Strona główna arrow Rok 2006 arrow Nr 36 (3/2006) arrow Czarownik, znachor, chrześcijanin
Czarownik, znachor, chrześcijanin Drukuj Poleć znajomemu

Pisałem poprzednio o czarowniku, któremu udzieliłem ślubu, gdyż nikt nie odważył się powiedzieć, kim ten człowiek jest naprawdę.
Spotkałem się z nim kilka razy. Rozmowy nasze były pouczające dla niego i dla mnie.

Wyznał, że jest curandeiro - znachorem, bo ma dar, który otrzymał od ducha swojego przodka. Praktykuje od wielu lat - ludzie do niego przychodzą z różnymi potrzebami. Wyznał również, że zajmuje się przepowiadaniem (adiviniacao) najbliższej przyszłości tym, którzy go o to proszą - tę umiejętność również uważa za otrzymany od przodków dar. Zaprzeczał zdecydowanie, że uprawia czary (feiticaria), by szkodzić innym.
Przy tym wszystkim uważa się za chrześcijanina - otrzymał chrzest jeszcze jako dziecko w czasach kolonialnych i teraz, jako dorosły, przeżywa ponowne nawrócenie. W tej sytuacji...

... katechizuję go. Dużo rozmawiamy, sięgając często do przykładów biblijnych. Na szczęście czarownik Słowo Boże uznaje za autorytet.

Starałem się też wykazać, jak wielkim błędem jest np. przepowiadanie przyszłości, gdyż pozbawia się w ten sposób człowieka ważnego daru Bożego, jakim jest wolność i odpowiedzialność za własne życie, nie wspominając już o ufności w Opatrzność Bożą jako ważnym źródle dobroci Bożej i pokoju.
Czarownik wykazał duże zainteresowanie tym, co odkrywaliśmy we wspólnej rozmowie. W końcu sam przyznał, że przepowiadanie przyszłości, tak jak on to robił, nie było dobre dla osób, które go o to pytały. I powiedział, że robił to z nieświadomości, ale teraz zaprzestanie.

Natomiast leczenie osób w sposób tutaj „tradycyjny" uważa za misję osobistą i chce ją kontynuować. Przychodzi do niego dużo ludzi i trzeba im pomóc, bo tak naprawdę nie ma ich gdzie odesłać. Rozmawialiśmy również na ten temat - starałem się go przekonać, aby ciągle poszerzał swoje wiadomości o leczeniu. Moi koledzy z Brazylii ofiarowali mu książkę po portugalsku o metodach leczenia tam, gdzie nie ma lekarza, z obszernym materiałem o ziołolecznictwie i innymi radami, które tu można dobrze wykorzystać, bowiem Mozambik ma roślinność podobną do brazylijskiej. Obiecał poszerzać swoją wiedzę i doświadczenie w tej dziedzinie. Czy jednak odrzuci całkiem zabobon?

Jesteśmy w kontakcie - pozostaje nam ufać w szczerość jego postanowień i na ile to możliwe pomóc mu w tym.
Sądzę, iż  Wy także, Drodzy Czytelnicy, pomożecie swoją modlitwą.

Ks. Zbigniew Dobek SAC, misjonarz w Mozambiku