Strona główna arrow Rok 2003 arrow Nr 22 (1/2003) arrow Kapelan w koreańskim szpitalu
Kapelan w koreańskim szpitalu Drukuj Poleć znajomemu

Przez 7 lat byłem kapelanem w szpitalu, prowadzonym przez siostry św. Wincentego á Paulo. Przez ten czas poznałem wielu ludzi, dzieliłem ich smutki i radości. Dane mi było ochrzcić niektórych spośród nich.

Jedną z tych osób była szesnastoletnia dziewczyna, chora na raka kości. Miała tylko mamę, która często ją odwiedzała i nieraz była świadkiem naszych rozmów. Dziewczyna przygotowywała się do chrztu, który miała przyjąć na Wielkanoc. Okazało się jednak, że wcześniej czeka ją amputacja nogi – w tym stanie zdrowia ryzykowna. Ochrzciłem ją więc z wody i udzieliłem sakramentu Namaszczenia Chorych przed operacją.
Na Wielkanoc, w szpitalnej kaplicy, z ogromnym wzruszeniem, ochrzciłem matkę i córkę.

Pod koniec lipca dziewczyna zmarła. Jej walkę z chorobą filmowała telewizja koreańska. Film miał zostać wyemitowany jeszcze za jej życia, ale nikt nie spodziewał się, że śmierć nastąpi tak szybko.
Ta dziewczyna poprosiła...

...o przygotowanie do Chrztu św. w szpitalu, patrząc na pełną poświęcenia pracę sióstr przy chorych. W swoim pamiętniku wiele razy wspominała, że był ksiądz i pocieszał ja, a po chrzcie przynosił także Komunię św. – o tym dowiedziałem się z tego programu telewizyjnego. Ona miała świadomość bliskiej śmierci.

Do tego szpitala przychodziła także rozmawiać z ludźmi kobieta, która kiedyś katechizowała w parafii. Elegancka, zadbana pani, o doskonałym wyczuciu potrzeb ludzi, potrafiła wspaniale wyczuć moment, kiedy chorzy chcieli rozmawiać i zainteresować ich Dobrą Nowiną.

Wśród „moich pacjentów” jest kobieta, która w 1998 r. miała wraz z mężem ciężki wypadek samochodowy. Ponieważ on był inicjatorem tej przejażdżki czuje się odpowiedzialny, tym bardziej, że szybko wrócił do zdrowia, a żona ma ciągle jakieś komplikacje i musi przejść długotrwałą rehabilitację. Oboje często przychodzą na Mszę św. do kaplicy – zawsze staram się z nimi porozmawiać, żeby podtrzymywać ich wiarę.
Czasem ludzie chcą się ochrzcić z pobudek „magicznych” – to trzeba eliminować. Trzeba to uwzględniać w „szpitalnych” katechezach.

Ks. Jerzy Ciesielski SAC, misjonarz w Korei
Zdjęcia z archiwum ks. Jerzego