Strona główna arrow Rok 1998 arrow Nr 3 (2/1998) arrow Listy z Papui Nowej Gwinei
Listy z Papui Nowej Gwinei Drukuj Poleć znajomemu

Pax Christi. Minęło już 2 tygodnie od kiedy wylądowałem na nowogwinejskiej ziemi po urlopie. Powrót nie był zbyt radosny, gdyż znowu w naszej parafii toczą się dwie wojny plemienne.

Spowodowały już wiele zniszczeń, pochłonęły kilkanaście ofiar ludzkich i jak na razie nie widać końca. Jedna z wojen toczy się w miejscowości, w której znajduje się nasza stacja, przez co mamy do niej utrudniony dostęp. Ks. Jurek podczas mej nieobecności przynajmniej raz w tygodniu odwiedzał stację, by jej nie zniszczono. Plemię, na terytorium którego znajduje się stacja, broni jej, a drugie plemię chce ją zniszczyć. Już dwukrotnie wykopali rów na drodze prowadzącej do stacji, byśmy się tam nie mogli dostać.
Oprócz wojen sytuację pogarsza susza, która trwa już od 5 miesięcy. Ogrody naszych parafian są wysuszone i już zaczyna im brakować jedzenia i wody. Olbrzymie połacie buszu...

...są wypalane przez ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy, że niszczą lasy, będące źródłem drewna na opał i do budowy domów.

Nasza praca w tej chwili polega na doglądaniu stacji, transporcie rannych do szpitali i odwiedzaniu kilku stacji bocznych, które nie są zaangażowane w wojnę, a i tak dostęp do nich jest utrudniony, gdyż trzeba jechać przez obszary na których toczy się wojna.

Wierzę, że Chrystus jakoś dopomoże, by zacząć pracę na nowo po zakończeniu wojen.
Proszę o modlitwę. Z Bogiem!

Ks. Jan Rykała SAC, Neregaima

Pierwsze chwile, które przeżywałem po zakończeniu wojen, samotnie, na stacji nie były łatwe. Jeden z lide-rów plemiennych ciągle przychodził z pretensjami, że stacja misyjna jest na jego gruncie, który co prawda jego przodkowie dali dla misji, ale on jednak chciałby dostać pieniądze.

Oczywiście jest to niemożliwe, więc lider, żeby sobie “zrekompensować”, zabrał dom katechisty. Podczas jego nieobecności wyłamał zamek, wprowadził swego syna z rodziną, a mnie się za to dostało, bo powiedziałem, że dom po prostu ukradli. Próbuję jakoś z pozostałymi liderami odzyskać ten dom przed powrotem katechisty, ale nie bardzo to wychodzi.

Panuje tu, w górach, niespotykana od dziesięcioleci susza. Tu nigdy nie brakowało wody ani jedzenia, a teraz rysuje się widmo głodu, bo ogrody i poletka wyschły na pył.
Biskup przeznaczył po 2 tony ryżu na każdą parafię, by choć trochę pomóc. Ludzie mogli kupić ten ryż za połowę ceny. Transport musiałem zorganizować sam. Było 200 worków ryżu, a ludzi o wiele więcej, więc kiedy je rozdzielałem, modliłem się, żeby się z tego powodu nie pozabijali. Ta “akcja ryżowa” ma się już ku końcowi. Była to jednak kropla w morzu potrzeb.

Ze względu na suszę i głód nasila się aktywność złodziei. Włamują się do domów misyjnych, zatrzymują samochody na drodze, by je okraść lub ukraść. Doświadczyłem tego na własnej skórze – 3 razy włamano się do mego domu i zabrano żywność. Najbardziej szkoda mi radiomagnetofonu, który zginął ostatnim razem. Po tych wypadkach poprosiłem biskupa o założenie krat na okna i drzwi, na co się zgodził. Teraz są już założone, ale czuję się jak w więzieniu. Wiem jednak, że nikt się nie włamie kiedy wyjeżdżam.

Inny ciężki przypadek to doświadczenie z dwoma młodymi ludźmi, którzy chcieli ukraść mój samochód i to spod bramy Mingende, gdzie mieszka biskup. Kiedy przyjechałem, brama była zamknięta, więc zostawiłem zamknięty samochód na ulicy i poszedłem po klucz od bramy. Gdy wróciłem i byłem już w samochodzie – nagle poczułem nóż na plecach i usłyszałem rozkaz opuszczenia samochodu. Złodziej próbował ruszyć, a ja poszedłem do tyłu i trzymałem samochód. Złodziej, choć próbował kilka razy, nie był w stanie ruszyć. Wierzę, że Aniołowie Stróżowie mi pomogli, bo z moimi siłami samochodu nie utrzymałbym. Przybiegł z pomocą jeden z braci i złodzieje uciekli. Bogu dzięki nic się nie stało, poza szokiem, który przeżyłem.
Kończąc, pozdrawiam serdecznie i proszę o modlitwę.

Ks. Janek Rykała SAC, Neregaima