|
W Manaus jestem od 19 lutego 1999 r., na miejscu ks. Zbyszka Dobka, który przeszedł do Novo Airao. Praca w Amazonii była moim marzeniem.
W naszej parafii są 32 ulice, ale jakież to ulice, skoro część parafii stanowią domy na palach. Parafia składa się jakby z dwóch części: na „górze” ludzie mieszkają w normalnych, murowanych domach – to są stali parafianie, a nad rzeką jest cała dzielnica domów na palach. One powstają nad odnogą rzeki. Tam ludzie stale się zmieniają – przybywają z interioru i jak nie mają się gdzie podziać, budują domy na palach. Ten teren należy do wojska, a więc nikt tych ludzi nie wyrzuca. Jeśli ktoś znajdzie pracę, buduje dom wyżej albo przenosi się do innych dzielnic. Na ich miejsce przychodzą nowi z głębi kraju. Tutejsi ludzie nie garną się zbytnio do Kościoła.
Mamy tam dwa domki drewniane na palach: dom, w którym modlimy się do Matki Bożej (jakieś 500 m od kościoła), spotykamy się i drugi, w którym zrobiliśmy przedszkole. Wszystko, co robimy w tym domu spotkań służy temu, by jakoś rozruszać ludzi z faveli. Idzie to bardzo...
... opornie, mimo usilnych starań młodych ludzi z naszej parafii – ruchu, który nazywa się Młodzież z Panem Jezusem.
Dość ciężko z ludźmi z faveli pracować, bo, jak już wspominałem, często się zmieniają. Mimo to działa tu wiele różnych ruchów, m.in. Duszpasterstwo Dziecka – niestety, niezbyt jeszcze liczne. Ogromna jest umieralność dzieci. Mówi się, że jeśli dziecko przeżyje 5 lat, to pewnie będzie żyło. To są dzieci, których nikt nie kocha. W Polsce dziecko kocha przynajmniej 6 osób: rodzice, dziadkowie z jednej i drugiej strony. Te dzieci garną się, by je przytulić. Matki często są bardzo młode; czasem dzieci wychowują babcie. Potrzebna jest nauka – jest bardzo niski poziom szkół państwowych; źle są przygotowani nauczyciele. Dzieci i młodzież nie mają wytrwałości w nauce. Brak też szans na zdobycie wykształcenia.
Kościół pomaga wyrobić metryki. Władze miejscowe, mimo, że rządowym zarządzeniem jest to bezpłatne, pobierają opłaty (5 dolarów), a ludzie są biedni, ale też i nie dbają o to. Brak metryki to jakby człowiek nie istniał. Do niczego nie ma prawa, nawet do nauki. Mimo iż favele są tak niebezpieczne jeszcze nie odczuwałem strachu. Chodzę do tych ludzi, do ich domów. Tu mam wiele do zdziałania.
Myślę, że to jest dla mnie Ziemia Obiecana, że tu znalazłem swoje miejsce na Ziemi. Tym ludziom trzeba pomóc, szczególnie dzieciom. One przede wszystkim potrzebują miłości, a także dożywienia i nauki. Te dwie ostatnie rzeczy wymagają sporych nakładów finansowych – i przy tej okazji dziękuję za wszelką otrzymaną pomoc. To niezmiernie ważne – pomóc dzieciom ulicy, ocalić życie choćby jednego z nich.
Polecam te dzieci modlitwie i trosce Państwa. Życzę Bożego błogosławieństwa
Ks. Stasio Krajewski SAC, misjonarz w Amazonii |