Misjonarze piszą Drukuj Poleć znajomemu

Minęły już trzy lata mojego misjonarskiego posługiwania w górach Meksyku. Były to lata intensywnej pracy. Z jednej strony kontynuacja pracy misyjnej na istniejących już stacjach misyjnych, a z drugiej głoszenie Dobrej Nowiny w nowych skupiskach ludzkich, dobrze ukrytych wśród dolin, wąwozów, rzek i gór Sierra Tarahumara.

Musiałem pokonać wiele trudności i wykazać się wielką cierpliwością, aby założyć nową stację misyjną.
Już w 80 stacjach misyjnych trwa systematyczna katechizacja dzieci, młodzieży i dorosłych. Mamy już kaplice, gdzie wierni spotykają się nie tylko w niedzielę na lekturze Słowa Bożego, ale nawet na codziennej modlitwie, a szczególnie na Koronce do Miłosierdzia Bożego. Nasi wierni nie tylko umieją się przeżegnać, ale znają na pamięć modlitwy i wiele pieśni religijnych. Niektóre dzieci mogą brać udział w konkursie wiedzy religijnej. Lecz pracy wciąż przybywa, a robotników wciąż brak. Tylko w Guadelupe y Calvo są trzy szkoły podstawowe i dwie średnie, w sumie ok. 1000 uczniów. Na terenie parafii mamy blisko 200 szkół podstawowych (od kilkunastu do 100 uczniów) i już 10 szkół średnich. W większości wiosek są przychodnie, a w niektórych jest...

...nawet pielęgniarka lub lekarz. W Guadelupe y Calvo poświęciłem szpital, który po 30 latach budowy otworzył prezydent Meksyku.

W mojej działalności bardzo ważne jest, by zdobyć autorytet. Ksiądz bez autorytetu nic nie zrobi. Toteż zdobywałem go od początku z wielkim trudem i poświęceniem oraz dzięki inspiracji Ducha Świętego. Najpierw trzeba choć trochę poznać mentalność tych ludzi – oni są trochę indywidualistami. Lubią śpiewać. Wielu z nich nie umie czytać i pisać. Niektórzy zaczęli się uczyć już w starszym wieku. Poznałem takiego człowieka, który tylko dlatego nauczył się czytać, bo chciał czytać Pismo św. Niestety, był to protestant.

Zastanawiałem się jak dotrzeć do tamtejszych ludzi, żeby mnie zaakceptowali, uznali, żeby się otworzyli na Słowo Boże. Takim pierwszym kontaktem była dla mnie piosenka – rytmiczna, żeby mogli łatwo nauczyć się śpiewać albo przynajmniej klaskać w rytm piosenki. I to było to.
Miałem przy tym pewien problem: przygotowałem kartki z tekstem piosenki, ale żeby nie ośmieszyć tych, co nie umieli czytać, wręczyłem je wszystkim. Niektórzy trzymali do góry nogami, ale włączali się w śpiew. To było bardzo miłe.

Ta praca misyjna dokonuje się dzięki współpracy blisko 100 osobowej grupie wolontariuszy, świeckich katechetów i oczywiście nieustannej modlitwie Rodaków, której błogosławionych skutków doświadczam na każdym kroku.

Dziękuję za wszystkie modlitwy i ofiary składane w intencji misji w górach na północy Meksyku. Z Kontynentu Nadziei serdecznie Wszystkich pozdrawiam, życząc Bożego Błogosławieństwa

Ks. Marek Rudecki SAC, misjonarz w Meksyku