Strona główna arrow Misjonarz w potrzebie arrow Misjonarz w potrzebie
Misjonarz w potrzebie Drukuj Poleć znajomemu

Pod koniec marca objąłem stację w Boiken. Jechałem tam z wielką wolą pracy, ale zupełnie nieświadomy rzeczywistości, którą tam miałem zastać.

Jak wcześniej pisałem, był to okres wytężonej pracy, gdyż z powodu kilkuletnich zaniedbań duszpasterskich jest tu wiele do „odrobienia”. Radość ludzi, mających znowu możliwość korzystania z sakramentów pomagała pokonać przemęczenie i różne trudności.

Gorszą jednak sprawą do opanowania są zaniedbania gospodarcze, które zastałem na stacji. Przez ostatnie 15 lat nic tam nie było naprawiane ani odnawiane.
Dom Ojca to przeżarte przez termity płyty - na ścianach i na suficie - więc "historia iluś tam lat" sypała mi się na głowę. Dach poważnie przeciekał w kilku miejscach. Do domu, przez dziury w popękanej od trzęsień ziemi posadzce, wchodziło najróżniejsze mało przyjemne robactwo. A w czasie...

...ulewnych deszczów przez te pęknięcia woda wpływała do środka. Nie było kuchni; nie było - i nie będzie - lodówki. A zaplecze sanitarne? - o jo joj!!!!!!!!
Nie mam też samochodu, co utrudnia pracę duszpasterską, nie mówiąc już o jakichkolwiek zakupach w Wewak.

Niezłe wyzwanie dla misjonarza z Polski. Tym bardziej, że ze strony Biskupa tej diecezji nie mogę oczekiwać żadnej pomocy. Stanąłem więc - sam oko w oko z tą trudną rzeczywistością. Nie załamałem się jednak, ale - „wkurzony" - zabrałem się do roboty.

Zacząłem od spalenia niepotrzebnej „historii" - a Współbracia wiedzą, że dobrze i skutecznie mi to wychodzi. Kopciło się przez kilka dni, ale ogień pochłonął to, co zbędne.
Następnie trzeba było naprawić i odnowić zarobaczone zbiorniki na wodę deszczową. Udało się to zrobić jeszcze przed nadejściem pory suchej i mam już wodę pitną!

Do tej pory zrobiłem już prysznic i ubikację, zainstalowałem prowizoryczną kuchnię i całkowicie odnowiłem jeden pokoik, w którym się urządziłem. Staram się też doprowadzić do w miarę przyzwoitego stanu drugi pokoik, gdyż niebawem Odpust w parafii i zjadą się Współbracia. Muszę też jeszcze zrobić dla nich przynajmniej dwa łóżka, bo jakże gościom proponować nocleg na podłodze?
Jednocześnie walczę z dżunglą i śmieciami, by oddalić i jedno i drugie nieco od domu, bo niebawem nie można byłoby otworzyć drzwi, by wyjść.

Ciągnąłem już resztkami sił - nie tych fizycznych - ale z pomocą przyszedł Sekretariat Misyjny. Ten "zastrzyk" umożliwi mi kontynuowanie tej całej roboty. Dzięki Wszystkim, którzy wspierają i zasilają Misjonarzy!
Za kilka miesięcy może ukończę odnawianie domu. Wtedy trzeba się będzie zabrać za kościół. A to już rzecz poważniejsza. Ufam, że nie pozostanę z tym sam, z własnymi siłami i możliwościami!
Bóg zapłać za wszelką pomoc!

Ks. Krzysztof Morka SAC, PNG