|
Rozmowa z ks. Gilbertem Mascarenhas SAC z Indii
R. - Proszę o przedstawienie się Czytelnikom „Horyzontów Misyjnych".
K. - Jestem pallotynem, księdzem od 3 lat. Przez ten czas pracowałem w parafii, a niedawno zostałem wyznaczony na sekretarza misyjnego. Jestem pierwszą osobą powołaną na to stanowisko, gdyż tym, co wchodzi w zakres moich obowiązków zajmowali się dotychczas - na marginesie innych zadań - przede wszystkim rektorzy. Obowiązki te to przede wszystkim znalezienie źródeł finansowania seminariów, utrzymania seminarzystów, a także na różne naprawy na stacjach misyjnych. Na razie mamy 160 współpracowników. Nie jest łatwo ich pozyskać, gdyż Indie są krajem wielu religii, a chrześcijanie stanowią zaledwie 2% ludności.
R. - Stanowisko sekretarza misyjnego nam kojarzy się raczej z osobą koordynującą pomoc dla misjonarzy pracujących poza granicami kraju, a Ksiądz mówi...
...o zadaniach dotyczących pracy w swoim kraju. K. - Większość terytorium Indii jest uważana za tereny misyjne. I chociaż wśród pallotynów hinduskich jest zaledwie jeden obcokrajowiec, Niemiec - o. Manfred Hock, pracujemy w „systemie" stacji misyjnych. Mamy wielkie terytorium, toteż naszą pierwszą wielką misją jest własny kraj, ale już, jako pallotyni hinduscy, otworzyliśmy misję w Zambii i czynimy starania, by rozpocząć także misje w Malawi.
Problemem, z którym chciałbym się zmierzyć jest pomoc w edukacji dzieci ubogich. W Polsce zapoznałem się z ideą adopcji serca, którą chciałbym zapoczątkować w Indiach dla dzieci hinduskich. Myślę, że powinni w niej brać udział zamożni Hindusi, a nie tylko ludzie z Europy. Wydajemy także miesięcznik „Wezwanie Pallotyńskie".
R. - Jaki jest zakres działalności pallotynów w Indiach? K. - Przede wszystkim jest to praca parafialna na terenie Indii. Jak wspomniałem, parafie funkcjonują na zasadzie stacji misyjnych - stacja główna, mała szkoła, stacje boczne, filie. Warunki pracy w wielu miejscach nie odbiegają od krajów misyjnych.
Nasze parafie bez pomocy ze strony prowincji nie dałyby rady. W Indiach są dwie prowincje pallotyńskie i regia. Nasza prowincja obejmuje południowe stany kraju - prowincję Nagpur. Druga prowincja - częściowo południowe i północne stany Indii. Natomiast w północnej części kraju jest regia. Wszystkich pallotynów jest: 249 księży, 123 braci po pierwszych i 5 po wieczystych ślubach oraz 82 nowicjuszy.
Mamy w Nagpur centrum kształcenia świeckich liderów, którzy pomagają nam w pracy wśród ludzi. Prowadzimy też szkoły podstawowe, średnie, college i szkoły techniczne. Pallotyni współpracują też z ośrodkiem dla trędowatych Jeevodaya, znajdującym się w północnej prowincji.
R. - Proszę opowiedzieć o swojej pracy w parafii. K. - Pracowałem w mieście, gdzie byli ludzie wykształceni i dobrze zorganizowani. Bardzo mi pomagali. Moim obowiązkiem były funkcje kapłańskie, przede wszystkim odprawienie Mszy św. W pracy pomagają katechiści. Poza duszpasterstwem, ewangelizacją i zajęciami w szkole zajmujemy się pracą socjalną, żeby ludziom żyło się trochę lepiej. Prowadzona jest katechizacja dla dzieci, grupy młodzieżowe. Działa Towarzystwo św. Wincentego á Paulo, które gromadzi różne produkty, dobra podarowane przez ludzi zamożniejszych, i które potem rozdziela wśród potrzebujących.
Pracowałem też na stacji misyjnej, w parafii wiejskiej, składającej się ze stacji misyjnej w centrum i kilku filii w okolicznych wioskach oraz szkoły. Tam była zupełnie inna sytuacja. Dom księdza jest usytuowany poza wioską. Głównym zajęciem ludzi była troska o jedzenie, toteż w tygodniu niewiele osób przychodziło. Za to w niedzielę wielu ludzi uczestniczyło we Mszy św. Ksiądz nie miał zbyt dużego kontaktu z ludźmi. Współpraca była tu o wiele gorsza.
W mieście mówiłem raz i było zrobione co potrzeba. A w stacji trzeba było wielokrotnie przypominać, pokazywać. Mimo to praca w stacjach misyjnych jest lepsza dla księdza, bo ludzie są bardziej otwarci, choć nie mogą wiele dać. Są trwalsze relacje. W mieście ludzie są bogatsi, ale mniej otwarci.
R. - Słyszałam opinię, że katolikami najczęściej zostają ludzie z niższych kast. Czy to prawda? K. - To jest prawda. Misjonarz wiele oferuje z zakresu pomocy socjalnej, medycznej i to przyciąga ludzi. Także to, że misjonarze kochają ludzi. Ale jest również trochę ludzi wykształconych, także z wyższych kast, którzy przechodzą przez centra rekolekcyjne i wielu z nich nawraca się na chrześcijaństwo. Konsekwencją tego jest często odrzucenie przez rodzinę.
R. - Obraz Indii przedstawiany w polskich mediach jest pokazywany często przez pryzmat działalności Matki Teresy i jej Zgromadzenia albo jako kraj, gdzie często atakuje się chrześcijan, Kościół katolicki. Jak jest w rzeczywistości? K. - Tak właśnie jest, szczególnie w północnej części Indii. Misjonarze nie są bezpieczni. Fundamentaliści myślą, że misjonarze koniecznie chcą nawracać Hindusów i starają się zbudować opozycję ku temu na forum parlamentu. Częste są ataki na misjonarza - mój kolega został kiedyś zaatakowany i pobity przez fundamentalistów.
R. - Jak w takiej sytuacji politycznej pracują misjonarze? K. - Większość pracuje w małych wspólnotach. Pracują po 2-3. Jeżeli jest 1 ksiądz, to ma do pomocy dwóch braci. Mamy 6 niższych seminariów. Jest dużo powołań. Bazujemy na pracy we wspólnotach podstawowych. Ludzie najczęściej pozytywnie patrzą na działalność misjonarzy, na chrześcijan. Wiele hinduskich dzieci uczy się w katolickich szkołach. Nie ma problemów „po sąsiedzku". To tylko grupy fundamentalistów są zagrożeniem.
R. - Czy Ksiądz pochodzi z rodziny katolickiej? K. - Pochodzę ze starej katolickiej rodziny z Mangalu (między Goa a Kerala). Moja najmłodsza siostra jest u boromeuszek. W zgromadzeniach zakonnych jest 10 kuzynów. Południowe stany mają dużo powołań.
 R. - Dlaczego Ksiądz wybrał pallotynów? K. - Nie miałem zamiaru iść do pallotynów. Myślałem o zostaniu księdzem diecezjalnym, choć właściwie nie wiedziałem, jaka jest różnica między księdzem zakonnym a diecezjalnym. Po maturze poszedłem do proboszcza po opinię. Nie było go i rozmawiałem z wikarym - pallotynem. On zaprosił mnie do swojego zgromadzenia. Pallotyni chcieli w tej diecezji otworzyć dom, ale biskup nie chciał - powiedział: „Przyślijcie jednego, zobaczę jak pracuje". I to był właśnie ten ksiądz.
R. - Co charakteryzuje hinduskich pallotynów? K. - To formowanie świeckich liderów i podstawowych wspólnot chrześcijańskich. Jeden z pallotynów z prowincji Nagpur reprezentuje sprawy apostolatu świeckich przy Episkopacie. Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby w Polsce znaleźli się ludzie, którzy objęliby swoim patronatem hinduskie dzieci lub naszych seminarzystów.
R. - Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Jolanta Fidura. Tłumaczył ks. Jan Rykała SAC Zdjęcia: ks. Adam Golec SAC, archiwum |