Strona główna arrow Warto przemyśleć arrow W kraju Gergezeńczyków
W kraju Gergezeńczyków Drukuj Poleć znajomemu

Ze zbocza Góry Błogosławieństw, leżącej po zachodniej stronie Jeziora Galilejskiego, rozpościera się wspaniały widok na całe jezioro. Bardzo dobrze widać przeciwległy brzeg – miejsce, gdzie wydarzyło się to, co ewangelista Łukasz opisał w ósmym rozdziale swojej Ewangelii.

To kraj Gergezeńczyków. Jezus przypłynął do nich w niedługim czasie po wygłoszeniu Kazania na Górze, gdzie tak pięknie mówił o szczęściu, radości i pokoju, które Bóg przygotował dla każdego z nas. Być może wśród tysięcy zasłuchanych w słowa Ośmiu Błogosławieństw zabrakło mieszkańców wschodniego wybrzeża Jeziora Galilejskiego. Ale choć ich nie było, to Jezus o nich nie zapomniał. Też są dla Niego ważni. Dlatego postanowił do nich popłynąć – by opowiedzieć o Ojcu; by dać im szansę życia wiecznego w szczęściu i radości.

Tylko czy będą chcieli Go posłuchać? Czy pomogą znaki, które przy pomocy Ojca będzie chciał uczynić?
Pierwsza okazja dokonania znaku nadarzyła się po ...

...przepłynięciu jeziora. Jezus uzdrawia człowieka opętanego przez złe duchy. Po opuszczeniu tego nieszczęśnika weszły one w stado świń, które natychmiast popędziło po urwistym zboczu i utonęło w wodach jeziora.

Gdy przyszli właściciele świń, nie umieli się cieszyć ani z obecności Mistrza, ani z powrotu do zdrowia człowieka opętanego. Nie było miejsca na zachwyt, na odkrycie Jezusa. Ich myśli były przy świniach. Ewangelista opowiada, że cała ludność kraju Gergezeńczyków tak bardzo była przejęta strachem, że prosiła Jezusa, żeby odszedł od nich. Jezus więc wsiadł do łodzi i odpłynął.

Aż się nam dziś wierzyć nie chce, że ci ludzie byli w stanie tak się zachować. Mieli taką szansę – byli tak blisko Mistrza. I nic. Stchórzyli? Byli przejęci strachem? Ale dlaczego?

A jak ja bym się zachował na ich miejscu? Gdybym był właścicielem trzody świń, pasącej się nad brzegiem Jeziora Galilejskiego? Co bym odpowiedział mojemu słudze, donoszącemu mi, że właśnie całe moje stado zostało owładnięte przez złe duchy i runęło do jeziora? Czy też bym się bał? Co bym myślał o Tym, który tego dokonał? Czy nie chciałbym z Nim porozmawiać, dowiedzieć się więcej, więcej zobaczyć i posłuchać? Czy, tak jak „cała ludność”, byłbym przejęty strachem? Sparaliżowany?

Tak wiele pytań przychodzi mi dziś do głowy, gdy wpatruję się w strome brzegi Jeziora Galilejskiego. Przenoszę się duchem w tamten czas i próbuję zrozumieć. Szukając prawdy o Gergezeńczykach, szukam prawdy o sobie samym.

Dlaczego ludzie boją się Pana Jezusa? Dlaczego zamiast miłości strach zwyciężył w sercach mieszkańców wschodniego wybrzeża Jeziora Galilejskiego? Czego się bali? Kogo? O co?

Odkrywam, że strach może mnie tak bardzo sparaliżować, że nawet nie chcę pozwolić samemu Bogu, by wszedł do mego serca. Dzieje się tak wtedy, gdy bardziej skupiam się na moich słabościach, gdy więcej myślę o złych duchach aniżeli o mocy i potędze Boga. Gdy ulegam strachowi, nie dając Bogu szansy, aby mógł mnie obdarzyć swą miłością.

Gdy nie ufam, gdy nie otwieram swego serca – wtedy przegrywam.

Ks. Piotr Nowicki SAC