Strona główna arrow Rok 1998 arrow Nr 5 (4/1998) arrow Misjonarz w sercu Amazonii
Misjonarz w sercu Amazonii Drukuj Poleć znajomemu

W Amazonii, nazywanej „płucami świata”, ale też „zielonym piekłem” wszechwładnie panują Amazonka z siecią dopływów i dżungla, fascynująca i przerażająca zarazem.
W tym środowisku od 1973 r. posługę duszpasterską niesie ks. Józef Maślanka, polski pallotyn.

Jego stacja misyjna znajduje się w miejscowości Novo Airao nad Rio Negro, ale parafianie są rozproszeni na obszarze 150 tys. km2. Ksiądz Józef dotrzeć może do nich tylko rzeką. Pływa więc barką „Santa Maria do Rio Negro”, pokonując liczne przeszkody stawiane przez rzekę: przesmyki, wysepki, pływające drzewa itp. Potrafi sobie poradzić nawet z „banditos”. Nie boi się niespodzianek, sprawianych przez naturę.
A jaki jest ksiądz Józef? Pogodny, pełen optymizmu i serdeczności. Ma mnóstwo...  

...planów na przyszłość. Często powtarza, że „Życie jest piękne, a ludzie są dobrzy.” Właśnie wiara w dobroć człowieka pomagała mu w trudnych chwilach.

Od najmłodszych lat był „niespokojnym duchem”. Po święceniach, w 1959 r., został skierowany na studia na KUL, ale po kilku miesiącach zrezygnował, twierdząc, że nie dowie się nic nowego poza tym co jest napisane w Piśmie św. Przez kolejne 3 lata pracował jako wikariusz w Poznaniu. Następnie został skierowany do pracy wśród Polonii w północnej Francji. W 1971 r., na własną prośbę, wyjechał do Brazylii. Przez rok pracował wśród Indian w Mato Grosso, a następnie, w odpowiedzi na apel Papieża, wyruszył do Amazonii. Przez miesiąc podróżował, by zorientować się czy potrafi żyć w klimacie podobno zabójczym dla Europejczyka. Okazało się, że tak. Gdy dowiedział się, że z nad Rio Negro odeszli księża holenderscy, a funkcjonujące tam sekty zwalczają kult Matki Bożej - szybko podjął decyzję, odpowiadając na wyzwanie. Gdy znalazło się zastępstwo na dotychczasową placówkę – wyjechał, za zgodą prowincjała, do Amazonii. Był 27 kwietnia 1973 r....

W pierwszą podróż duszpasterską wyruszył na początku sierpnia 1973 r. małym, aluminiowym ślizgaczem. Zaskoczyła go burza i noc. Zabłądził, ale ocaliło go światełko, które w osadzie zapaliła kobieta, chcąca nakarmić płaczące dziecko. Do pierwszej osady indiańskiej „spadł z deszczem”. Stopniowo zdobywał sobie przyjaźń i uznanie wśród Indian i kabokli: „Najpiękniejsze lata mojej pracy to były te pierwsze lata, kiedy odkrywałem te osady. Nieraz ludzie, nie wiedząc kto przypływa, uciekali do lasu. Trzeba było ich przekonywać, że to przybywa przyjaciel. Wiele było takich miejsc, do których ksiądz nigdy nie dotarł. Księża holenderscy przybywali tylko raz w roku i tylko do Novo Airao. Ja rozszerzyłem obszar wizyt i teraz mam już 53 większe wspólnoty, nie licząc małych, po kilka rodzin. Teraz „Santa Maria” znana jest już wszędzie. Jak przypływamy, to jest święto. Ludzie przyjmują mnie bardzo serdecznie, częstują czym mogą.”

Nieraz pływał samotnie, nawet nocą, nieraz zabłądził między wyspami: „Dzięki Bogu nic nigdy mi się nie stało. Zresztą byłem otrzaskany z wodą. Na Mazurach zdobyłem stopień sternika jachtowego. Tą aluminiową łódką pływałem przez rok, ale gdy podczas wizyty prowincjała płynął do nas „potwór” większy niż łódź, ten stwierdził, że muszę mieć większą łódź i wkrótce otrzymałem pieniądze. Według mojego projektu szkutnicy z Novo Airao zbudowali barkę „Santa Maria do Rio Negro”, którą pływam do dzisiaj".

By ograniczyć wpływy sekt i utrzymać ludzi przy katolicyzmie starał się związać wiernych z osobą Matki Bożej. Tłumaczył im: „Jeżeli ktoś chce wejść do rodziny Bożej, to musi przyjąć razem z Chrystusem, który nam oferuje swoje braterstwo, swego ojca, żeby był naszym Ojcem, swój dom, żeby był naszym domem i oczywiście swoją Matkę, by była naszą Matka. Jeżeli się odrzuci Matkę, to w jakiś sposób udaremnia się plany zbawcze Chrystusa. I ludzie to zrozumieli.”

W swojej pracy misyjnej ksiądz Józef musi uważać na to, by nie naruszyć dotychczasowych praktyk religijnych swoich wiernych, by nie odsunęli się od wiary. Silnie akcentuje samoodpowiedzialność wiernych za ich religijność, co jest szczególnie ważne, gdy nie ma księdza i nie ma kto przypomnieć o modlitwie. Pod-kreśla, jak ważna jest stała pamięć o Bogu, by byli z Nim możliwie najczęściej, by Bóg był dla nich Kimś bliskim. Uczy ludzi modlić się. Gdy nie ma księdza, w niedziele i święta ludzie sami gromadzą się na modlitwie: „Nieraz jestem parę dni w jednym miejscu i przygotowuję indywidualnie takie osoby - „ lideransas”, które mogłyby mnie zastąpić podczas długiej nieobecności. Muszę przyzwyczajać ludzi, by umieli wzbudzać akt żalu doskonały, bo nieraz trzeba umrzeć bez księdza. Ludzie lgną tu do Boga w sposób naturalny. Maja do niego zaufanie, potrzebują Go o wiele silniej niż ludzie wielkich miast. Człowiek interioru instynktownie zdaje sobie sprawę, że jest całkowicie zdany na Opatrzność Boską. Jest to religijność naturalna, połączona ze świadomością Ewangelii, że Chrystus ich kocha, że chce ich zbawić.”

Ksiądz Józef zajął się też sprawą alfabetyzacji na „swoim” terenie. Zakładał szkółki misyjne – wyszukiwał w danej wspólnocie osoby „piśmienne”, przekonywał rodziców do świadczeń na rzecz nauczyciela w zamian za naukę dzieci. Obecnie prawie każda wspólnota ma szkółkę, przynajmniej czteroklasową. Zasługi ks. Józefa na tym polu zostały docenione przez władze oświatowe. Otrzymał ziemię, na której zbudował stację misyjną.

Tam, gdzie jest ksiądz Józef ludzie zawsze znajdą serdeczne przyjęcie, życzliwą radę i pomoc: „Przychodzą ze wszystkim, dosłownie ze wszystkim. W sprawach wspólnoty, chrztu, ślubu, ale też po porady i lekarstwa. Myślą, że ksiądz wie wszystko.”

Ksiądz Józef jest rozmiłowany w przyrodzie i zafascynowany nią bez reszty. Różne niebezpieczeństwa życia w Amazonii traktuje nie jak przeszkodę, ale jak wyzwanie. Przeżył wiele trudnych sytuacji, wiele przygód. Sam nie wie ile razy chorował na malarię, bo „już dawno zgubił się w rachunkach”. Tu, w samym sercu natury znalazł wolność i sens powołania: „Czuję się zrealizowany i uważam, że było wolą Bożą, żebym tu pracował”.

Oprac. Jolanta Fidura
Zdjęcia Zdzisław Sowiński, archiwum