|
„Szukaj Boga, a znajdziesz Go. Szukaj Go we wszystkim, a znajdziesz Go wszędzie. Szukaj Go w każdym czasie, a znajdziesz Go zawsze.” – w tych słowach św. Wincenty Pallotti zawarł swoje religijne przekonanie i wewnętrzne doświadczenie.
Wielu z nas – ludzi wierzących, chrześcijan – podziela to doświadczenie Pallottiego. Uważamy niemal za oczywiste, że Bóg jest „ponad” nami i „wokół” nas. On jest ostateczną racją wszystkiego co istnieje. Obecność Boga tłumaczy rzeczywistość i historię. Znacznie trudniej jest nam uświadomić sobie i przeżyć prawdę, że Bóg jest w nas. Wprawdzie jednym tchem powtarzamy za św. Augustynem, że Bóg jest bliżej nas samych, niż my sami sobie, to jednak w doświadczeniu wewnętrznym czujemy w sobie pustkę. Oczywiście zdarzają się czasem chwile duchowych uniesień. Doświadczenie pustki ma jednak swój sens. Jest dobrym progiem, który trzeba przejść, by doświadczyć...
...Boga w sobie samym. Często, gdy myślimy o osobistym doświadczeniu Boga w sobie samym przeraża nas myśl, że możemy stać się osobami nawiedzonymi ze skłonnością do dewocji, dotkniętymi manią wielkości, będącą kompensacją naszego kompleksu niższości czy kompleksu Boga.
I słusznie. Pewniej się czujemy, gdy postrzegamy siebie jako grzesznicy, którym wybaczono. Akceptujemy nasze granice i skończoność. A w miarę doświadczenia przerastamy złudzenie omnipotencji. W tym realizmie postrzegania siebie kłębią się jednak opary sprzeciwu przed odnalezieniem w sobie Boga.
Wybitny teolog naszych czasów Hans Urs von Balthasar pisał: „Kontemplacja jest otoczona w Kościele jakąś atmosferą małoduszności i zniechęcenia. Pragnęlibyśmy – a nie potrafimy. Często powodem tego jest wygodnictwo i byłoby ono do przezwyciężenia. Często jednak przyczyną tą bywa również niedowierzanie sobie.” Autor zdaje się sugerować, że przezwyciężenie niewiary w siebie, że można „przekroczyć” siebie, by doświadczyć w sobie Boga jest dużym trudem. Często wymaga od nas zgody na własną bezsilność, na którą najczęściej reagujemy złością, brutalnością, samooskarżaniem siebie, rezygnacją, zwątpieniem.
Ale czyż w naszej bezsilności nie przychodzi nam z pomocą Duch Odwagi? „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8,26).
Znalezienie Boga w sobie samym nieuchronnie prowadzi nas do wglądu w siebie. A tego najczęściej się lękamy. Bo jak tu z odwagą spojrzeć w przepaść? Można doznać zawrotu głowy, dostrzegając w sobie kłębiące się leki, niepokoje, kompleksy, zranienia wynikające z historii życia, cień śmierci. Chyba więc lepiej uciec do Boga „ponad nami” niż szukać Go w sobie. Ale strach jest złym doradcą, zaś duchowość „na skróty”, pomijająca nasz realizm psychologiczny nie przyniesie nam oczekiwanego owocu. Z pomocą może nam przyjść psychologia transpersonalna.
Roberto Assagoioli uważa, iż przyczyną naszych problemów jest często to, że od nich uciekamy, zaprzeczamy im, albo tak się z nimi identyfikujemy, że gubimy nasze duchowe centrum, duchowe „ja”. Autor ten proponuje nam zabieg przeciwny (dezidentyfikacji) polegający na tym, że jesteśmy świadomi naszych problemów, ale nie identyfikujemy się z nimi. Uświadamiamy sobie, że jesteśmy kimś więcej niż nasza pozycja społeczna lub jej brak, jesteśmy kimś więcej niż atrakcyjność naszego ciała lub jej brak, jesteśmy kimś więcej niż nasze uczucia lęku, bezradności czy zadowolenia, sukcesu, jesteśmy kimś więcej niż nasze życzenia, tęsknoty, głody, niezaspokojone potrzeby, frustracje, jesteśmy kimś więcej niż nasz umysł bardziej lub mniej rozwinięty.
W ten sposób docieramy do wewnętrznej tajemnicy, do wewnętrznego domu, duchowego „ja”. Spełniają się w nas wówczas słowa Ewangelii: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16,26). Drogą dezidentyfikacji dochodzimy do duchowego „ja”, które jest autonomią uczestniczącą w Tajemnicy, w Bogu Żywym, który JEST (Wj 3,14), a którego nasze duchowe „ja” jest sakramentem. To nasz duchowy skarb, którego nie wolno nam zagubić. W tym doświadczeniu odnajdujemy Boga i samych siebie, nasze najgłębsze „ja”.
Nie mniej praktycznymi mistrzami życia duchowego są święci. Św. Wincenty Pallotti uważał, że życie duchowe to nie wzniosłe idee czy wielkie życzenia, ale ćwiczenie życia duchowego. Pallotti proponuje nam drogę, na której sam doświadczył Boga i odnalazł samego siebie. Jest to droga wąska, która może wywołać w nas przerażenie. Święty zawarł ją w lapidarnych słowach, które mogą służyć jako instrukcja do odbycia osobistego ćwiczenia duchowego: „Nie rozum, lecz Bóg. Nie wola, lecz Bóg. Nie dusza, lecz Bóg; nie wzrok, lecz Bóg; nie słuch, lecz Bóg; nie powonienie, lecz Bóg; nie smak, lecz Bóg; nie mowa, lecz Bóg; nie oddech, lecz Bóg; nie ciało, lecz Bóg; nie powietrze, lecz Bóg; nie pokarm, lecz Bóg; nie napój, lecz Bóg; nie odzienie, lecz Bóg; nie łoże, lecz Bóg; nie rzeczy doczesne, lecz Bóg; nie bogactwa, lecz Bóg; nie zaszczyty, lecz Bóg; nie wyróżnienia, lecz Bóg; nie dostojeństwa, lecz Bóg; nie awanse, lecz Bóg! Bóg zawsze i we wszystkim Bóg!”.
Przez te modlitwę – instrukcję Pallotti wprowadza nas na drogę paradoksu, pozornej negacji różnych obszarów naszego człowieczeństwa, abyśmy mogli odnaleźć w sobie Boga, głębię, którą jest w nas sam Bóg. On jest ukrytą w nas „perłą”. Gdy odnajdujemy w nas Boga, odnajdujemy także nas samych, naszą najgłębszą tożsamość. Dzięki doświadczeniu duchowemu możemy uzyskać przekonanie, że nie narodziliśmy się „ani z krwi, ani żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga” (J 1,13). Naszą tożsamość zawdzięczamy Bogu, przez Niego też definiujemy siebie, „Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). Bóg jest w nas czystym źródłem, które zasila wszystkie nasze źródła: ciało, uczucia, pragnienia, myśli, duszę i ducha. „W tobie są wszystkie me źródła” (Ps 87,7) – wołał radośnie psalmista.
Do uczestnictwa w duchowej radości zaprasza nas św. Ignacy z Loyoli proponując nam modlitewne ćwiczenie następującą instrukcją: „Zwróć uwagę na to, jak Bóg mieszka w stworzeniach: w żywiołach, dając im istnienie; w roślinach, dając im życie i wzrost; w zwierzętach, dając im czucie; w ludziach, darząc ich rozumieniem. I we mnie także mieszka, dając mi być, żyć, czuć i darząc mnie rozumem. A nadto uczynił mię świątynią swoją.”
Święci są przyjaciółmi Boga i przyjaciółmi człowieka. Proponują nam konkretne metodyczne kroki, które wiodą nas do odkrycia Boga w sobie i własnej duchowej tożsamości. Oni są sprzymierzeńcami naszego szczęścia. Bo czyż nie jest szczęściem odnaleźć Boga i siebie?
„Późno Cię umiłowałem – skarży się św. Augustyn – w głębi duszy byłeś, a ja się błąkałem po bezdrożach... Ze mną byłeś, a ja nie byłem z Tobą. Wypatrywałem ciebie w dali, a nie w sobie samym i nie mogłem dostrzec Boga serca mego. Bo światło było wewnątrz mnie, a ja szukałem go wokół siebie”.
Na odnalezienie szczęścia nigdy nie jest za późno. A zatem szukaj Boga, a znajdziesz Go!
Tekst: ks. Bogusław Szpakowski SAC |