|
R. – Jest Ksiądz przełożonym wspólnoty polskich Księży Pallotynów w Brazylii. Właściwie jest to już wspólnota polsko-brazylijska. K. – Tak. Jest już 8 księży Brazylijczyków, a we wrześniu zostało wyświęconych 3 diakonów.
R. - Jakie zadania uważa Ksiądz za najważniejsze w obecnej chwili? K. – Dyktują je stale zmieniające się sprawy codzienne. Za szczególnie ważne uznajemy obecnie nowe powołania – formację seminarzystów i pracę nad pozyskaniem nowych powołań. Obecnie mamy 14 kleryków i 4 nowicjuszy. Rosnąca liczba powołań obliguje nas do budowy nowego seminarium – jest to wielki wysiłek organizacyjny i finansowy, ale mamy nadzieję, że jak Pan Bóg daje powołania to pomoże w formacji tych, których nim obdarzył. Wszyscy czujemy się odpowiedzialni za powołania i wszyscy...
...jesteśmy ich propagatorami. Naszą wielką siłą jest obecność pośród nas Brazylijczyków – powołania wzrosły o 200 – 300 %.
Rozważamy też możliwość przyjęcia 2-3 parafii w sąsiednim stanie Minas Gerais. Jest to stan bardzo duży, obfitujący w powołania. Z niego pochodzą dwaj najstarsi z wyświęconych przez nas księży. Stąd nasze zainteresowanie tym terenem. A poza tym formacja i jeszcze raz formacja – kleryków, nowicjuszy, ale i ludzi świeckich. Naszą pallotyńską radością jest też praca ks. Zbyszka Dobka w Mozambiku, w misji prowincji Santa Maria. Współbracia są bardzo wdzięczni i zadowoleni z jego pomocy.
R. – Jak rozwija się kult Miłosierdzia Bożego? K. – Może jeszcze nie świeci, ale już błyska zielone światło, by stworzyć w parafii Miłosierdzia Bożego Centrum Miłosierdzia Bożego, sanktuarium. Nie mamy jeszcze ostatecznej decyzji biskupa. Utworzenie sanktuarium byłoby dla nas wielkim osiągnięciem. Praca jest już bardzo dobrze zorganizowana. Planujemy budowę centrum dla pielgrzymów. Jest to ruch przyszłościowy, pomimo iż w niektórych środowiskach był nieco hamowany, szczególnie przed kanonizacją św. Faustyny i oficjalnym ogłoszeniem przez papieża święta Miłosierdzia Bożego. Obecnie ruch ten jest propagowany przez Kościół i szczególnie dobrze przyjmowany w środowisku brazylijskim. Potrzebna jest dobra działalność duszpasterska, bo ludzie są tu bardzo otwarci i poszukujący.
R. – Czy rodacy pomagają Misjonarzom w Brazylii? K. – Chciałbym osobiście i w imieniu kolegów przeprosić wszystkich Współpracowników i Przyjaciół Misji, którym nie zawsze odpisujemy – a dostajemy naprawdę wspaniałe listy, życzenia na wszystkie święta, od ludzi, których osobiście nie znamy, ale o których wiemy, że się za nas modlą. I jest to bardzo przyjemne. Jeśli nie odpisujemy, to wcale nie znaczy, że nie pamiętamy, że nie cieszymy się. Po prostu praca uniemożliwia nam odpisywanie.
Otrzymujemy wspaniałe listy od dzieci, ze szkół, szczególnie od klas I –III. Podpisują się pod tymi listami. To wspaniałe, jak piszą: modlimy się, zbieramy jakieś datki niewielkie - ale przed Bogiem one mają wartość ogromną, o wiele większą wartość niż te podarowane przez bank czy jakąś organizację. Miło jest nam również otrzymywać wiadomości z Polski, gdyż wtedy czujemy się trochę bardziej tym, kim jesteśmy – misjonarzami z Polski. Toteż chciałbym najpierw przeprosić tych wszystkich, którzy piszą, niech nie zrażając brakiem odpowiedzi, ale piszą dalej. Przepraszam i proszę o modlitwę.
Często jest tak, że mówi się dużo o pieniądzach, o materiałach itp. – to jest ważne, bardzo ważne, ale przede wszystkim potrzebna jest modlitwa. Jeżeli jest szczera modlitwa, to wszystko się znajdzie – Pan Bóg tak kieruje, tak otwiera portfele – to przyjdzie ktoś „nieplanowany” – osoba prywatna czy dar od rodaków. Dziękujemy więc także za każdy dar materialny. Staramy się w miarę możliwości sami rozwiązywać swoje problemy. Organizujemy przy pomocy świeckich wiele akcji na rzecz biednych. Pomoc charytatywna od nas płynąca jest ogromna.
R. - W pracach tych pomagają Wam świetnie zorganizowane grupy ludzi świeckich. K. – Tak jest. Prosimy ludzi o systematyczną pomoc i otrzymujemy ją. Ci, którzy mają mało potrafią z tego jeszcze coś wydzielić dla biedniejszych.
Bardzo drogie są lekarstwa i ludzie często nie mogą ich wykupić. Organizujemy więc zbiórkę i tworzymy bezpłatną aptekę. Szukamy też kogoś, kto zna się na lekach i prawidłowo je wyda. Pomagają nam lekarze, pielęgniarki, osoby pracujące w aptekach. Lekarze dostają np. dużo materiałów gratisowych, które przynoszą do nas, by trafiły do rąk potrzebujących. W parafii św. Elżbiety w Rio de Janeiro dziennie zagląda ok. 10 osób. Oprócz leków, nieraz bardzo drogich, dostają też artykuły żywnościowe, podstawowe środki higieniczne, czasem ubranie. W 3 naszych parafiach prowadzimy przychodnie, które odwiedza ponad 100 osób dziennie. Lekarze pracują za darmo. Przychodzą po 9 – 10 godzinach pracy i jeszcze przyjmują 2-3 godziny gratisowo.
Nasza rola w wielu wypadkach ogranicza się do zorganizowania i kontrolowania, żeby to dobrze funkcjonowało oraz do głoszenia Słowa Bożego. My dajemy tylko naszą osobę i świadectwo, że wszystko jest robione bezinteresownie.
Osoby rozdzielające żywność bardzo często są związane z grupami Wincentynów – takie grupy są we wszystkich parafiach. Ale także inne grupy pastoralne zajmują się taką działalnością. To, co rozdajemy pochodzi od ludzi. Kościół przyjmuje tu rolę „pokojowego Janosika” – bierze od jednych i daje drugim.
R. – Mówimy tu o pomocy, która jest „dawaniem ryby” – ale prowadzona jest też działalność, która uczy tę rybę łowić. K. – Tak, jest to tzw. przygotowanie do zawodu, organizowane w większych centrach. Nie każda parafia ma możliwości. My przygotowujemy do zawodu fryzjera, kucharza itp. W niektórych parafiach są szkoły zawodowe. Od kilku lat mamy tzw. bank pracy, gdzie Kościół pośredniczy między pracodawcą a pracownikiem, ręcząc za pracowników. Wielu osobom udało się już znaleźć pracę.
Mamy także przedszkole w Nitreói, które prowadzimy przy współpracy zarządu miasta, pokrywającego część kosztów (zatrudnienie nauczycieli, część kosztów wyżywienia). Resztę funduszy daje parafia. Jest ok. 200 dzieci. Matki nie płacą za pobyt dzieci, które przebywają tu od 7.00 do 17 czy 18.00. Zatrudniamy dwie zmiany pracowników. Prowadzimy też wśród nich pracę ewangelizacyjną. Jest to po trosze przedszkole parafialne, po trosze pallotyńskie. Jesteśmy z tego dumni. Przygotowujemy też, na tych samych zasadach, drugie przedszkole w Pendocibie, dzielnicy Niterói.
R. – Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Jolanta Fidura Zdjęcia ks. Artur Karbowy SAC |