Strona główna arrow Rok 2000 arrow Nr 10 (1/2000) arrow Przynaglony miłością
Przynaglony miłością Drukuj Poleć znajomemu

22 stycznia 2000 r. przypada 150 rocznica śmierci św. Wincentego Pallottiego (1795 – 1850), założyciela Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego.

Jego stosunkowo krótkie życie – przeżył 55 lat – przebiegało w intensywnej dynamice wzrostu i rozwoju. „To, czego dokonał Wincenty Pallotti w ciągu 32 lat swojej kapłańskiej działalności, wydaje się nie do wiary – pisał ks. H. Wallhof - Był duszpasterzem i nauczycielem, rektorem i profesorem, spowiednikiem i psychoterapeutą, działaczem społecznym i obrońcą bezbronnych robotników, mówcą i kaznodzieją, konsultantem młodych teologów, pełnym zrozumienia opiekunem żołnierzy, więźniów i chorych, przyjacielem ludzi biednych, gościem papieży i kardynałów, autorem książek i artykułów, niezmordowanym promotorem misji, kapłanem spieszącym z pomocą ubogiej ludności wiejskiej, organizatorem wieczorowych szkół cechów rzemieślniczych, kierownikiem bractw i przewodniczącym stowarzyszeń, inicjatorem spółki kredytowej i katechetą ulicznym, pośrednikiem...

... między księżmi i świeckimi, interpretatorem znaków czasu, założycielem wspólnot zakonnych”. „Jedno życie to za mało” – tak zatytułował swoją powieść o św. Wincentym Pallottim ks. F. Mickiewicz.

Jedną z najistotniejszych cech ludzi świętych jest to, że są niepowtarzalni. W swoim przeżywaniu i aktywności pozostają niepojęci jak Tajemnica, której się powierzyli. Święci to ludzie, którzy otrzymali, przyjęli i rozwijali w sobie dary Boga, a zwłaszcza Jego największy dar – miłość. Dla swojego aktywnego sposobu życia mieli pokrycie w swoim sercu, czuli się przeniknięci Miłością, dlatego ich aktywność nie była aktywizmem, pracoholizmem, ucieczką od istotnych problemów życiowych, ani strategią zarobienia sobie na uznanie, akceptację, podziw czy zasługą na życie wieczne. Nie był to też sposób na zdobycie szczytów kariery kościelnej.

„Doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4, 18) – pisał św. Jan. Święci czuli się wyzwoleni przez miłość i dlatego oddali się bez reszty miłości. Rozliczne działania Świętych rodziły się w sercach, były ekspresją miłości uważnej, ofiarnej, będącej odpowiedzią na realne potrzeby bliźnich. Św. Wincenty Pallotti pisał: „Chciałbym stać się pokarmem, by nasycić głodnych, odzieżą, by przyodziać nagich, napojem, by orzeźwić spragnionych, kojącym likworem, by wzmocnić żołądek słabych, delikatnym pucharem, by przynieść ulgę osłabłym członkom zmęczonych, niosącym zdrowie lekiem, by zaradzić niemocy chorych, okaleczonych, chromych, głuchych, niemych, światłem dla oświecenia niewidomych, na duchu i na ciele, życiem, by wszystkie martwe stworzenia na nowo powołać do życia łaski Bożej.”

Te wyartykułowane na piśmie pragnienia wyrastały ze szczerego i gorącego serca Pallottiego. Nie były to oświadczenia racjonalistyczne, ideologiczne, deklaracje jego dobrej i szlachetnej woli. Te pragnienia to epifania miłości, miłości mądrej, otwierającej serce na realne potrzeby bliźnich. Świadczą one o szerokości serca Pallottiego, jego wolności i wielkoduszności. Są dziełem Ducha Świętego, Ducha Miłości. „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5) – pisał św. Paweł. Pośrednią przyczyną śmiertelnej choroby, na jaką zapadł ks. Wincenty był gest miłości, który wyraził on wobec człowieka zziębniętego, biednego, będącego w potrzebie. W macierzyńskim geście ojciec Pallotti – bo tak go w Rzymie nazwano – okrył swoim płaszczem, jak brata czy syna, nieznajomego mężczyznę. Czy czuł się do takiego zachowania zobowiązany?

Jednym z ulubionych dla Pallottiego zdań biblijnych były słowa św. Pawła: „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5, 14).
Są to słowa o ewangelicznym radosnym pośpiechu, właściwym dla osób, które spotkały Zmartwychwstałego Chrystusa. Stąd opisy scen ukazujące spotkania ze Zmartwychwstałym cechuje dynamika radości, duchowego wesela, które wyraża się w ekspresji ruchowej. Jest to radosne poruszanie się miłości w sercach, miłe i łagodne, a zarazem mocne jak wino przynaglenie do czynów, pełnych entuzjazmu, który się udziela innym. Zapewne ks. Wincenty Pallotti czuł się szczęśliwy, że mógł okryć swoim płaszczem ubogiego, pomimo przemarznięcia, na jakie sam siebie skazał. Święci przekraczają koncepcje roztropności właściwe dla tego świata. Żyją według praw Ducha. A Duch Boży może okazać się całkowicie „nierozumny” według kryteriów rozumności świata. Kościół zaś wynosi na ołtarze ludzi świętych, tzn. świadków miłości, którzy nie zawsze byli mistykami czy chrześcijańskimi mędrcami.

Wprawdzie ks. Wincenty Pallotti zdobył podwójny doktorat, zaś jego przeżycia bez wątpienia zostały uznane za mistyczne, to jednak jego apostolskie zaangażowania, przynaglane miłością stały się podstawą dla kościelnego orzeczenia, że był to człowiek święty.
Nazywano go apostołem Rzymu. „Wielce służyć z czystej miłości dla chwały coraz większej Boga zawsze większego” – pisał wielki mistyk służby św. Ignacy z Loyoli.

Pierwsi współpracownicy i przyjaciele ks. Pallottiego byli pod jego urokiem. Prosili swojego mistrza, by na-pisał dla nich i potomnych regułę, dzięki której mogliby osiągnąć owocne życie. Być może ks. Wincenty odszyfrował ich potrzebę wzorowania się na jego osobie. Być może, że zdawał sobie sprawę z ewentualnego naśladownictwa będącego zagrożeniem dla ich indywidualnego i charyzmatycznego rozwoju. Gdy będą postępować jak on – przez zewnętrzne naśladownictwo jego aktywności – staną się jego odbiciem, powieleniem. Czyż dojrzałe ojcostwo nie wyraża się w pragnieniu, aby synowie przerośli ojca? Czyż nie zdumiewa nas wiara Jezusa w swoich uczniów wyrażona w słowach: „Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni” (J 14, 12)?
Być może Pallotti czuł, że nie chce mieć kopii czy karykaturalnych odbić jego osoby. Nie chciał, by jego współpracownicy ograniczali swój rozwój i indywidualność do odwzorowania jego aktywności apostolskiej. Być może zdawał sobie sprawę, że naśladownictwo nie stanie się odżywczym pokarmem dla tych, których kochał.

Nie można zewnętrznie naśladować świętych bez wewnętrznego pokrycia w sercu. Jeśli nie liczymy się z miłością, jaką mamy w sercu, a chcemy dać więcej niż w nas jest, to po pewnym czasie czujemy się albo winni albo rodzą się w nas pretensje, które skrywają naszą złość, frustrację, gorycz. A to grozi poczuciu wypalenia emocjonalnego i duchowego. Św. Paweł pisał: „Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazu-je jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9,7).

Bez wątpienia świadectwo świętych budzi w nas odwagę, by zaryzykować, przekroczyć małoduszność własnego serca, odważyć się kochać. Jednak Bóg nie wymaga od nas więcej, niż domaga się tego miłość, którą żywimy względem Niego w sercu. Jeśli pragniemy być aktywni tak jak święci to trzeba prosić najpierw o miłość. W miarę rozwoju miłości ku Bogu wzrasta w nas radosna aktywność apostolska. Ojciec Pierre M. Delfieux, założyciel współczesnego monastycyzmu w mieście, wspólnot Jerozolimskich, w pierwszym numerze swojej reguły życia pisze: „Całą swoją istotą przyjmuj miłość, którą Bóg pierwszy cię obdarza. Niech twoja dusza dniem i nocą napełnia się miłującą obecnością Pana. Pierwszym twoim obo-wiązkiem jest przyjęcie Jego miłości”.

Ks. Wincenty Pallotti spełnił życzenie swoich przyjaciół i współpracowników. Napisał dla nich regułę życia w 33 punktach, opartą na kontemplacji życia Jezusa Chrystusa. W jego czasach istniało przekonanie, że Jezus przeżył 33 lata na ziemi. W ten sposób Pallotti wyraził pragnienie, aby jego bliscy całe swoje życie odnaleźli w Chrystusie, który w nich mieszka. „Chrystus w was mieszka” (Rz 8,10) – pisał św. Paweł. Dlatego potrzeba tylko jednego: „...by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,30). A to dokonuje się na drodze kontemplacji ewangelicznej życia Jezusa Chrystusa. Pallotti prosił swoich przyjaciół, by nigdy nie rozstawali się z księgą Nowego Testamentu. Podczas kontemplacji życia Jezusa Duch Boży przemienia serce ludzkie. Rodzi w nim te dążenia i pragnienia, które były w sercu Jezusa (FLP 2,5). Zmienia się jakość ludzkiego bycia. Człowiek staje się wolny, spontaniczny w dobrze, twórczy, łagodny, pełen mocy, zdolny do radości i cierpienia jak Jezus.

Pallotti był przekonany, że Duch Święty obudzi w sercach jego przyjaciół pragnienia, które są w Bogu. A Bóg „pragnie, by wszyscy zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4). Pragnienie Boga wyraził w słowach i czynach Jezus: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.” (Łk 12, 49). I ten ogień zapłonął zwłaszcza wtedy, gdy Ukrzyżowany stał się jak pochodnia miłości dla wszystkich ludzi, których nabył za cenę swojej krwi Ojcu na wieki.

Św. Wincenty Pallotti wierzy, że Duch Jezusa obudzi także w nas Boskie pragnienia, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. Świadomość i odczucie tych pragnień zrodzi w nas potrzebę misyjnego zaangażowania w stopniu właściwym dla każdego, na miarę jego serca i powołania.
Pozwólmy zatem, aby miłość Chrystusa nas przynagliła.

Tekst: ks. Bogusław Szpakowski SAC
Zdjęcia: Arturo Mari, archiwum