List z Amazonii Drukuj Poleć znajomemu

Zwlekałem z napisaniem listu, gdyż trudno było mi znaleźć czas. Ostatnie miesiące były poświęcone przygotowaniu do wizyty arcybiskupa i do bierzmowania.

Niestety, ks. biskup sufragan zachorował na raka i w ostatniej chwili wysłał mi mandat, abym wybierzmował wszystkich przygotowanych do przyjęcia sakramentu w Nowo Airao i osadach naszej misji. Do bierzmowania przystąpiło ponad 300 młodzieży. Ks. Zbigniew Dobek dzielnie mi pomagał, szczególnie w spowiedzi. Ostatnia wizyta arcybiskupa miała miejsce w 1993 r. Przypłynął wtedy jachtem, z 30-osobową grupą małżeństw, zorganizowanych w Stowarzyszeniu Katolickim. Odbyło się wtedy bierzmowanie w nowym kościele w Nowo Airao. Wszystko świetnie się udało, ale w drodze powrotnej...  

...luksusowy jacht, rządowy, a właściwie „gowernadora” wpadł na skałę i wszyscy pasażerowie, łącznie z biskupem, przeżyli koszmarną noc. Skała weszła w kadłub, woda się wlewała do wnętrza jachtu. Gdyby nadeszła burza to fale mogłyby rozszarpać kadłub, zbudowany z drewna i jacht poszedłby na dno. Wszyscy więc, z biskupem na czele, trwali całą noc na modlitwie, błagając Opatrzność Bożą o pomoc. I pomoc nadeszła w postaci innej barki, która zabrała wszystkich do Manaus. Jacht zdjęto ze skały za kilka dni. Ksiądz biskup nie mógł wyjść z podziwu, jak my, pływając na tych wodach, pełnych zdradliwych skał, nie uderzyliśmy nigdy o skałę, a oni, płynąc łodzią kierowaną ręką sternika z marynarki wojennej, o mało nie stracili życia. Nie darmo nadaliśmy naszej barce misyjnej nazwę „Santa Maria”, oddając tym gestem nasze bezpieczeństwo w ręce troskliwej Matki.

Po okresie wielkiej suszy, gdy wody Rio Negro i dopływów bardzo opadły, zaczęliśmy 15 stycznia naszą podróż z wizytami pasterskimi, tzw. „desobriga”. Do niektórych wspólnot nie było dostępu – trawa lub tzw. dziki ryż, wyrośnięte ponad poziom wody, tamowały dostęp barce. Taki stan trwa kilka miesięcy, potem ruch wody, burzliwe fale wyrwą rośliny z korzeniami i popłyną one całymi zielonymi wyspami aż do oceanu. Ten dziki ryż to jest pokarm dla ryb, wygłodzonych w okresie niskich wód. Kiedy skończy się dziki ryż, wody wzniosą się i zaleją ogromne połacie lasu. Ryby będą tam szukać owoców leśnych. Patrząc na drzewa, Indianie wiedzą, gdzie szukać poszczególnych gatunków ryb, gdyż mają one ulubione owoce. Wpływają swoimi canoe w „igapo”, las zalany wodą i znajdują ryby pod zalanymi do połowy wysokości drzewami. W okresie niskiego stanu wód nad Rio Negro istnieje pewne szczególne niebezpieczeństwo – małe rybki, głodne, bo nie mogą się żywić w lesie mikroorganizmami. Ich żerowiska są ograniczone tylko do łożysk rzek, toteż zjadają nawet szpachlówkę w barce. W pierwszych latach swojej pracy przeżyłem prawdziwy horror, gdy nagle trzeba było wylewać wodę, bo zniknęła cała szpachlówka. Masa, która zatykamy szczeliny między deskami kadłuba po prostu została zjedzona przez tzw. „araku”. Robiąc nową masę uszczelniającą dodawaliśmy gorzkiej oliwy z „copaiby”, ale i tę masę wygłodzone rybki zjadały. W końcu wpadłem na właściwy sposób: zrobiliśmy masę na bazie kleju zmieszanego z prochem drzewa bardzo odpornego, co stworzyło jakby drugie drewno, o wiele trwalsze i skutecznie zapełniające szczeliny kadłuba. Odtąd mamy spokój ze strony „araku”.

Do końca czerwca różnica poziomu wód w stosunku do pory suchej osiąga ok. 10 m.
Przesyłam zdjęcie naszej barki „Santa Maria”. Widać na zdjęciu „jacare”, który był postrachem tej wspólnoty nad jeziorem Curidigni. Został postrzelony w oko, nie zdechł i wydawało się, że szuka zemsty, krążąc w pobliżu osady. Miał ponad 4 m długości. Mężczyźni, w trosce o życie swych dzieci, zebrali się razem i zatłukli go siekierami, bo strzały nie dawały mu rady. Część cielska znajduje się w wodzie. Na jeziorze Lago Carao zabito okaz, który miał 6 m długości.

Zrobiłem mały remont w domu, gdyż ma już 22 lata.

Z najmilszym pozdrowieniem w Chrystusie i Maryi

Ks. Józef Maślanka SAC, Novo Airao