Strona główna arrow Nr 76 (3/2016) arrow Pierwsze święta na Kubie
Pierwsze święta na Kubie Drukuj Poleć znajomemu
PIERWSZE ŚWIĘTA NA KUBIE

Ks. Łukasz Kluska SACKs. Łukasz Kluska SAC
Ks. Stanislau Skrydalevich SACKs. Stanislau Skrydalevich SAC
Drodzy Czytelnicy „Horyzontów Misyjnych”, pozdrawiamy po raz pierwszy z Kuby. Chcemy podzielić się z Wami pierwszym doświadczeniem i przybliżyć nasze życie na Kubie. Od trzeciej niedzieli Wielkiego Postu jesteśmy na powierzonej nam placówce, a właściwie mówiąc – trzech parafiach i jednej kaplicy dojazdowej.

    Obecnie mieszkamy w miejscowości Managua, oddalonej od stolicy kraju, Hawany, ok. 30 km. Tutaj znajduje się parafia św. Izydora Oracza (San Isidro Labrador), z której dojeżdżamy do innych miejscowości. Z naszą posługą kapłańską przybywamy do kaplicy w Las Guasimas pod wezwaniem Matki Bożej z Góry Karmel (oddalonej od nas ok. 5 km), parafii św. Antoniego, która znajduje się w miejscowości San Antonio de las Vegas (oddalonej ok. 25 km) i do parafii Trójcy Świętej w miejscowości Guarra (znajdującej się ok. 35 km od Managua). Czas tak szybko biegnie, że po przejęciu parafii w Managua, Guarra i San Antonio rozpoczęliśmy nasze przygotowanie do świąt wielkanocnych.
    Od strony organizacyjnej, powiem szczerze, perspektywa przygotowania świąt, a zwłaszcza Triduum Paschalnego, troszkę nas przerażała. Nie znaliśmy jeszcze wystarczająco języka i do tego nie mieliśmy pojęcia, jakie są zwyczaje i tradycje na Kubie. Ponadto dochodziły też odległości między parafiami i brak własnego transportu, co sprawiało, że czuwać nad wszystkim mogliśmy tylko w Managua, gdzie mieszkaliśmy. Musieliśmy więc zaufać całkowicie osobom świeckim, które zawsze pomagały księżom w organizacji świąt. Na szczęście takie osoby są w każdej naszej parafii. Oczywiście Wielki Tydzień zaczyna się od Niedzieli Palmowej i w związku z tym trzeba było znaleźć palmy na procesje. Palm na Kubie nie brakuje, ale trzeba na te palmy wspiąć się, żeby odciąć gałęzie, i nie jest to takie proste jak mogłoby się nam wydawać. Organizacji tego podjęła się nasza parafianka – pani Norma. Jak się potem okazało, wszyscy księża z okolicznych parafii otrzymali palmy na procesję za naszym pośrednictwem. Ciekawostką jest, że na Mszę św. w Niedzielę Palmową zawsze przychodzi więcej osób, nawet te, które nie chodzą do kościoła. Poświęconą gałązkę palmy zabierają do domu i traktują jak amulet. Umieszczają ją przed drzwiami wejściowymi, bo ma ona chronić dom od nieszczęść.  
    Triduum Paschalne staraliśmy się zorganizować tak, aby w każdej parafii obecny był ksiądz. Rok temu w parafii w San Antonio de las Vegas liturgię Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty prowadził kleryk z seminarium, a ksiądz był tylko w czwartek i w niedzielę. Podzieliliśmy się po dwie parafie. Ja dojeżdżałem do San Antonio i Guarry samochodem, a ks. Łukasz prowadził Triduum w Managua i dojeżdżał do Guasimas autobusem. Wielki Czwartek to Msza krzyżma, która ze względów pastoralnych odbyła się w piątek przed Niedzielą Palmową. W kościele bardzo często ubogim, bez wielkiej służby liturgicznej i chórów, bez pięknych szat i naczyń liturgicznych, zazwyczaj tylko jedna lub dwie osoby pomagały księdzu przy ołtarzu. W miejscowości Guarra w Eucharystii w Wielki Czwartek uczestniczyło dwanaście osób. Dlaczego o tym wspominam? Otóż w obrzędzie umycia nóg brali udział wszyscy, to znaczy prawie cała wspólnota parafialna.
Liturgia Wielkiego Piątku

    Cieszy nas bardzo fakt, że ludzie sami zaangażowali się w przygotowanie świąt. Byli chętni i otwarci na nasze propozycje. Widzieliśmy też, że duchowo przeżywali każdy dzień Triduum. Oczywiście święta nie mogą się odbyć bez spotkania świątecznego w parafii, dlatego zorganizowaliśmy je w każdej parafii. Na fiestę (hiszp. słowo oznaczające imprezę, uroczystość lub przyjęcie – przyp. red.) rezurekcyjną zaprosiliśmy całą wspólnotę wiernych. Oczywiście każdy parafianin przyniósł coś ze sobą. W Niedzielę Zmartwychwstania mieliśmy uroczysty obiad z udziałem osób, które są zaangażowane w życie parafialne. Była to dla nich zupełna nowość, ponieważ na Kubie nie ma takiej tradycji przeżywania świąt wielkanocnych. Dla nas także było to miłe i ważne doświadczenie, bo mogliśmy poznać wspólnotę parafialną. Widzimy, że ludzie potrzebują kapłana, który będzie z nimi. Każdego dnia doświadczamy, jak bardzo niezbędny jest ksiądz i jak szybko można zakopać skarb wiary. Triduum Paschalne na Kubie, niby takie samo jak w Polsce i Białorusi, odczytuje się tak samo wszędzie. Chrystus jest obecny tam, gdzie jest człowiek.
    Ludzie mówią, że na Kubie nie jest łatwo, a dla nas tym bardziej. My również każdego dnia zmagamy się z tym, co jest tu dla nas nowe, dlatego bardzo prosimy Was, Drodzy Czytelnicy, o modlitwę w naszej intencji i misji na Kubie. Dziękujemy za wsparcie modlitewne i finansowe. Pamiętamy w modlitwie.