uświadomiłem sobie, że to właśnie jest spełnienie modlitwy, którą umieściliśmy na tych obrazkach. Bóg wysłuchał...
...tej modlitwy. Powołań nam nie brakuje. W tym roku 3 księży brazylijskich otrzymało święcenia.
Ks. Marian Skorżyński wyjechał do Brazylii w sierpniu 1979 r. Ostatni raz w Polsce widzieliśmy się na pielgrzymce warszawskiej. Spotkaliśmy się ponownie w Brazylii – dojechałem w miesiąc po nim. Pierwsi byli tam już księża: Czesław Zając, Tadeusz Korbecki, Jan Jędraszek, następnie księża: Stefan Kajfasz, Ludwik Homa, Jan Janik. A potem dojechaliśmy my. Zaczęliśmy od przygotowania – po miesiącu w naszych 3 parafiach pallotyńskich (św. Elżbiety, św. Rocha w Rio de Janeiro oraz w Sao Joao do Triunfo w Paranie). Potem zostaliśmy przydzieleni do tych parafii – ja do św. Elżbiety, a ks. Marian do Parany, gdzie był ponad rok. Potem księża z Parany wrócili do Rio, gdyż chcieliśmy objąć jakąś placówkę bliżej Rio. Ks. Zając i ks. Janik objęli parafię Matki Bożej Fatimskiej w Niteroi. Natomiast od końca stycznia 1981 r. ja zostałem proboszczem parafii św. Elżbiety, a ks. Marian wikariuszem w tejże parafii. Dojechał do nas ks. Feldo, który tu przechodził okres przystosowania. Był kolegą kursowym ks. Janika. W Brazylii był tylko 33 dni. To jeszcze nie był czas na jakąś placówkę, to dopiero przygotowanie i nauka języka. Ks. Marian pochodził z okolic Radomia. W jego rodzinie panował piękny, religijny klimat. Mieszkali w bardzo ubogim domu: 2 pokoje, strzecha, ziemia zamiast podłogi. W takich warunkach mieszkała cała rodzina, stąd potem chyba ks. Marian przywiązywał wagę do warunków życia. Ks. Eugeniusz zmarł w 33 dniu swojego pobytu. Ks. Marian miał 33 lata. Można rzec, że 33 „chodziło” za nami. Parafianie pytali wtedy ile mam lat. Odpowiadałem, że ja będę przynajmniej 33 lata w Brazylii. Minęło już 27. Ale i ja miałem wrażenie, że teraz kolej na mnie.
To było bardzo trudne przeżycie dla mnie. Wielki cios dla nas wszystkich – straciliśmy w krótkim czasie 2 księży. Po tych wydarzeniach przeszedłem wraz z ks. L. Homą do Niteroi, a na Bento Ribeiro wrócili księża: Cz. Zając i J. Janik.
Chociaż pobyt ks. Eugeniusza i ks. Mariana w Brazylii był bardzo krótki, jestem przekonany, że ich śmierć, ich pochowanie w ziemi brazylijskiej dziś wydaje duże owoce, właśnie w postaci powołań.
Ks. Jan Sopicki SAC, misjonarz w Brazylii. Zdjęcia archiwum |