Strona główna arrow Rok 2001 arrow Nr 16 (3/2001) arrow W seminarium duchownym w Brazylii
W seminarium duchownym w Brazylii Drukuj Poleć znajomemu

Nazywam się Marek Karny. Mam 38 lat. Pochodzę z Białegostoku. W Brazylii pracuję od 8 lat.
Brazylijczycy przyjęli mnie bardzo serdecznie. Tam jest taki brak kapłanów, że tych co przyjeżdżają witają z otwartymi ramionami i udzielają wszelkiego poparcia. Są bardzo wyrozumiali, gdy na początku okrutnie kaleczymy ich język.

Duchowość Brazylijczyków, ich otwartość i życzliwość, jaką obdarzają księdza, stanowi dla nas wspaniałą rekompensatę za wszystkie trudności, za naszą pracę.
Przyjechałem do Brazylii w połowie roku. Początkowo zastępowałem współbraci i pracowałem duszpastersko, pastoralnie na naszych placówkach. Później zostałem wikariuszem w parafii Matki Bożej Fatimskiej w Niteroi, gdzie byłem przez 3 lata. Stamtąd poszedłem do parafii św. Elżbiety w Rio de Janeiro. W 1997 r. zaproponowano mi funkcję rektora w naszym Wyższym Seminarium Duchownym. Bardzo lubię pracę parafialną i toteż starałem się odwlekać objęcie nowej funkcji. W Seminarium rozpocząłem urzędowanie 8 marca 1998 r.

Nie jestem całkowicie „wolny” od pracy parafialnej, bo, przy tak wielkim braku księży, konieczne jest, byśmy wykonywali różnorodne zadania - pomagam więc...

...w naszych placówkach, szczególnie w soboty i niedziele, a także zastępuję księży wyjeżdżających na urlop.
Budynek seminarium wybudowany został w 1991 r. Pan Bóg nam pobłogosławił i mamy powołania. Aktualnie jest w seminarium 9 kleryków. Mamy też grupkę chłopaków w nowicjacie. Trzeba im poświęcić sporo czasu, dać podstawę formacyjna, ale to dla nas wyzwanie i odpowiedzialność.

Klerycy brazylijscy są bardzo różni: są ludzie młodzi, z tradycyjnie katolickich rodzin, ale są i tacy, którzy przeżyli swoje nawrócenie duchowe w jakiejś wspólnocie parafialnej. Pochodzą z różnych środowisk. Chcą służyć Kościołowi i Panu Bogu i dlatego zdecydowali się wstąpić do seminarium. Mamy też osoby, które pochodzą z rodzin niekatolickich. Mamy sierotę, wychowywanego przez siostry, który chce być bratem. Na razie studiuje on razem z klerykami. Mamy chłopaka, którego ojciec kształci się na pastora. Rozszedł się z żoną (matką chłopca) i wstąpił do sekty. Ostatnio wyraził chęć zobaczenia się z synem-seminarzystą, co jest o tyle ciekawe, że oni są zwykle bardzo zamknięci w swoich poglądach. Są takie przypadki, że w jednej rodzinie ludzie należą do różnych sekt. Młodzi ludzie, którzy do nas przychodzą, nie mają ugruntowanej formacji katolickiej. Mają dużo dobrej woli, ale brak im podstawowej katechezy. Bywają takie zabawne (ale i smutne) momenty, np. kiedy na wstępnej rozmowie jeden z kandydatów miał powiedzieć coś o Kościele katolickim i stwierdził, że Kościół katolicki został założony przez Piotra, a nie przez Jezusa. To jest pogląd protestancki – to daje świadectwo skąd ci ludzie wyszli, jaką maja formację. Wielką bolączką Kościoła brazylijskiego jest brak systematycznej katechezy. Jest przygotowanie dzieci do I Komunii św. i potem są katechezy przygotowujące do sakramentów. Bardzo mocnym punktem jest przygotowanie do bierzmowania, ale w tym uczestniczy bardzo mała grupka ludzi (100-150 osób rocznie w parafii).

Mieliśmy taki przypadek, że zgłosił się do nas kandydat nowo nawrócony, który należał wcześniej do sekty Kościoła Uniwersalnego. Na razie odradziliśmy mu wstąpienie do seminarium – ma z nami kontakt, ale musi się ugruntować na swojej drodze duchowej, najpierw we wspólnocie parafialnej. Musi wiedzieć czy na pewno jest katolikiem. Neofici są zawsze bardzo gorliwi, ale życie musi potwierdzić ich wybór.
Nasze seminarium ma zupełnie inną specyfikę niż w Polsce, może nawet bardziej należałoby nazwać je domem formacyjnym. Ze względu na brak wykładowców własnych nasi klerycy studiują teologię, filozofię i pedagogikę w szkole św. Anzelma, prowadzonej przez benedyktynów. Tam otrzymują formację intelektualną, natomiast formacja duchowa, pallotyńska dokonuje się w naszym seminarium. Mamy określony tryb życia: modlitwy, rozmyślania, Msza św., potem jemy śniadanie i przynajmniej raz w tygodniu mamy nasze spotkania formacyjne we wspólnotcie; potem oni się uczą. Mniej więcej o 1030 –11 odmawiamy modlitwę i jemy obiad, gdyż wykłady trwają od 12 – 1730. Po obiedzie jadą busem (ok. 1 godz.) do szkoły. W drodze odmawiają różaniec, a wracając Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Modlą się za dobrodziejów seminarium. Po powrocie jemy kolację. Mamy też chwile rekreacji, oglądamy wiadomości, trochę rozmawiamy, modlitwy wieczorne i studium indywidualne. Raz w tygodniu, wieczorem, odbywają sie spotkania wspólnotowe. Mamy też adorację. Staramy się też, by klerycy mieli zajęcia sportowe, bo potrzebny im jest ruch. Jest to też okazja do budowania przyjaźni, więzi międzyludzkiej. O dziwo, poza dwoma, nie są zbytnimi zwolennikami sportu, nawet do gry w piłkę nożną trudno ich wyciągnąć.

Klerycy pochodzą z całej Brazylii: ze stanu Bahia, San Paulo, Minas Gerais, Rio Grande do Sul; jeden jest polskiego pochodzenia, z parafii Matki Bożej Częstochowskiej, w której jest polski ksiądz, chrystusowiec – tam jest spora grupa polskich emigrantów, a nasz seminarzysta zna nawet niektóre polskie słowa. Był chłopak z Pernambuco, ale zrezygnował. Są oczywiści klerycy z Rio de Janeiro i Niteroi z „naszych” parafii.
Wielkim problemem wśród młodzieży wstępującej do zgromadzeń, do seminariów jest niedojrzałość duchowa, co sprawia, ze niektóre seminaria myślą o wprowadzeniu dodatkowego, wyrównującego roku. W naszym wypadku nie byłoby takiej potrzeby, jeśli dobrze będzie ustawiony postulat – wtedy mielibyśmy czas popracować przed nowicjatem, gdyż nowicjat nie jest po to, by wyjaśniać pewne sprawy. Tam jest przecież własny program i cała grupa powinna iść od początku. Dodatkowy rok bardzo przeciągałby proces formacyjny, a i tak trwa już 8 lat.

Trzeba pracować wśród społeczeństwa, by młodzież była bardziej dojrzała. Wielu jakby nigdy nie dorasta, nie są przygotowani do życia – nie wiem czy winne są temu struktury społeczne, socjalne, dom czy inne czynniki. To też wyzwanie dla nas – pomagać im dorosnąć do dorosłego życia.
Współpracujemy też z pallotynami z prowincji San Paulo i Santa Maria. W czasie wakacji zimowych (w lipcu) wysłaliśmy dwóch kleryków na dodatkowy kurs duchowości pallotyńskiej. Teraz przekazują swoją wiedzę pozostałym klerykom. Staramy się wysyłać ich na różne kursy, które mogą im być przydatne. Dwóch, odpowiedzialnych za duszpasterstwo powołań wysłaliśmy na kursy organizowane przez agendę biskupa d.s. powołań. Staramy się, by nie pozostawać poza Kościołem brazylijskim, szczególnie, że jest nas zbyt mało, byśmy mogli dać klerykom całkowitą formację.

Zdarzają się w naszym seminaryjnym życiu humorystyczne przygody, jak np. odwiedziny skunksa. Sprzątaliśmy akurat cały dom w sobotnie przedpołudnie – nagle zaczął szczekać pies. Okazało się, że przy drzwiach od podwórka, za uszkodzonym stołem pingpongowym siedział skunks. Na wszelki wypadek zabrałem psa, bo skunks mógłby się „odwdzięczyć”. Udało nam się go przegonić (bez „odwdzięczenia”).
Seminarium uczy mnie cierpliwości. Tu trzeba być 24 godziny w formie, nie można sobie pozwolić na luz. Trzeba działać mądrze, być zawsze gotowym. Cały czas musi działać autokontrola. Staramy się razem z klerykami odwiedzać wszystkie nasze parafie. To jest też forma pracy powołaniowej – mówimy o naszym życiu, o duchowości pallotyńskiej, o Pallottim, o Zjednoczeniu Apostolstwa Katolickiego. My się cieszymy powołaniami, a ludzie - że będą nowi księża. My dziękujemy za otrzymaną pomoc materialną i prosimy o jej kontynuowanie. Dziękujemy też za pomoc duchową. Ludzie proszą, żeby modlić się za nich, korespondują z nami, gdy mają jakieś problemy. My to wszystko składamy w koszu przy ołtarzu i modlimy się w tych intencjach.

Mimo dużej odpowiedzialności praca w seminarium bardzo wciąga. Tutaj jest się odpowiedzialnym za człowieka. Trzeba wydać o nim opinię wolną od jakichkolwiek uprzedzeń, a to wymaga wielu rozmów i bacznej obserwacji.

Do tej pory wyświęciliśmy 4 księży.

Ks. Marek Karny SAC, Brazylia
Zdjęcia: ks. Artur Karbowy SAC, archiwum