Rozmowa z ks. Antonio Pereira de Aguiar, pierwszym kapłanem brazylijskim wyświęconym w polskiej Delegaturze Księży Pallotynów w Brazylii
R. – W jaki sposób doszło do spotkania Księdza z pallotynami?
Ks. - Kiedyś poszedłem zrobić zakupy w sklepie. Zauważyłem kawałek okładki z czasopisma „Królowa Apostołów” w języku portugalskim i tam zobaczyłem adres Księży Pallotynów. Napisałem do nich, oni odpisali i dzięki tej korespondencji wstąpiłem do pallotynów. W roku 1988 wstąpiłem do seminarium w Kurytybie, prowadzonego przez pallotynów brazylijskich należących do prowincji Św. Pawła. Miałem wówczas 18 lat i byłem na pierwszym roku filozofii. Zaczynało nas 18, z tego tylko 8 wstąpiło do nowicjatu, a do kapłaństwa dotarłem tylko ja. Gdy byłem w nowicjacie, dowiedziałem się, że polscy księża pallotyni...
...pracują w Rio de Janeiro i zdecydowałem się tam wstąpić, bo było to bliżej mych stron rodzinnych - tylko 10 godzin pociągiem.
W seminarium w Rio przebywałem przez 6 lat. Czas mojego pobytu był dosyć trudny. Był to czas mojej formacji osobistej, mojego spotkania z Bogiem, ale też mojego spotkania z ludźmi. Dodatkową trudnością było to, że wszyscy musieliśmy się uczyć. Ja - współżycia z księżmi polskimi, oni - współżycia z pierwszym Brazylijczykiem, który się u nich przygotowywał do kapłaństwa. Przez cały ten okres formacyjny zadziwiał mnie duch i życie wspólnotowe polskich pallotynów, ich przyjacielskie kontakty. Pomagał mi też przykład życia duchowego wielu księży, zachęcający mnie do większego wysiłku z mojej strony, by przezwyciężać trudności. Kolejnym zadaniem było później stworzenie takiego wspaniałego klimatu wśród Brazylijczyków, którzy przybywali do seminarium.
Te właśnie aspekty naznaczyły mnie w czasie formacji - duch wspólnotowy, duch rodzinny, kontakty między księżmi. Życie duchowe, miłość Boga, który mnie kocha nieskończenie, to mnie zmuszało do miłości bliźniego. Podobnie przykład św. Wincentego Pallottiego, który miał tak nieskończoną miłość wobec Pana Boga, Jego przykład miłości bliźniego prowadzący nas do umiłowania Boga.
R. - Czy zauważył Ksiądz jakieś cechy charakterystyczne, odróżniające polskich pallotynów od innych księży?
Ks. - Pallotyni jako tacy mają swoją własną charakterystykę - są to przede wszystkim ludzie bardzo otwarci wobec Pana Boga i jednocześnie na wszystkie wydarzenia w świecie. Pallotyn jest apostołem. Są trzy cechy, odróżniające polskich pallotynów od innych kapłanów: wielka miłość do Matki Bożej - są bardzo maryjni; kult Miłosierdzia Bożego, oddanie się bez reszty służbie ludziom, do których zostali posłani. Są budowniczymi nie tylko katedr z kamienia, ale i katedr w sercach ludzkich. Ich pracę wyróżnia bezgraniczna wierność Bogu i Kościołowi.
R. – Od niedawna pracuje Ksiądz w Portugalii. Czy jest to pierwsze miejsce pracy Księdza? Ks. - Nie, to jest już drugie miejsce. Pierwszym było Cachoeiras de Macacu w Brazylii. Pracowałem tam przez rok i trzy miesiące.
R.- Czy doświadczenia z pracy w Brazylii przydają się w Portugalii? Ks. - Mogą być wykorzystane pod wieloma względami. W Brazylii istnieje wielki głód Boga. Ludzie są bardzo otwarci, serdeczni, kochający i okazujący tę miłość na zewnątrz - to jest dobre dla księdza, bo czuje się przyjęty i jest blisko nich. W Portugalii jest inaczej. Ludzie są dobrzy, oddani, ale bardziej zamknięci, patrzą wewnątrz siebie. To zmusza księdza, by więcej dawać z siebie, żeby dotrzeć do nich, żeby oni też zechcieli się otworzyć.
Zarówno w Brazylii, jak i w Portugalii mam te same cele: kochać Chrystusa w każdej osobie i starać się rozumieć każdą z tych osób, by pomagać jej w takiej formie jakiej potrzebuje. Prawdziwa miłość jest zawsze otwarta. Miłość ludzi zmusza nas do różnych form pracy w konkretnych sytuacjach. Najważniejsze w pracy jest przykazanie Boże: Miłujcie się wzajemnie.
R. - Czy może nam Ksiądz opowiedzieć o swojej współpracy z ks. Krzysztofem Sopickim? Ks. - Jesteśmy dwoma różnymi osobowościami. Ks. Krzysztof jest człowiekiem kontemplacyjnym, zwróconym ku Bogu, nieśmiałym. Jest człowiekiem, który ma wiele wspaniałych cech charakterystycznych: jest bardzo dobrym administratorem, budowniczym, pasterzem w parafii. Jest bardzo dobry dla ludzi. Ja jestem przeciwieństwem - jestem bardziej zwrócony na pracę apostolską. Dzięki temu wspaniale się uzupełnialiśmy. Patrząc wzrokiem miłości bliźnich, tak ks. Krzysztof, jak i ja, staraliśmy się jak najwięcej zrobić dla ludzi w naszej parafii.
R. - Jaka jest portugalska parafia, w której Ksiądz pracuje? Ks. - Nasza parafia w Portugalii jest parafią specyficzną. Liczy 150 tys. mieszkańców. Działa tu 10 grup młodzieżowych. Każda grupa ma przynajmniej 40 osób. Młodzież portugalska ma swoje cechy charakterystyczne. Są bardzo oddani, wspaniali.
Przyjeżdżając do Portugalii spotkałem się z rzeczywistością, której nie znałem. Spotkałem się z bardzo różną młodzieżą: jedni byli bardzo zorganizowani, mieli bardzo rozwiniętą swoją duchowość, inni byli całkowicie pogubieni. Zrozumiałem, że pierwszym moim zadaniem jest poznanie każdej z tych osób, żeby nawiązać kontakt osobisty, indywidualny, żeby przede wszystkim kochać Chrystusa w każdej z tych osób, poznać ich rodziny, poznać ich życie osobiste, przyjaciół i powoli związać się z każdą z tych osób, stwarzając klimat rodzinny: ich troski moimi troskami, ich zwycięstwa moimi zwycięstwami.
Praca jest prosta - przede wszystkim miłość Chrystusa w każdej osobie. Zanim zacznie się cokolwiek mówić, trzeba świadczyć swoim własnym życiem, że Bóg jest miłością. Jeżeli żyje się miłością, wtedy można się odnaleźć w najtrudniejszej rzeczywistości. Jak powiedział Pan Jezus: „Gdziekolwiek spotka się dwóch ludzi w imię moje, tam Ja jestem między nimi.” I dlatego jeżeli Jezus miłuje mnie, a ja miłuję Jezusa, który jest w nich, wtedy powstaje więź przyjaźni, w której centrum jest Bóg. Dla mnie to właśnie jest praca pastoralna.
R. - Czy chciałby Ksiądz coś przekazać Czytelnikom „Horyzontów Misyjnych”? Ks. - Każdy ochrzczony jest misjonarzem. Nie tylko ten, który wyjeżdża do innego kraju. Misjonarzem jest ten, kto zostawia siebie i wychodzi spotkać drugiego człowieka w imię miłości Chrystusa, żeby mu pomóc, żeby mógł przezwyciężyć swoje trudności. To właśnie jest doświadczenie ducha misyjnego. Jeżeli ktoś chce być misjonarzem, to musi nim być w swoim całym życiu, w swoim domu - musi kochać Chrystusa w swojej żonie, w mężu, w dzieciach, w swoich przyjaciołach oraz tych, z którymi pracuje, z którymi się spotyka.
Nie można zapominać, że każdy ochrzczony jest misjonarzem, że musi pomagać innym, bo Bóg jest miłością.
R. - Czy zgodzi się Ksiądz ze stwierdzeniem: być misjonarzem to takie zwykłe, codzienne życie Ewangelią wśród ludzi, których Bóg stawia na naszej drodze życia? Ks. - Tak, bo być misjonarzem to żyć Ewangelią, miłować miłością Chrystusa. A miłować to znaczy praktykować słowa Chrystusa.
Rozmawiała Jolanta Fidura. Tłum. Ks. Jan Sopicki Zdjęcia: Zdzisław Sowiński |