Drodzy Czytelnicy Drukuj Poleć znajomemu

Nie przebrzmiały jeszcze dobrze w naszych uszach dźwięki nastrojowych kolęd, wokół ciągle roztacza się woń bożonarodzeniowej choinki, w pamięci długo pozostaną niezapomniane przyżycia jedynego w swoim rodzaju wieczoru rozpoczętego od łamania się białym chlebem, a tu już na radość i światło jakie wydobywa się z betlajemskiej szopki poczyna rzucać swój cień krzyż.

Postrzegany kiedyś jako znak tragedii, hańby i klęski, przeradza się w znak otoczony chwałą.

W Kościele nic nie dzieje się bez Krzyża. Kreślony jest nam na czole już przy chrzcie. Krzyżem znaczy chrześcijanin każdy swój dzień, każdą swoją modlitwę. Znakiem krzyża zostaniemy kiedyś pożegnani na ostatnią drogę. Wszelkie oznaki szacunku i religijnej czci wobec krzyża nie dotyczą samych tylko dwóch, w poprzek złożonych belek drewna, choćby to było drewno nie wiadomo jak szlachetne. Czcimy krzyż, ponieważ ukazuje on nam Chrystusa w akcie Jego największej i nie cofającej się przed żadną ofiarą miłości do człowieka. Chylimy czoło nie przed rzeczą, ale przed Osobą.

To co naprawdę chrześcijańskie mierzy się miarą krzyża, sprawdza się na krzyżu i w cierpieniu. To co ludzkie, również mierzy się miarą krzyża. Żyjemy w świecie, w którym prawo do "osiągnięcia szczęścia" jest sytuowane na szczycie listy wartości człowieka. W takim klimacie, wydaje się być czymś niedorzecznym głoszenie "logiki krzyża", co więcej "mądrości krzyża", jak mówi św. Paweł. Wyraźnie to nabiera jednak głębokiego sensu, gdy odpowiemy sobie na pytanie: czym jest tak naprawdę krzyż Jezusa? Na pewno nie jest celem samym w sobie. Krzyż jest drogą, jest brama do chwały i zmartwychwstania, jest dumą chrześcijanina, ponieważ jest jedyną jego nadzieją, jego zbawieniem i jego życiem.

Jeżeli krzyż - to tylko w perspektywie Wielkanocy. Jeżeli Wielki Piątek - to koniecznie i Niedziela Zmartwychwstania.

ks. Adam Golec SAC