|
22 sierpnia 2001 roku, kiedy w liturgii Kościoła czcimy wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej, przybyłem do Korei Południowej. Wtedy w Europie była jeszcze noc – o godzinie 11.05 czasu lokalnego zostały otwarte drzwi samolotu na lotnisku w Incheon.
Korea powitała mnie piękną, słoneczną pogodą. Po przejściu odprawy paszportowej udałem się w kierunku wyjścia, gdzie w holu przylotów oczekiwał mnie tutejszy delegat, ksiądz Zbyszek Wasiński, z delegacją ludzi świeckich. Mieszkam w Pundang-Dong – tutaj znajduje się nasz dom pallotyński. Mieszkamy w składzie: 3 księży, 1 brat (to ja) i pierwszy kleryk-nowicjusz, Koreańczyk.
Kraj, do którego przybyłem, zaskoczył mnie otwartością ludzi, którzy cieszą się bardzo, kiedy mogą pomóc. Przyjeżdżając tutaj trzeba ciągle uczyć się miejscowej kultury, polubić Koreańczyków, ich zwyczaje, a także jedzenie. Ja bardzo szybko polubiłem kuchnię koreańską. Kiedy zacząłem sam odwiedzać sklepy, urząd pocztowy doświadczyłem od ludzi tam pracujących dużo otwartości i życzliwości. Gdy podczas krótkiej chwili rozmowy dowiedzieli się, że jestem Polakiem, bratem...
...pallotynem, to nawet z „nieśmiałą odwagą” powiedzieli mi, że dany wyraz należy wymawiać w taki a nie inny sposób. Tutejsza wspólnota przyjęła mnie z otwartością i gościnnością w polskim stylu. To właśnie od współpracowników doznałem pierwszej pomocy, to właśnie oni nauczyli mnie pierwszych koreańskich wyrazów: annyonghaseyo – dzień dobry czy kamsahamnida – dziękuję. Dzięki współbraciom zacząłem poznawać tutejszą kulturę, zwyczaje, okolice i miejscowości takie jak Seul, Bundang, Suwon, Everland i inne.
Następnego dnia po moim przybyciu, na porannej Mszy św. (o godz. 6.30) w naszej kaplicy, zostałem przedstawiony przez ks. Zbyszka ludziom w niej uczestniczącym. Kolejne moje spotkania z Koreańczykami odbyły się podczas adoracji Najświętszego Sakramentu, która jest codziennie od godz. 15.00 do 16.00 oraz na Mszy św. dla współpracowników 27 sierpnia w Pundangu i 28 sierpnia w Suwon. Tutaj zostałem powitany pięknym bukietem róż. Te pierwsze powitania i przyjęcie mnie przez wspólnotę w Korei na długo pozostaną w mojej pamięci.
Chciałbym się też z Wami podzielić moim doświadczeniem tutejszego Kościoła i wrażeniami ze szkoły, w której studiuję język koreański. Zaskoczyła mnie ilość ludzi uczestniczących we Mszy św. – każdy z nich przynosi ze sobą śpiewnik, będący zarazem modlitewnikiem. Po Mszy św. w podziemiach kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty, na terenie której znajduje się nasz pallotyński dom, spotkałem ludzi modlących się za zmarłą osobę. Miałem też możliwość uczestniczyć w niespotykanym, jak dla mnie, wydarzeniu. W tym dniu księża tej parafii wspólnie z parafianami przeżywali czas niedzielny – po Mszy św., na wynajętym, dużym placu szkolnym, był wspólny obiad, gry, zabawy, konkursy z nagrodami, w których każdy mógł uczestniczyć. Było tam dużo radości. Zauważyłem, że takie spotkania niesamowicie łączą ludzi, którzy tworzą prawdziwą rodzinę parafialną.
Kobiety, uczestniczące we Mszy św., zakładają na głowy białe chusty. W dni powszednie Msza św. w parafii jest rano o godz. 6.00 i potrafi na nią przyjść od 200 do 300 osób; są to dzieci, młodzież i ludzie starsi. Moim zdaniem struktury organizacyjne Kościoła katolickiego w Korei, a także zaangażowanie ludzi świeckich w codzienne życie Kościoła lokalnego, mogą być przykładem dla innych. Kościół katolicki w Korei Południowej liczy sobie dopiero niewiele ponad 200 lat i stanowi obecnie 8,5% społeczeństwa. Ci ludzie czują się bardzo potrzebni w swoim kościele. Są to najczęściej kobiety, które poświęcają swój wolny czas i angażują się w życie swojej parafii. Ilość ludzi uczestniczących we Mszy św., przystępujących do Komunii św. i włączających się w codzienne życie swojej parafii jest chlubą tego Kościoła. Zaskoczyła mnie ilość ludzi spowiadających się w okresie Adwentu oraz liczba ok. 3,5 tys. osób uczestniczących w nocnej Pasterce.
A teraz kilka słów o nauce języka koreańskiego. Szkoła, gdzie uczę się tego języka jest czwartym co do ważności uniwersytetem w Korei. Nazywa się Sogang University – założycielami i właścicielami są Ojcowie Jezuici. Studiują tam ludzie z Europy, Japonii, Chin, Australii, USA, Filipin, Brazylii itp. Na zajęciach mogłem doświadczyć pomocy ze strony nauczycieli. Spotkałem się też z dużą życzliwością ze strony pracującego tam personelu. Takie są moje pierwsze doświadczenia z kilku miesięcy pobytu. Chciałbym także podziękować Panu Bogu za to, że mogę być tutaj, pracować i modlić się z tymi ludźmi, w innej niż europejska kulturze. Cieszę się z możliwości realizowania swojego powołania misyjnego jako brat - pallotyn tutaj, w Korei. I tą radością pragnę się podzielić ze wszystkimi Czytelnikami „Horyzontów Misyjnych” i prosić Was wszystkich o modlitwę w intencji naszej wspólnoty oraz za mnie, na początku mojej drogi misyjnej w Korei.
Szczęść Boże wszystkim Czytelnikom.
brat Andrzej Baranowski SAC Zdjęcia: ks. Paweł Zawadzki SAC |