Strona główna arrow Rok 2003 arrow Nr 22 (1/2003) arrow Rozmowa z ks. Adamem Suszko SAC
Rozmowa z ks. Adamem Suszko SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. – Praca Księdza, jak na misje, ma trochę inny charakter, bo w Tenango del Aire powstaje Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, a także funkcjonuje parafia.
K. -
Mamy w planach rozwój tej parafii w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. To są początki – na razie zaczęliśmy od oczyszczenia terenu, od posprzątania. Ks. Lewandowski był tam wcześniej i on wyszedł do ludzi. Dla nich to też jest problem, bo my jesteśmy obcy, nie jesteśmy Meksykanami, ale myślę, że nas zaakceptowali. Ks. Zbyszek nawiązał dużo kontaktów. Miał nawet wywiad w telewizji przed Świętem Miłosierdzia Bożego, dzięki czemu wiele ludzi przyjechało na to święto. Pomału to się wszystko rozwinie.
Parafia jest biedna i nie ma możliwości budowy czy remontu czegokolwiek. Musimy jakoś sobie radzić, a jednocześnie zrobić coś takiego, żeby parafianie zainteresowali się tym, bo wybudowanie domu parafialnego, rekolekcyjnego czy nawet sanktuarium za nasze pieniądze to danie prezentu i oni tego nie będą szanować. Dlatego trzeba ich zainteresować, żeby włączyli się na miarę swoich możliwości.

R. - Jak przekonujecie ich, że jesteście z nimi i dla nich?
K. –
Zawsze któryś z nas jest w kancelarii parafialnej i jak ktoś przychodzi, zawsze jest ksiądz do dyspozycji. Księża meksykańscy nie przykładają się do tego – mają swoje godziny, odprawią Mszę św. i koniec. A my zawsze jesteśmy. Myślimy, żeby zająć się młodzieżą. Mamy grupy „Nocnej Adoracji” – „Adoratio Nocturno” – mężczyzn i kobiet, którzy po każdym pierwszym piątku...

...miesiąca mają w nocy z soboty na niedzielę adorację Najświętszego Sakramentu. Jest grupa katechistek, które my przygotowujemy. Na początku były problemy językowe, ale teraz, kiedy w miarę opanowało się język, można coś więcej z tymi ludźmi robić. To jest mała wieś – gdziekolwiek wyjdę, cokolwiek zrobię wszyscy wiedzą, wszyscy mnie znają. Jedni pozdrawiają, inni uśmiechają się.
Zanim zaczęliśmy budować dom, wyremontowaliśmy fasadę i wieżę kościoła. Są położone nowe tynki i wymalowane ściany. Ksiądz Zbyszek postarał się też o kupno nowych dzwonów. Ci ludzie widzą, że coś robimy dla nich, nie dla nas.

R. – Jakie formy religijności są charakterystyczne dla Meksykanów?
K. –
Między innymi bardzo lubią procesje ze świętymi. Do każdego święta przygotowują się dużo wcześniej. Nie jest to tylko święto kościelne, ale święto całej wsi, np. odpust na św. Jana Chrzciciela. Jest grupa ludzi odpowiedzialna za to – chodzą po wsi kilka miesięcy wcześniej i zbierają pieniądze. To są też pieniądze, które zbierają na zabawę (bardzo lubią puszczać sztuczne ognie).
Taki odpust trwa cały tydzień. My odprawiamy więcej Mszy św. (przygotowawcze, odpustowe). W czasie odpustu staramy się odprawić osobne Msze św. z I Komunią św., z bierzmowaniem, z chrztami. Zaczyna się rano o 6.00, tzw. mañanitas – przychodzą ludzie i śpiewają Matce Bożej, Janowi Chrzcicielowi czy innym świętym. Czasem są zapraszani mariachi (meksykańskie zespoły) i oni to śpiewają. Potem (np. o 12.00) jest Msza św. centralna, na której gromadzą się ludzie, a po południu jest procesja – z figurą św. Jana Chrzciciela czy na święto Miłosierdzia Bożego z figurą Jezusa Miłosiernego.

Zawsze jest orkiestra i petardy, i oczywiście dużo modlitwy. Po procesji figura wraca do kościoła, a Meksykanie zaczynają się bawić. Główna ulica jest zamknięta – ustawione są na niej 2 sceny i namioty. Grają zespoły, ludzie tańczą, śpiewają, jedzą - i tak do rana. To jest ich specyfika – są biedni, ale musi być huczna zabawa z alkoholem. Tak starają się zapomnieć o swojej biedzie.
W ciągu roku mamy 5 czy 6 takich uroczystych świąt i na każde z nich ludzie dają pieniądze, które są przepalane w tych petardach czy po prostu przepijane, a przecież mogliby je przeznaczyć na coś pożytecznego. To jak polskie „Zastaw się, a postaw się”, chociaż wiedzą, że potem będzie bieda.
Meksykanie lubią też pielgrzymki – prawie każdy z nich idzie raz w roku do sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe w mieście Meksyk. Nie są to pielgrzymki zorganizowane, jak w Polsce. Najczęściej biorą plecak i idą do sanktuarium. Niestety, taka pielgrzymka rzadko ma jakieś konsekwencje w życiu prywatnym.

R. – Od jak dawna kult Miłosierdzia Bożego jest znany w Meksyku?
K. –
Przynieśli go chyba Księża Marianie ze Stanów Zjednoczonych. Kiedy – nie wiem. W każdym razie nasz obecny biskup ofiarował pallotynom w Polsce (1994 r.) figurę Jezusa Miłosiernego i zaprosił nas, byśmy przyjechali do Meksyku zorganizować sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Jest to kult dobry dla nich, bo czasami z tą wiernością Panu Bogu są na bakier i wtedy mówi się o Bogu, który, jak dobry ojciec z przypowieści, przyjmie, da jeść i ubierze. Meksykanin jest wierny Panu Bogu w czasie fiesty, a na co dzień bywa różnie: bije żonę, ma drugą kobietę. To są kwestie moralne czy etyczne. Jest dużo wolnych związków i dlatego nie mogą się spowiadać czy przyjmować Komunii św. Staramy się tłumaczyć, namawiać przy każdej okazji, np. chrztu dziecka: „Dobrze byłoby, żebyście wzięli ślub”. Czasem jest tłum w kościele, a do Komunii św. przystępują 3-4 osoby. Jest ciężko – słychać to szczególnie w konfesjonale. Najbardziej cierpią kobiety. W Ameryce Łacińskiej jest taki model mężczyzny – macho, a kobiety nie mają nic do powiedzenia. Ona ofiarowała siebie, swoją miłość, a mężczyzna ją wykorzystuje: „Ty masz siedzieć w domu, zajmować się dziećmi. Nie wychodzisz nigdzie.” To widać po jakimś czasie – z wiekiem kobiety nabierają odwagi.
Młoda dziewczyna zakocha się w chłopaku i nieważne, że on ją będzie bił czy źle traktował – ona go kocha. Nie da się nic wytłumaczyć. A chłopcy wiedzą, że mają wzięcie, że są obiektem zainteresowania i traktują te dziewczyny jak chcą.

R. – Jakie są najczęstsze problemy tamtejszych ludzi?
K. –
Problemem jest alkohol, szczególnie na wsi. Bolączką całego kraju są narkotyki, porwania, zabójstwa w biały dzień. U nas to się na szczęście zdarza bardzo rzadko.
Tenango to niewielka miejscowość. Ludność jest mieszana – można spotkać typowego Indianina, który mówi w swoim języku, ale większość jest już „wymieszana”. Mają swoje kulty czy wierzenia czy przyzwyczajenia. Naszą bolączką jest to, że, chociaż chodzą do kościoła, jak zachorują nie idą do lekarza tylko do jakiegoś szamana czy czarownika, gdzie robią jakieś oczyszczenia. Czasami taki czarownik pomacha gałązką i jeszcze powie przy tym „Zdrowaś, Maryjo”, a potem każe iść do księdza, żeby wodą święconą pokropił.

Miałem taki przypadek, że przyszła starsza pani do zakrystii i chciała, żebym poświęcił jej ubranie dla dziecka. Pytam: „Jakie ubranie? Pokaż.”. Wyciągnęła pociętą w trójkąty skórę owczą, ozdobioną czerwonymi kokardkami – żeby dziecko chronić od wiatru. Tłumaczyłem jej, że tego się nie święci, że mogę jej poświęcić krzyżyk, medalik czy obrazek, ale nie takie rzeczy – mam nadzieję, że zrozumiała, że święcenie to nie jakieś czary. Czasem nawet ludzie bardzo religijni, aktywni, robią coś takiego. Kiedyś zadzwoniła do mnie taka bardzo wierząca kobieta: „Padre, mój syn jest bardzo chory, ma gorączkę. Zrobiłam mu imbusę (oczyszczenie) jajkiem kurzym”. Słucham, przerażony, a w końcu pytam, czy nie byłoby lepiej iść z dzieckiem do lekarza. Wreszcie przyznała: „Wiesz padre, chyba tak”. Ręce czasem opadają - przecież jak dziecko jest chore, idzie się do lekarza niech da jakieś leki, bo jajkiem tego nie wyleczysz.
We wsi jest kilku lekarzy, ale wizyta kosztuje i to jest właśnie problem – brak zaplecza socjalnego. Kto nie ma pracy państwowej, ten nie ma ubezpieczenia. Większość pracuje na czarno, dostaje pieniądze na rękę i przejada je lub przepija. Jeśli ktoś ma lepszą pracę, to zaraz widać – rozwija się czy buduje dom. To jest też problem młodzieży. Młody chłopak tydzień popracuje, potem dwa odpoczywa.

W Meksyku wychowanie religijne dziecka kończy się na I Komunii św. i nie ma już możliwości oddziaływania, bo dziecko jest bierzmowane zaraz po chrzcie. Wiedza religijna Meksykanów jest bardzo mała; wierzą bardzo spontanicznie, nie znając dobrze religii, toteż czasem wychodzą różne problemy – czasem śmieszne, czasem przykre. Często korzystają z usług szamanów. Jeżeli dziewczyna pokocha jakiegoś chłopaka – wiesza św. Antoniego głową do dołu i rzuca jakiś czar, żeby chłopak zwrócił na nią uwagę. Jeśli ktoś jest chory czy źle się czuje, okadza się go dymem z papierosa.
Dla mnie to niezrozumiałe – człowiek, który chodzi do kościoła, w pierwszy dzień wiosny ubiera się na biało i wychodzi na piramidę, żeby zdobyć energię kosmiczną. To jest tradycja Azteków, którzy budowali piramidę Słońca i piramidę Księżyca. Kiedyś grupę ludzi, która wyszła pierwszego dnia wiosny na szczyt piramidy zaatakowały pszczoły afrykańskie.

Są takie przypadki, że matka przyprowadza dziecko, żeby ksiądz przeczytał fragment Pisma św. i pokropił wodą święconą dziecko, bo, np. przestraszyło się w nocy, bo jest trochę chore.
Ci ludzie potrzebują zainteresowania, zrozumienia. Kiedyś przez tydzień przyjeżdżała do mnie pani z sąsiedniej wioski, żebym ją pokropił wodą święconą i pomodlił się za nią. Nie wiem, czy to jej pomogło, ale na pewno spotkała się tu ze zrozumieniem, bo ksiądz z jej miejscowości nie miał dla niej czasu.
Kiedyś był taki zwyczaj (teraz się tego raczej nie robi), że jak dziecko miało kłopoty z mówieniem, to przychodzili z nim do kościoła i ksiądz modlił się i kładł mu na język klucz od tabernakulum. Miałem taką właśnie sytuację w Wielką Sobotę – przyszła kobieta z dzieckiem i prosiła, żeby włożyć ten klucz do ust dziecka. Zapytałem czy była u lekarza. „Tak, ale lekarz mówi, że wszystko jest w porządku” – odpowiedziała. Poradziłem, żeby zaczęła uczyć dziecko, bo od włożenia kluczyka nie zacznie śpiewać. Tłumaczyłem, że był sobór, takie wielkie zebranie biskupów, i ustalili, że już się tego nie robi. Powiedziałem, że mogę tylko pobłogosławić i pokropić wodą święconą. A ona zapytała: „Czy wiesz, że jak tego nie zrobisz, to ja mogę stracić wiarę?”. Już nic nie mówiłem, ale pomyślałem: „Czy ty ją w ogóle masz?”. Trzeba uważać, żeby nie nadawali cudownego znaczenia przedmiotom.

Meksykanie chrzczą na ogół małe dzieci, a jak dziecko ma 3 lata jest tzw. prezentacja dziecka w kościele. Dziecko jest wtedy ładnie ubrane, często w strój ludowy lub ładną sukienkę czy garnitur. Potem jest zwykła Msza św. Dziecko siedzi na krzesełku przed ołtarzem, obok jego chrzestni (padrinos), a następnie jest ofiarowanie dziecka w opiekę Matce Bożej.
Później jest I Komunia św. Kiedy dziewczyna kończy 15 lat (zdarzają się i chłopcy), kiedy kończy się czas dzieciństwa i wkracza w dorosłe życie, jest specjalny rytuał, specjalna modlitwa. Dziewczyna składa podziękowanie Rodzicom i Panu Bogu za wszystko, za te 15 lat. Zdarzają się też Msze św. zamawiane, kiedy ktoś kończy szkołę i zaczyna pracę – to też podziękowanie Panu Bogu.

R. – Dziękuję za rozmowę. W imieniu Czytelników i redakcji życzę wielu łask Bożych.

Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjęcia: archiwum ks. Adama