Strona główna arrow Rok 2002 arrow Nr 20 (3/2002) arrow Nie bój się, Księże, Bóg jest z Tobą
Nie bój się, Księże, Bóg jest z Tobą Drukuj Poleć znajomemu
Mija właśnie 12 lat mojej posługi misyjnej w Brazylii – wyleciałem z Polski 2 lipca 1990 r. Jako dziecko interesowałem się geografią, lubiłem wymyślać historie moich podróży, za co mi się nieraz obrywało, bo opowiadałem niestworzone rzeczy. W końcu marzenia stały się rzeczywistością.

Trudno właściwie stwierdzić dlaczego pojechałem, bo to są rzeczy w pewnym sensie nie do wyrażenia słowami. Dopiero pod koniec seminarium wstąpiłem do grupy misyjnej i czarno na białym wystosowałem prośbę o wyjazd na misje.

Dwanaście lat to kawał czasu, ale mógłbym je zamknąć w jednym zdaniu, które usłyszałem od pewnego pastucha krów – ono stało się moim mottem w Brazylii.
W mojej pierwszej parafii – św. Benedykta w Itaperunie - było ponad 30 kaplic. Na początku w drodze do nich towarzyszył mi przewodnik. Kiedyś pojechałem bez niego i zastanawiałem się mocno, którą drogę wybrać, bo jakbym zabłądził to i na Mszę św. się spóźnię i do innych obowiązków. Zobaczyłem czarnego pasterza, który pilnował krów. Podszedłem do niego i po wymianie grzeczności (to u nich bardzo ważne, żeby nie od razu „prosto z mostu”) pytam go, która droga prowadzi do kaplicy, bo jestem sam, bez przewodnika i boję się zabłądzić. On się do mnie... ...uśmiechnął i powiedział: Nie bój się księże, nie jesteś sam, Bóg jest z tobą. To było najpiękniejsze kazanie, jakie usłyszałem w moim życiu. Te słowa stały się podporą w wielu moich perypetiach w Brazylii (a trochę ich było).

Tym, co najbardziej lubię w swojej pracy duszpasterskiej są zajęcia z dziećmi, szczególnie tymi najmłodszymi. Może dlatego, że jak przyjechałem, mój język podobny był do ich języka - mało słów, dużo gestów. No i było kilka takich wydarzeń, które za serce chwyciły.
Często pomagam ks. Jarkowi Kaczmarkowi w parafii św. Elżbiety w Rio de Janeiro, szczególnie na Mszach św. dziecięcych.

W Brazylii jest taki słynny magik, „sprowadzony” ze Stanów Zjednoczonych – nazywa się Mr EMI. Nie pokazuje swojej twarzy, taki „czarnoksiężnik w masce”. On robi różne sztuczki, a potem objaśnia jak to zrobił, za co jest znienawidzony przez część magików i bardzo lubiany przez publiczność. Ja mu pozazdrościłem i kupiłem walizkę magika - niektóre rzeczy, których się nauczyłem wykorzystuję w czasie Mszy św., w czasie kazań. Niektóre prawdy wiary są dość skomplikowane i trudno je wyjaśnić dzieciom. Przy pomocy sztuczki, zabawy można im je w dobry sposób przybliżyć, wyjaśnić. Na tę Mszę św. przychodzą także dorośli ludzie. Kiedyś zapytałem takiego starszego pana: Dlaczego pan przychodzi na tę mszę dla dzieci; jest taki hałas (tu dzieci nie są tak ciche jak u nas – nie ma takiego zwyczaju). Odpowiedział mi: Proszę księdza, nie umiem czytać ani pisać, nie pokończyłem szkół. Przychodzę na Mszę św. i nic nie rozumiem, a tu Ksiądz takie ładne rzeczy pokazuje – ja łatwiej rozumiem co się dzieje przy ołtarzu. Toteż myślę, że jest to dobry sposób i dla dzieci i dla dorosłych.

Oto jedno z takich „kazań” – o Trójcy Świętej. Ten przykład wpadł mi do głowy podczas śniadania.
Na Mszy św. postawiłem 3 szklanki: jedną z napisem Bóg Ojciec, drugą Syn Boży, trzecią Duch Święty. Do pierwszej wlałem kawy, do drugiej mleka, do trzeciej wsypałem cukier. Na łyżeczce napisałem „miłość”. Zawołałem troje dzieci. Jedno spróbowało z pierwszej szklanki. Zapytałem:
- Co to jest?
- Kawa.
- Dobra?
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo gorzka.
Drugie spróbowało z następnej szklanki:
- Co to jest?
- Mleko.
- Dobre?
- Tak.
- A w domu pijesz?
Trzecie spróbowało co jest w trzeciej szklance:
- Co to jest?
- Cukier.
- Lubisz?
- Tak, ale wolę cukierki.
Dodałem jeszcze kilka dopowiedzeń i zapytałem:
- A co to jest łyżeczka?
Wziąłem jedną dużą szklankę i wlałem do niej kawę, mleko, wsypałem cukier i mieszam łyżeczką-miłością dość długo, żeby wszyscy widzieli tę łyżeczkę. Wołam jeszcze jedno dziecko i mówię:
- Spróbuj. Co to jest teraz?
- Kawa z mlekiem i z cukrem.
- Dobrze. A kto chce zarobić teraz 1000 reali?
(Jest to suma niebagatelna. Oczywiście wszystkie dzieci są chętne, bo wszystkie mają zmysł do interesów.)
- Kto z was będzie zdolny oddzielić to mleko od kawy i cukru?
- Tego się nie da zrobić!

Jeden chłopczyk, miał 5 latek, powiedział, że on spróbuje. Zawołałem go więc – przelewał ze szklanki do szklanki, narozlewał, nabrudził i oczywiście nic mu nie wyszło.
Na tej podstawie wyjaśniłem prawdę o Trójcy Świętej: są trzy osoby boskie, jedna natura. Trzy osoby i łyżeczka jako miłość, która nierozerwalnie łączy te osoby. Nikt nie jest w stanie rozdzielić tej jedności.
Jest to przykład, który nie odzwierciedla prawdy, ale w pewien sposób może przybliżyć to co nieznane, niezrozumiałe.

Czasem prowadzę też przygotowanie do I Komunii św. i np. mam wtedy pogadankę o Mszy św. – to takie jakby mini przedstawienie jak ta Msza św. wygląda. Wychodzę do stolika ubrany w „cywilny” strój i pytam czy mogę zacząć odprawiać Mszę św. Dzieci mówią:
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo ksiądz nie ma sukni ubranej.
I tak dalej. To się odbywa tak, że ja pokazuję Mszę św., a dzieci mówią źle, dobrze, a to powinno być tak...
Kiedyś, w Itaperunie, w parafii Matki Bożej Fatimskiej w grupie było kilkoro dzieci nie ochrzczonych, toteż ich rodzicami chrzestnymi były wszystkie dzieci w grupie. Oczywiście byli pro forma ojciec i matka chrzestni. Chrzest odbył się w dzień rekolekcji przed I Komunią św. – też z objaśnieniami co się robi i do czego to służy – dlaczego olej, dlaczego woda. Była wyjątkowa cisza w kościele. Oni czuli się bardzo ważni, że w pewnym sensie stawali się odpowiedzialni za swoich kolegów, koleżanki.

Ks. Jarosław Chmielecki SAC
Zdjęcia:ks. Artur Karbowy SAC, archiwum