Strona główna arrow Rok 2000 arrow Nr 11 (2/2000) arrow Orędzie terapeutyczne
Orędzie terapeutyczne Drukuj Poleć znajomemu

Po co przychodzimy do kościoła na Mszę św.? Jaką Nowinę chcielibyśmy usłyszeć z ust księdza, który wygłasza kazanie? Jakie są nasze świadome, a zwłaszcza podświadome oczekiwania z jakimi przekraczamy próg świątyni?

Być może podzielamy przekonanie amerykańskiego rabina H. Kushenera, który uważa, że ludzie nie przyszli do synagogi po to, aby im powiedziano, że uczynili coś niewłaściwego. Sami o tym wiedzą, aż nadto dobrze. Przyszli, żeby się upewnić, że owe karygodne czyny nie pozbawiły ich miłości Boga. Nie oczekują, że zostaną osądzeni i potępieni. Oczekują, że będą oczyszczeni, odzyskają zaufanie, wybaczenie i akceptację. Także my, chrześcijanie, katolicy, oczekujemy w każdej Eucharystii pełnego miłości spojrzenia Chrystusa, z którego otwartego serca wypływa woda i krew. Oczekujemy Dobrej Nowiny o dobroci Boga, Jego Miłosierdziu, które nas oczyszcza, uzdrawia, wyzwala i wzmacnia. Na te nasze pragnienia duchowe odpowiedział Chrystus przez objawienia, jakie przeżyła i nam przekazała w swoim Dzienniczku duchowym polska zakonnica, św. Faustyna Kowalska: Po odnowieniu ślubów i komunii św. nagle ujrzałam Pana Jezusa, który rzekł mi łaskawie: Córko moja, patrz w miłosierne

...serce moje. Kiedy się wpatrzyłam w to Serce Najświętsze, wyszły te same promienie, jakie są w tym obrazie – jako krew i woda, i zrozumiałam, jak wielkie jest miłosierdzie Pańskie. I znów rzekł Jezus łaskawie: Córko moja, mów kapłanom o tym niepojętym miłosierdziu moim. Palą mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylewać na dusze.

Mów kapłanom... Bo oni sprawują sakramenty Miłosierdzia i przekazują w imieniu Kościoła Ewangelię. Ojciec W. Stinissen pisał do kapłanów, duchowych przewodników: Jeśli reagujemy zdziwieniem, irytacją, niechęcią, kiedy ktoś w zaufaniu odkrywa siebie, to może tylko potwierdzamy złe mniemania penitenta: że nie będzie zaakceptowany ani nie może zostać zaakceptowany. Brak akceptacji ze strony przewodnika penitent doświadcza jak brak akceptacji ze strony Boga. A wtedy przekonywanie, że Bóg jest inny niż postawa określonego księdza nie trafia do serca człowieka zranionego. Podświadomie zaczyna wątpić w dobroć Boga i traci nadzieję, że może przez Niego zostać bezwarunkowo zaakceptowany.

O, jak mała liczba dusz prawdziwie Cię zna – pisała s. Faustyna. - O, jak gorąco pragnę, aby święto Miłosierdzia było znane duszom. Koroną dzieł Twoich jest miłosierdzie, wszystko zaopatrujesz z uczuciem najczulszej matki. Święta posłużyła się obrazem matki dla wyrażenia działania Jezusa wobec człowieka
Jezus jest prawdziwą Matką naszej natury, ponieważ ją stworzył – pisała Julianna z Norwich, XIV-wieczna mistyczka angielska. Jezus jest również naszą Matką przez łaskę, ponieważ przyjął na siebie ludzką naturę. Nasza własna matka urodziła nas do cierpienia i śmierci, a co czyni Jezus, nasza prawdziwa Matka? Jezus, pełnia miłości, rodzi nas do radości i wiecznego życia! Nasza czuła Matka, Jezus, wprowadza nas do Najświętszego Serca poprzez przebity bok, dając nam przedsmak Bóstwa i niebiańskiej radości – wewnętrzną pewność wiecznego szczęścia.
Obydwie mistyczki posłużyły się biblijnym obrazem Boga jako Matki, by wyrazić sposób miłosiernego działania Boga.

Biblijni autorzy Starego Testamentu dla określenia miłosierdzia używali słowa rahamim, które już w swoim źródłosłowie rehem – łono matczyne, wskazywało na miłość matczyną.
Na tym podłożu psychologicznym rahamim rodzi całą skalę uczuć, a wśród nich dobroć i tkliwość, cierpliwość i wyrozumiałość, czyli gotowość przebaczenia. Być może, że Polacy, którzy z tak wielką żarliwością śpiewają pieśń kościelną Serdeczna Matko, a zwłaszcza słowa: gdy Ojciec rozgniewany siecze – szczęśliwy, kto się do Matki uciecze, szukają miłosiernego oblicza Boga w macierzyńskim wizerunku Maryi.

Macierzyński rys pragnął wyrazić św. Paweł z Tarsu w swoim duszpasterskim posługiwaniu. W liście do Tesaloniczan Apostoł narodów pisał: A jako apostołowie Chrystusa mogliśmy być dla was ciężarem, my jednak stanęliśmy pośród was pełni skromności, jak matka troskliwie opiekująca się swoimi dziećmi. Będąc tak pełni życzliwości dla was, chcielibyśmy wam dać nie tylko naukę Bożą, lecz nadto dusze nasze, tak bowiem staliście się nam drodzy (1Tes 2,7-8).

Głoszenie orędzia Bożego Miłosierdzia domaga się nie tylko przekazu werbalnego, treściowego, ale szczególnie emocjonalnego wyrazu uczuć akceptacji, współczucia, zrozumienia, przebaczenia. Takiej emocjonalnej postawy oczekujemy od księży, którym powierzamy nasze problemy i uczucia, aby tym głębiej zaufać Miłosiernemu Ojcu. Wobec duchowych przewodników otwieramy nasze serca, my – ludzie grzeszni, złamani na duchu, pełni cierpienia, zmagający się ze sobą w trudnym procesie osobistego dojrzewania emocjonalnego, moralnego i duchowego. W kontakcie z duchowym powiernikiem podczas sakramentu pojednania czy w rozmowie dociera do nas Miłosierdzie Boże, łaska lecząca. Uczestniczymy w procesie duchowej terapii.

Jak rozmawia Bóg z grzesznikiem - zapisała s. Faustyna w Dzienniczku:
Jezus: nie lękaj się duszo grzeszna swego Zbawiciela... Nie uciekaj dziecię od Ojca swego... O, jak droga mi jest dusza twoja. Zapisałem cię na rękach swoich. I wyryłaś się głęboką raną w sercu moim.
Dusza: Panie, słyszę głos Twój, który mnie wzywa, abym wróciła ze złej drogi, ale nie mam ani odwagi, ani siły.
Jezus: Jam jest siłą twoją, ja ci dam moc do walki.
Dusza: Panie, poznaję świętość Twoją i lękam się Ciebie.
Jezus: Większe jest miłosierdzie moje aniżeli nędze twoje i całego świata. Kto zmierzył dobroć moją? Dla ciebie zstapiłem z nieba na ziemię, dla ciebie pozwoliłem otworzyć włócznią najświętsze serce swoje i otworzyłem ci źródło miłosierdzia; przychodź i czerp łaski z tego źródła naczyniem ufności.

Także, gdy przeżywamy stratę, przygnębienie, smutek osamotnienie, wewnętrzne ciemności, warto otworzyć Dzienniczek s. Faustyny, aby przeczytać: Jezus: Duszo w ciemnościach pogrążona, nie rozpaczaj, nie wszystko jeszcze stracone, wejdź w rozmowę z Bogiem swoim, który jest miłością i miłosierdziem samym. – Lecz niestety, dusza pozostaje głucha i pogrąża się jeszcze w większych ciemnościach... Wtenczas zaczynają się niejako wysilać wnętrzności miłosierdzia Bożego i bez żadnej współpracy duszy daje jej Bóg swą ostateczną łaskę. Ta łaska wychodzi z miłosiernego Serca Jezusa i uderza swym światłem duszę, i dusza zaczyna rozumieć wysiłek Boży, ale zwrócenie się do Boga od niej zależy... Tu działa wszechmoc mojego miłosierdzia, szczęśliwa dusza, która skorzysta z tej łaski.

Nie są nam obce wewnętrzne stany pełne zawodu, zniechęcenia, wypływające z doświadczenia zranienia, jakiego doznajemy od osób bliskich, które gaszą nasz entuzjazm, twórczy zapał. Zapadamy wtedy w milczenie pełne bólu i przygnębienia. Smutek odbiera nam kreatywną energię.
To nasze milczenie chce przerwać zatroskany Jezus. W Dzienniczku s. Faustyny czytamy: Powiedz mi, kto się odważył zranić twe serce? Z Bogiem miłosierdzia, nędza twoja nie wyczerpuje go, przecież nie określam liczby przebaczenia... nie jesteś sama. Ja cię wspieram zawsze, a więc oprzyj się o ramię moje i walcz, nie lękając się niczego. Weź naczynie ufności i czerp ze zdroju żywota nie tylko dla siebie, ale pomyśl o innych duszach, a szczególnie o tych, którzy nie dowierzają mojej dobroci.

Nie jesteś sam, Drogi Czytelniku! Jeśli nawet nie odczuwasz psychicznej bliskości innych osób, to także TY możesz otworzyć się przed Miłosiernym Jezusem, aby mówić jak przyjaciel z przyjacielem i czerpać naczyniem ufności wodę życia, która i Ciebie ożywi, uleczy, wzmocni, abyś poczuł się żywym, twórczym i niepokonanym w miłości.

Ks. Bogdan Szpakowski SAC
Zdjęcia: archiwum