Strona główna arrow Rok 1998 arrow Nr 3 (2/1998) arrow Rozmowa z ks. Zbigniewem Wasińskim SAC
Rozmowa z ks. Zbigniewem Wasińskim SAC Drukuj Poleć znajomemu
R. - Czy mógłby Ksiądz scharakteryzować katolicki Kościół koreański?
Ks.
- Kościół katolicki w Korei charakteryzują trzy zasadnicze cechy: sposób powstania, rzadko spotykane gdzie indziej prześladowania i zaskakujący rozwój.

Pierwsze ziarna Ewangelii Chrystusowej zostały tutaj przyniesione przez samych Koreańczyków w XVIII wieku, dokładnie w 1784 r. Byli oni ludźmi świeckimi, którzy - do czasu przybycia pierwszego kapłana misjonarza - przygotowali do chrztu i ochrzcili około 4000 nawróconych. Kiedy w 1795 r. pierwszy ksiądz Jakub Chou (Chińczyk z pochodzenia) przybył do Korei, ze zdumieniem odkrył, że wiara obejmowała coraz szersze kręgi. Niestety, nie było to po myśli ówczesnych panujących. W ich oczach nowa religia była niczym innym, jak tylko całkowitą herezją, sprzeciwianiem się tradycji przodków oraz możliwą drogą do wkroczenia obcych sił w celu zniszczenia narodu. Stąd też nastąpiły prześladowania, które naznaczone...  

...zostały ogromną liczbą męczenników. Po czterech latach zginął śmiercią męczeńską ksiądz Chou. Najcięższe prześladowania były w latach: 1801, 1839, 1846 i 1866. W 1846 r. poniósł śmierć męczeńską pierwszy koreański ksiądz Kim Andrzej. Spośród 10.000 znanych męczenników, w 1925 r. 79 zostało ogłoszonych błogosławionymi. W 1984 r. (w 200 rocznicę powstania Kościoła w Korei), podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Korei, papież Jan Paweł II ogłosił świętymi 103 męczenników. Była to pierwsza kanonizacja poza Rzymem.

Już od kilkunastu lat można zaobserwować niesamowicie dynamiczny rozwój Kościoła. Wzrasta liczba wiernych i powołań do kapłaństwa i życia zakonnego. Statystycznie spoglądając na Kościół w Korei mamy: 3 archidiecezje, 12 diecezji (plus 3 z Korei Północnej), wchodzące w skład archidiecezji seulskiej), 7 wyższych seminariów duchownych, 18 biskupów, około 2.000 koreańskich księży diecezjalnych, 38 męskich zgromadzeń zakonnych i 83 żeńskie. Liczba wszystkich parafii szacowana była w końcu 1995 r. na ok. 1020, a liczba wiernych - ok. 3.500.000. Korea Południowa liczy ok. 44.000.000 ludności.

R.- Czy istnieje coś charakterystycznego dla Kościoła Koreańskiego. Czy różni się od polskiego?
Ks.
- Ogólnie biorąc, w swojej strukturze jest to taki sam Kościół jak polski, tzn. cały kraj podzielony jest na archidiecezje, diecezje i parafie. Parafie jednak od strony organizacyjnej mogą być wzorcem dla wielu w Polsce. Chodzi przede wszystkim o zaangażowanie i odpowiedzialność ludzi świeckich za życie w parafii. Ponadto, porównując do polskiego, Kościół koreański jest bardzo młodym Kościołem istnieje niewiele ponad 20 lat. Nie jest więc związany w jakiś szczególny sposób z długą historią narodu koreańskiego i nie ma w nim zakorzenionych, typowych tylko dla niego tradycji. Patrząc dla przykładu na treść kolęd Bożo-narodzeniowych - w Polsce ich treść oddaje uczucia Polaków, a w Korei są to w większości tłumaczenia z innych języków. Inne, może bardziej widoczne, różnice to: oprawa liturgiczna - zwłaszcza używanie koreańskich instrumentów muzycznych, komunia święta udzielana na rękę, chrzty - w ok. 70 % ludzi dorosłych.

R. - Jak Koreańczycy odbierają Ewangelię?
Ks.
- Często powtarzam, że tak wyobrażam sobie po części pierwszych chrześcijan. Chodzi przede wszystkim o ich radość z faktu bycia chrześcijaninem. Kiedyś zostałem zaczepiony na ulicy przez zupełnie obcego mi człowieka: „W której parafii Ksiądz pracuje? Bo ja też zostałem ochrzczony, jestem katolikiem i należę do tej i tej parafii”. U wielu bardzo budująca jest ich postawa modlitewna. W południe, gdy dzwony jakiegoś kościoła biją na „Anioł Pański” często dostrzegam ludzi zatrzymujących się i odmawiających tę modlitwę. Przy spowiedzi często można usłyszeć: zaniedbałem kilka razy modlitwę przed czy też po jedzeniu, co świadczy przecież o tym, że dla kogoś odmawianie tych modlitw musi być bardzo ważne. Chociaż wiara u większości Koreańczyków nie ma jeszcze głębokich korzeni i wiedza religijna jest mała, to jednak można dostrzec u wielu z nich zachwyt Ewangelią Chrystusową.

R.- Od kiedy ksiądz pracuje w Korei?
Ks.
- Pierwszego maja 1990 r., po piętnastomiesięcznym pobycie w Australii, wspólnie z księdzem Jerzym Ciesielskim postawiliśmy pierwsze kroki na ziemi koreańskiej. Rok później dołączył do nas ks. Paweł Zawadzki.

R. - Jakie były pierwsze wrażenia z Korei?
Ks.
- Moje osobiste pierwsze wrażenia dotyczące samej Korei były raczej negatywne. Będąc jeszcze w Polsce i oglądając Olimpiadę w Seulu, a także czytając i słysząc o niesamowitym rozwoju i potędze gospodarczej Korei, inaczej wyobrażałem sobie ten kraj. Porównywałem go do Niemiec, Australii, Japonii - ale niestety, różnice są ogromne. „To jeszcze nie ten etap” - myślałem. Zapomniałem chyba wtedy, że przecież 30 lat temu nic, dosłownie nic, tutaj nie było. Panował głód, który był skutkiem zakończonej w 1953 r. wojny koreańskiej. Należałoby raczej podziwiać ten naród za to, czego dokonał w przeciągu tak krótkiego czasu.

R.- Proszę opowiedzieć o pracy polskich pallotynów w Korei.
Ks.
- Praca misjonarzy na różnych kontynentach jest inna, choćby ze względu na klimat, język czy zwyczaje danego kraju. Biorąc jednak pod uwagę prace podejmowane przez pallotynów na innych terenach misyjnych, czy nawet w Polsce, myślę, że w Korei nasza działalność ma jedną specyficzną cechę - nie prowadzimy parafii. Biskup diecezji Su-won, Angelo Kim, zapraszając nas do siebie, chciał, by nasze Zgromadzenie - zgodnie ze swoim charyzmatem i właściwymi sobie sposobami - pogłębiało i ożywiało wiarę ludzi świeckich. Stąd też ustaliliśmy, za aprobatą Księdza Prowincjała, że naszą priorytetową działalnością będzie poszukiwanie właściwych form realizacji i sama realizacja dzieła Miłosierdzia Bożego. W tym celu prowadzona jest budowa małego domu rekolekcyjnego wraz z sanktuarium Jezusa Miłosiernego, w którym będzie umieszczony obraz Jezusa Miłosiernego. Stan na dzień dzisiejszy - skończone dwa pietra w stanie surowym. W przyszłości, jeżeli poprawi się nasz bardzo ubogi stan personalny, zamierzamy wydawać kwartalnik poświęcony Miłosierdziu Bożemu.

Nasza aktywność apostolska przejawia się także w comiesięcznych spotkaniach z grupą ludzi świeckich, zainteresowanych różnymi formami współpracy z nami. Poprzez liturgię i konferencje dajemy im możliwość formacji w duchu św. Wincentego Pallottiego. W każdą pierwszą sobotę miesiąca prowadzona jest także całonocna adoracja z modlitwami do Jezusa Miłosiernego. Zajmujemy się też kapelanią Sióstr, a jeden z nas pracuje w szpitalu. Pomagamy w pracach w parafii - Msze św., spowiedź, komunia dla chorych. Związane jest to z koniecznością samofinansowania się naszej wspólnoty. Ponadto, przynajmniej raz w tygodniu, odprawiamy Msze św. w domach różnych zgromadzeń żeńskich (jest ich w sumie pięć).

Mówiąc jednak o pracy pallotynów w Korei nie można zapomnieć o głównym celu naszego pobytu tutaj, a mianowicie przeszczepieniu naszego Zgromadzenia na teren Azji. Cel ten zmusza nas do tego, aby, przynajmniej na teraz, na pierwszym miejscu stawiać konieczność stworzenia odpowiedniej bazy, warunków do przyszłego rozwoju nas, pallotynów, w Korei. Myślę tu przede wszystkim o budowie domu zgromadzenia z w miarę dużą kaplicą, salą spotkań i odpowiednią liczbą pokoi dla przyszłych, rodzimych powołań. Oczywiście z celem tym związana jest również nieczność prowadzenia duszpasterstwa powołań. Niestety, jest nas tylko trzech i podołanie wszystkim obowiązkom jest bardzo trudne.

R.- Co jest szczególnie trudne w tej pracy?
Ks.
- Chyba to, że musimy zaczynać wszystko od zera. Nadal nie mamy własnego kościoła, a więc miejsca pracy; własnego domu - czyli miejsca zamieszkania i miejsca spotkań z ludźmi. Otrzymanie od biskupa parafii jest zawsze związane z możliwością poznania różnych ludzi - parafian, którzy, zwłaszcza w początkach, mogą służyć ogromną pomocą. Jak zaznaczyłem wcześniej, nie mamy parafii, stąd też w inny sposób musimy poznawać i „zdobywać” sobie ludzi. Proszę więc zauważyć, że po opanowaniu języka koreańskiego, nie możemy od razu w pełni prowadzić pracy duszpasterskiej, ale musimy skupiać siły głównie na sprawach organizacyjnych.

R. - Dziękuję za rozmowę. Myślę, że nasi Czytelnicy będą duchowo wspierać działalność Księży.

Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjęcia: ks. Zbigniew Wasiński SAC