Strona główna arrow Rok 1998 arrow Nr 2 (1/1998) arrow Pallotyni polscy w Berezie na Białorusi
Pallotyni polscy w Berezie na Białorusi Drukuj Poleć znajomemu
W sierpniu przebywałem na naszej pallotyńskiej parafii na Białorusi. Czas ten był dla mnie okresem ciekawych przeżyć i doświadczeń.

Obok skromnego mieszkania ks. Andrzeja Marca, który od kilku lat pracuje w Berezie (dawniej zwanej Kartuską), stoi duży sklep, zbudowany na fundamentach kościoła, zburzonego w 1967 r. Schody, którymi wchodzi się do niego, kiedyś prowadziły do kościoła. Kiedy zrodziła się na nowo możliwość pracy duszpasterskiej, podjęto starania o zwrot tego miejsca, by odbudować na nim kościół. Wówczas władze orzekły, że mogą oddać ten teren, jeżeli Kościół wybuduje dla miasta taki sam sklep. Było to, oczywiście, niemożliwe, kiedy się weźmie pod uwagę koszt trzech inwestycji: rozbiórkę sklepu, budowę kościoła i budowę nowego sklepu. Rozpoczęto więc starania o zwrot terenu i ruin klasztoru kartuzkiego. Tym razem władze uzależniły zgodę od tego, czy zostanie spełnione żądanie... ...odbudowy całego klasztoru w jego pierwotnym kształcie. Na ten cel zaoferowano dotację w kwocie 5 mln rubli, co wobec ogromu inwestycji było kwotą śmieszną. Pozostała zatem trzecia możliwość: podjąć starania o całkiem nowy teren, najlepiej w centrum miasta. Na to też nie uzyskano zgody. Możliwe było jedynie otrzymanie terenu na obecnych obrzeżach Berezy. Po załatwieniu formalności rozpoczęto budowę kościoła i domu parafialnego. Dom stoi już w stanie surowym, a we wnętrzu kościoła trwają prace wykończeniowe. Ta lokalizacja ma dobre i złe strony. Z kościołem sąsiaduje stacja autobusowa, co ułatwia dojazd, ale dla tych, których nie stać na bilet, pozostaje przebyć pieszo drogę nawet do 6 km.

Dowiedziałem się, że na wieść o zamiarze zburzenia starego kościoła, jedna z kobiet wyniosła z niego szaty liturgiczne, część sprzętu liturgicznego oraz figurkę Matki Bożej. Przez wiele lat, z narażeniem życia, przechowywała to wszystko u siebie.
Dzięki jej poświęceniu zaraz po „powrocie” można było bez większych problemów sprawować liturgię.

17 czerwca 1997 r. ks. kardynał Kazimierz Świątek powierzył ks. A Marcowi oddaloną od Berezy o 15 km parafię w Siehniewiczach, a zwolnił z parafii w Iwacewiczach i Telechanach. Ta ostatnia oddalona była ok. 90 km od Berezy. Obecnie najdalej położona jest parafia w Biełooziersku - 25 km. Zatem aktualnie ks. Andrzej Marzec obsługuje 4 parafie: Bereza, Sielec, Siehniewicze i Biełooziersk. Obsługa tych parafii dla jednego kapłana jest bardzo uciążliwa, gdyż oprócz pracy duszpasterskiej w każdej z nich należy prowadzić inwestycje wymagające ogromnych nakładów finansowych, co przy dużym ubóstwie tamtejszych ludzi jest bardzo trudne. Problem pogłębia fakt szczupłości liczebnej wspólnot, np. w Sielcu do kościoła przychodzi ok. 25 osób w niedzielę, a w dzień powszedni - 5. W Biełooziersku nie ma kościoła. Liturgia sprawowana jest w sali Domu Miejskiego.

Jedną z pilniejszych spraw jest konieczność wykończenia Domu Parafialnego, by duszpasterz mógł zamieszkać przy kościele, by zaistniała kancelaria parafialna z prawdziwego zdarzenia, by było gdzie organizować spotkania. Obecnie ks. Andrzej mieszka w małym mieszkaniu, oddalonym od kościoła o ok. 1 km. Mieszkanie to jest częścią dawnej plebanii, a warunki panujące w nim urągają wszelkim standardom. O łazience można śnić jedynie w pięknych snach. Myć się można jedynie wtedy, gdy woda „zechce” kapać z kranu. Poruszanie się po mieszkaniu przypomina kluczenie między sprzętami i rzeczami potrzebnymi do duszpasterstwa.

Bardzo ważnym problemem w pracy wśród tamtejszej ludności jest fakt zagubienia ich tożsamości. Starsze pokolenie tęskni za Polską, młodsze nie bardzo wie do jakiej nacji należy. Z tym związana jest sprawa języka w liturgii. Starsi chcą, by była sprawowana po polsku, młodsi go nie rozumieją, choć się do tego nie przyznają. Używanie rosyjsko-białoruskiego rodzi bunt u starszych, używanie polskiego powoduje oskarżenia ze strony władz o polonizację. Często prowadzi to do różnych nieporozumień.

Przygnębiające wrażenie robią duże grupy wojsko\wych i milicjantów, gromadzących się w różnych miejscach miasta, odwożonych i przywożonych dużymi samochodami-budami.

Całości trudnej, białoruskiej problematyki dopełnia fakt, iż władze Białorusi ograniczyły ilość duszpasterzy. Można tylko wymieniać: jeden za jednego. Rodzi się też problem „zamknięcia” Białorusi przez nakładanie różnych opłat granicznych. Wprowadzono też ograniczenia w duszpasterstwie w postaci zakazu organizowania obozów i rekolekcji dla dzieci i młodzieży poza miejscową wspólnotą parafialną.

Kiedy do tego wszystkiego dodać wyraźnie widoczną niechęć, by nie użyć mocniejszego słowa, Kościoła Prawosławnego do Katolickiego, rodzi się ogólny zarys sytuacji i warunków duszpasterskich na Białorusi.
Nasi misjonarze i ci, dla których pracują, potrzebują naszej pomocy.

Tekst i zdjęcia ks. Jan Siwiec SAC