NA MARGINESIE ŚWIĘTA Rzecz działa się w buszu, w Turingi, gdzie podczas nieobecności ks. Krzysztofa (przebywającego wówczas na wakacjach) urzędowałem i zgłębiałem tajniki misyjnego życia.
15 sierpnia, w dzień Wniebowzięcia Matki Bożej w Papui przypada nie tylko święto maryjne, ale też Dzień Kobiet. Ciężkie życie mają kobiety papuaskie. W Polsce czy innym „normalnym" kraju to mężczyzna zabiega o względy kobiety, troszczy się o utrzymanie, pieniądze etc. Tutaj wszystko bądź większość spoczywa na barkach kobiet, które nie mają dla siebie wolnego czasu, nawet by poplotkować we własnym gronie. Z chęci dania im tej możliwości zrodziła się idea wspólnego spędzenia Dnia Kobiet na stacji misyjnej w Turingi. Kobiety (około 200) przeobraziły zazwyczaj cichą stację misyjną w istny „babiniec". Były rozgrywki w siatkówkę, palanta, ale także wspólna modlitwa. A wieczorem filmy.
Siedząc i obserwując rozgrywki w palanta, zacząłem rozmowę ze starszą już...
...nieco kobietą, która mówiła, że już trochę zgłodniała. Pytam, jakie mięso jej najbardziej smakuje, bo mnie osobiście kurczak. Odpowiedziała, że też, ale woli „dziką" wieprzowinę (z dzikiej świni). Inna włączyła się do rozmowy i mówi: mumut (niewielkie zwierzę futerkowe). Kolejne mówiły: mięso z krowy, flyfox (nietoperze), węże....
W końcu zapytałem: a które mięso jest smaczniejsze: białe czy czarne. Odpowiedź została udzielona chórem: białe. Ponoć najlepsze z okolicy pośladków. Zaintrygowany, zaryzykowałem jeszcze jedno pytanie: czy teraz też byście spróbowały?? Mówiły, że to były inne czasy; okres wojny z Japonią; czas zabijania, nienawiści, nieporozumień. Dziś jest inaczej. Choć, jak zaznaczyły - gdyby poczuły ochotę na mięso - czemu nie?!
A że byłem jedynym w okolicy białym człowiekiem, od tego czasu zawsze miałem w domu zapas „białych" puszek mięsnych.
KOCHAJĄ BOGA, ALE... Czytaliście już Państwo na łamach „Horyzontów Misyjnych" o sangumie - czarach rzucanych przez szamanów czy truciźnie podawanej konkretnej osobie w celu wywołania choroby bądź śmierci. Niedawno dowiedziałem się, że można sprawdzić, czy dana osoba została poddana sangumie czy też nie. A sposób jest zdumiewająco prosty - szpilka, igła lub inny ostry przedmiot. Jak to wygląda w praktyce, przekonałem się w październiku, miesiącu szczególnego podkreślenia czci dla Matki Bożej.
Mieszkańcy jednej z wiosek w parafii Boram postanowili, że figurka Matki Bożej odwiedzi wszystkie rodziny katolickie. Kiedy pewnego popołudnia w procesji wraz z figurką poszli do jednego z domów, przywitała ich kobieta, matka 4 dzieci, z wielkim płaczem, zawodzeniem niemal, że nie przyjmie Matki Bożej, bo źle się czuje. Jest bardzo słaba, gdyż ktoś rzucił na nią sangumę (otruł ją) i musi iść, szukać w buszu antidotum, bo inaczej umrze. Obecny przy tym ojciec rodziny spokojnie oświadczył, że on zaopiekuje się figurką i że wszystko jest gotowe do modlitwy.
Kobieta pozostała jednak na modlitwie różańcowej, ale widać było, że jest słaba, jakby nie kontaktowała, po cichu płakała. Jedna z parafianek, zauważywszy jej zachowanie, pomyślała, że warto przekonać się, czy to rzeczywiście sanguma. Wyciągnęła z torby szpilkę i z impetem dźgnęła w pewną część ciała „osoby podejrzanej". Ta krzyknęła wielkim głosem i ... z wrzaskiem wybiegła z domu - ze szpilką wbitą w.... Poczuła ból i zareagowała - to pewny znak, że jest zdrowa.
Niemal do łez ze śmiechu doprowadziła mnie ta metoda diagnozowania. Ale zaraz przyszła refleksja: taka jest wiara większości Papuasów - kochają Boga, ale wierzenia przodków pomieszane są z wiarą chrześcijańską.
ODWIEDZINY
Pewnej niedzieli, już o godz. 6.30 nieproszony gość znalazł się w naszym domu: wąż - pyton zielony. Jeszcze niegroźny, bo mały (???) - jakieś 2,5 m długości. Życzliwi ludzie pomogli go ściągnąć z werandy. Dzieci stojące obok i przyglądające się tej scence zaczęły płakać. I tak są dzielne.
Ja też jestem dzielny. Nie płaczę, nawet nie krzyczę. Sąsiad pewnym ruchem bierze węża do ręki i pyta, czy go chcę, bo jeśli nie, to on z chęcią się nim „zaopiekuje". Wybrałem drugą opcję. Sąsiad miał pewnie dla całej rodziny syty obiad.
Ks. Paweł Kotecki SAC, misjonarz w Papui Nowej Gwinei Zdjęcia autora |