Strona główna arrow Nauczanie arrow Perspektywa misji
Perspektywa misji Drukuj Poleć znajomemu

Warto sobie postawić pytanie w jakich kategoriach ujmowane są misje i misjonarze w polskiej, przeciętnej świadomości u początku XXI w.

Koncepcja misji ma fundamentalne znaczenie dla realizacji nakazu misyjnego Jezusa Chrystusa, nakazu o charakterze ponadczasowym, a więc uniwersalnym, aż do skończenia czasów. Potrzebne jest nam co najmniej podwójne spojrzenie. Jedno natury teologicznej – teologia podmiotu misji, jakim jest Kościół Powszechny, istniejący i realizujący się w każdej epoce i pokoleniu przez jego mniejsze wspólnoty i poszczególne osoby. „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5,14), „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” - to słowa rozbrzmiewające w świadomości uczniów...

...Chrystusowych w sposób stały i niezmienny już od dwóch tysiącleci, a sięgające swymi korzeniami do życia samej udzielającej się Trójcy Przenajświętszej.

Drugim natomiast nurtem naszych poszukiwań może być spojrzenie antropologiczne – czynnik ludzki i kształt przedsięwzięć misyjnych w konkretnej sytuacji historycznej. To spojrzenie podąża za przemianami biologicznymi, demograficznymi i cywilizacyjnymi ludzkości, w jej konkretnych przejawach miejsca i czasu. Jeśli określimy misje jako zorganizowaną aktywność w różnych regionach świata, to łatwo zrozumiemy, że inaczej przedstawiały się misje w starożytności, inaczej w średniowieczu i jeszcze inaczej w okresie kolonialnym.

Wyobrażenia i stereotypy
Kraj misyjny, to koniecznie kraj tropikalny, najlepiej o wilgotnym klimacie, z dziewiczym i nieprzebranym lasem. Jest to kraj bardzo biedny, ludzie mieszkają w lepiankach lub szałasach, skąpo odziani, żyją w niewielkich wioskach, używają prymitywnych narzędzi, żywią się tym, co znajdą w puszczy, co upolują, złowią lub wyhodują na poletku wydartym napierającej roślinności. Bezbronni wobec strasznych chorób tropikalnych umierają często i młodo. Analfabeci, nie mają dostępu do zdobyczy cywilizacji. Ich organizacja społeczna jest bardzo prosta: rodzinno-klanowa. Pozostają w ciągłych konfliktach z sąsiednimi plemionami i prowadzą z nimi częste walki. Żyją w niewoli czarowników i własnych zabobonnych wierzeń, bliskich politeizmu czy panteizmu. Odpowiadają profilowi „dzikiego człowieka” o prostackiej psychice, niezdolnej do wytworzenia wyższej kultury, złożonych pojęć i pisanego języka. Dorobili się, co najwyżej, prostego folkloru, którego produkty oglądamy na „wystawach misyjnych”.

Ten obraz może mieć swoje odmiany, np. indyjską, dość tajemniczą i skomplikowaną, ale gdzie bieda jest wszechobecna, dominują problemy społeczne a znaczna część ludności jest chora na trąd.
Za obrazem misji idzie stereotyp misjonarza, podzielany częściowo przez niego samego aż do chwili prawdziwego szoku spotkania z rzeczywistością misyjną. Adekwatnie i solidne przygotowanie do pracy misyjnej zmniejsza udział stereotypu na korzyść „misjologii adekwatnej”.

Misjonarz, zatem, w przekonaniu większości „dobrodziejów misyjnych”, to człowiek odważny i wielkiego poświęcenia, porywający się na zanurzenie w tym, opisanym wyżej, egzotycznym świecie. Czekają go tam liczne niebezpieczeństwa. Jest bowiem narażony na karkołomne podróże przez rzeki, leśne ścieżki, z biwakowaniem po wioskach, w towarzystwie tubylców i co najwyżej tragarzy lub tłumacza, żywiący się leśnymi korzonkami lub upolowaną zwierzyną, heroicznie znoszący niezdrowy klimat. Może nawet być ofiarą dzikich zwierząt, węży i pająków rozmaitych. Dociera do najbardziej odległych przysiółków, do mieszkańców zapomnianych od Boga i ludzi.

Dla „tubylców” taki misjonarz jest objawieniem. Przynosi im prawdy wieczne, opowiada o nieznanym Bogu, różnym od bożków i złych, a niekiedy dobrych duchów. Ukazuje perspektywę życia wiecznego i zbawienia. Niestrudzenie uczy katechizmu i doprowadza do życia sakramentalnego. Zdobywa zaufanie miejscowych i redukuje wpływ czarowników i zabobonów na życie codzienne.

Jest też luminarzem cywilizacji i ludzkiego postępu. To on zakłada szkoły i uczy abecadła, to on zna się na rolnictwie i technice. To on, a zwłaszcza siostry zakonne, buduje przychodnie i szpitaliki misyjne, zajmuje się wdowami i sierotami. Misjonarz bywa też obrońcą bezbronnej ludności wobec zaborczości miejscowej władzy, pełni funkcję adwokata i walczy z okrutną administracja.

Do bardziej szlachetnych dziedzin jego działalności należy budownictwo sakralne. Nie ustaje w trudzie stawiania kaplic i kościółków: skromne one są, ale trwałe, bo misjonarz nauczył wypalania cegieł. Utrzymuje stałe kontakty z biskupem misyjnym, też misjonarzem, jak on.

Taki stereotyp (trochę tu przejaskrawiony) odpowiada niektórym sytuacjom misyjnym epoki kolonialnej, począwszy od wielkich odkryć geograficznych aż po schyłek tej epoki w pierwszej połowie minionego wieku. Miarą tej misji jest ojciec Beyzym, ojciec Damian czy pallotyński ojciec Majewski. Propagatorką takich misji – matka Teresa Ledóchowska. Stereotyp ten zmienia się powoli.

Stałe wymiary misji
Zachodzące zmiany nie dotyczą ani istoty Kościoła, ani jego misyjnej natury. Dotyczą najpierw „terenu”, a więc adresata misyjnego przesłania i w konsekwencji domagają się dostosowania do niego pragmatyki misyjnej.

Posłanie „na cały świat” uświadamia każdemu powszechne, światowe przeznaczenie depozytu wiary. Misje budują podstawy uniwersalizmu, poprzez mechanizmy strukturalne. Gdy ludziom, żyjącym na ograniczonym terytorium, bez większego kontaktu z dalszymi sąsiadami uświadamia się, że Zbawiciel urodził się dwa tysiące lat temu w Betlejem, że „umarł i pogrzebion pod Ponckim Piłatem”, że zmartwychwstał w Jerozolimie, to przenosi się ich w czasie i przestrzeni na ogromne odległości w historii świata.

Chrześcijaństwo, religia księgi, nie może się obywać bez referencji do Pisma św. i umiejętności jego odczytywania. Kultura języka wyłącznie mówionego jest niedostateczna dla ewangelicznej skuteczności przepowiadania. Stąd, można rzec: „od zawsze”, Kościół wprowadzał pismo, a zatem zakładał szkoły i system oświaty, otwierając ludzkiej świadomości nowe horyzonty.

Troska o czystość i poprawność doktryny wiary miała i ma swe materialne konsekwencje, m.in. konieczny jest system porozumienia i wymiany informacji poprzez dokumenty, listy, dyrektywy, ale też sobory, zjazdy, synody, konferencje, co oznacza przemieszczanie osób i konfrontację z innymi krajami i kulturami, a także relatywizację własnej kultury i jej wzbogacenie o wartości „światowe”. W całym Kościele obowiązuje ten sam schemat organizacyjny, używana jest ta sama materia sakramentalna (woda, chleb, wino), obowiązuje skodyfikowane prawo liturgiczne itp., co wprowadza „kraje misyjne” na orbitę szeroko pojętej komunii kościelnej.

Kolejnym przykładem jest budownictwo sakralne, pozwalające na wprowadzenie nieznanych w miejscowej kulturze stylów z innej epoki i odległych sfer kulturowych.
Można wreszcie wspomnieć o stanach życia w Kościele, stanowiących absolutną nowość – życie konsekrowane i celibat kapłański; małżeństwo jako instytucja prawa naturalnego podniesiona do rangi sakramentu.

Chodzi więc o zmiany bardzo głębokie, o nieodwracalnym charakter. Procesowi uniwersalizmu chrześcijańskiego nie przeczy wysiłek inkulturacji, choć nie przebiega on bez trudności, przeszkód i napięć. Z drugiej zaś strony sprzyjają mu okoliczności historyczne i wzmacniają w ten sposób jego oddziaływanie.
Warunki, stworzone przez imperium rzymskie z jego cechami uniwersalizmu w znacznym stopniu ułatwiły penetrację chrześcijaństwa do świadomości osób i społeczeństw. Ułatwienia komunikacyjne w postaci znakomitych i zabezpieczonych dróg, powszechnie obowiązujące to samo rzymskie prawo, ruchliwość ówczesnego społeczeństwa i jego wielokulturowość spotęgowały, mimo prześladowań, nadzwyczajną żywotność i szybki rozwój chrześcijaństwa. Biblia i kultura grecko-rzymska stworzyły do dziś trwające nośniki Dobrej Nowiny.

Siła przekonania i uniwersalizm chrześcijaństwa spowodowały, że nowe ludy poddały się asymilacji i atrakcyjności nieznanej im religii, nie bez pomocy mądrych i dobrze przemyślanych strategii misyjnych.

Ciąg dalszy w następnym numerze
Ks. Henryk Hoser SAC