|
Po 13 godzinach lotu 23 sierpnia roku bieżącego ks. Grzegorz Szmit SAC po raz pierwszy postawił stopę na ziemi meksykańskiej. Jak zwykle samolot spóźnił się, choć nie tak bardzo jak w innych przypadkach. Jednak na nowego przybysza czekaliśmy dość długo, bo wyszedł jako jeden z ostatnich.
Jak się okazało, czekał długo na odbiór swojego bagażu, w którym część rzeczy nie dotrwała w stanie pierwotnym – pierwsze doświadczenie podróżnika – niezbyt mile. Ksiądz Grzegorz przywitał nas uśmiechem. Pojechaliśmy do miejsca jego przeznaczenia: Tenago del Aire – Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Miejsce blisko dwóch wulkanów, z których jeden wciąż jest czynny. Będzie tam, obok ks. Piotra i ks. Tadeusza, trzecim pallotynem. W tej chwili jest piątym księdzem, pallotynem z Polski w Mexico.
Następnego dnia odwiedziliśmy drugą placówkę pallotyńską, w Nezahualcoyotl. Tam nas przyjął ks. Zbyszek Zięba, proboszcz tejże parafii. Akurat parafianie urządzili małą fiestę w podziemiach kościoła z okazji imienin Bartłomieja, ale także szczodrze obdarzyli oklaskami ks. Grzegorza. I tu zaczęła się zabawa dla świeżo upieczonego misjonarza z nowym językiem, z nowym jedzeniem i z nowymi zwyczajami. Było sporo pytań do niego, zjadł też po raz pierwszy smaczną i ostrą un chile.
Potem była chwila odpoczynku przy zwiedzaniu małego ZOO blisko domu parafialnego. Następnie, żeby było jeszcze „pyszniej”, pani Pasita...
...zaprosiła nas na swoje urodziny. I trzeba było wznieść toast za solenizantkę, więc ks. Grzegorz spróbował una copita de tequila. A potem jeszcze przybyli el mariachi z całym repertuarem porywającej muzyki meksykańskiej i mało brakowało, żeby ks. Grzegorz zatańczył z donią Pasitą. W tym dniu nie mogło zabraknąć Eucharystii. Również tu parafianie przywitali serdecznie nowego Polaka. Po tak intensywnym dniu nowy misjonarz zasnął w ubraniu na swym łożu, jak następnego dnia nam relacjonował.
W trzecim dniu na ziemi meksykańskiej ks. Grzegorz odprawił po raz pierwszy sam Mszę św. w kościele parafialnym. Ks. Zbyszek spytał tylko, czy ludzie odpowiadali w czasie Eucharystii. Odpowiedz brzmiała: „tak”, czyli język hiszpański w jego wymowie pozostaje w całkiem dobrym stanie. I bezpośrednio po śniadaniu, na którym nowo przybyły spróbował los tamales, pojechaliśmy do miejsca jego przeznaczenia – Tenango del Aire.
Tak oto przeminęły pierwsze trzy dni z życia nowego misjonarza.
Przypominam sobie pewną sytuację z seminarium. Jeszcze jako diakon, ks. Grzegorz siedział ze swoimi kolegami w pokoju i mówił o pragnieniu wyjazdu na misje, które miał w sercu od początku wstąpienia do Stowarzyszenia. Dzięki Bogu to już się spełniło. Dzięki Bogu ks. Grzegorz ma też dar do „małej publikacji”, co jest bardzo przydatne w realizacji naszej idei utworzenia nowego czasopisma apostolskiego.
Na pewno miną jeszcze przynajmniej dwa tygodnie, nim ks. Grzegorz dojdzie do siebie po przyjeździe z Ojczyzny. 7 godzin różnicy w czasie i wysokość ponad 2000 m n.p.m. robią swoje. Trochę dłużej pewnie potrwa poznawanie „klimatów” języka i tutejszych zwyczajów.
W tym wszystkim chcemy ks. Grzegorzowi towarzyszyć modlitwą i życzyć „Młodemu”, aby nowe doświadczenia na żniwie Pańskim przyniosły mu wiele radości i spełnienia jego pragnień.
Ks. Bartłomiej Pałys SAC, misjonarz w Meksyku (już nie najmłodszy) Zdjęcia ks. Bartłomieja
Do życzeń dla ks. Grzegorza dołącza się redakcja. Prosimy także Czytelników o modlitwę w intencji nowego misjonarza. Szczęść Boże, księże Grzegorzu! |