Strona główna arrow Rok 1998 arrow Nr 5 (4/1998) arrow Rozmowa z ks. Janem Sopickim SAC
Rozmowa z ks. Janem Sopickim SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. - Od jak dawna pracuje Ksiądz w Brazylii?
Ks.
- Przybyłem do Brazylii w 1979 r. do parafii św. Elżbiety w Rio de Janeiro. Tam byłem przez 2 lata. W 1981 r. straciłem dwóch kolegów, którzy utonęli. Z jednym z nich pracowałem w jednej parafii. Było to dla mnie straszliwe przeżycie. Wtedy przeszedłem do Niteroi. Pracowałem najpierw z ks. Homą przez 1,5 roku, a następnie przez 10 lat w Itaipu, w parafiach, które były bardzo zaniedbane. Stamtąd w 1992 r. zostałem wezwany do Rio de Janeiro, gdyż wybrano mnie na przełożonego Delegatury brazylijskiej pallotynów polskich. Objąłem wtedy parafię...

...Miłosierdzia Bożego, przy której mieści się siedziba Delegatury. Pracowaliśmy razem z ks. Korbeckim, który ten kościół zbudował. Trzeba się było też zająć formacją naszego seminarium. Tu jestem do dnia dzisiejszego.

R. - W Brazylii pracuje dwóch księży Sopickich, Ksiądz i brat Księdza, Krzysztof. Czy pracowaliście przez jakiś czas razem?
Ks.
- Brat jest w Brazylii od 1988 r. Razem pracowaliśmy przez 2 lata w Niteroi. On potem przeszedł do parafii Cachoeiras de Macacu.

R. - Praca Księdza, to nie tylko seminarium. Ma ona znacznie szerszy zasięg, łącznie z działalnością społeczną.
Ks.
- Tak. Jeżeli ktoś zaangażuje się w pracę misyjną, to z każdym dniem przybywa tych zadań. Sama praca parafialna zmusza do wieloaspektowego działania. Toteż oprócz normalnej pracy duszpasterskiej trzeba podejmować mnóstwo innych zadań. Praca społeczna jest konieczna w każdej parafii. W każdej parafii organizuje się pomoc dla najuboższych.
Ponadto zawsze starałem się prowadzić rekolekcje w grupach młodzieżowych. Miałem bardzo ciekawe doświadczenia. Na początku swojej działalności, w parafii św. Elżbiety, założyłem chór, z którym jeździłem też do innych parafii. Chór tworzyło 120 osób, śpiewających z ogromną radością.
W Niteroi też zacząłem organizować grupy rekolekcyjne, przede wszystkim w okresie karnawału.
Początkowo to nie jest takie łatwe, dlatego, że trzeba najpierw przekonać ludzi, by chcieli uczestniczyć w takich rekolekcjach. Później działają już sami i zwykle jest tylu chętnych, że nie można wszystkich przyjąć. To jest wspaniałe. Owocem tej pracy są nawet powołania, chociaż jej charakter nie był powołaniowy.

Nader ważna jest też praca wychowawcza. Od początku starałem się, żebyśmy mogli przygotować nasze seminarium, by pomóc chłopcom, chętnym do wstąpienia do stanu duchownego. Ostatecznie udało nam się tę pracę zorganizować w ostatnich latach. Mamy już 2 księży Brazylijczyków, wyświęconych u nas. W międzyczasie, gdy przygotowywaliśmy ostatnie święcenia, prowadziłem tygodniowy postulat. Przyjechało bardzo dużo młodych ludzi i zaraz po święceniach przyjęliśmy do nowicjatu 10 kleryków, 1 brata i jednego kandydata, który mógł zostać przyjęty tylko do postulatu, gdyż nie przywiózł potrzebnych dokumentów. Je-chał do nas 3 dni autobusem. W sumie przyjęliśmy więc 12 nowych, młodych ludzi, by mogli się przygotować do kapłaństwa. Ilu z nich dojdzie do końca - trudno przewidzieć. Jeżeli ktoś odejdzie po 2, 3 czy 4 latach nauki, to i tak zyskał wiele, bo to czego się nauczył, nie zginie i zaowocuje w późniejszym życiu.

R. - Które z grup wiernych, działających w parafii Księdza, są najbardziej dynamiczne?
Ks.
- Bardzo silne są Legion Maryi i Spotkania Małżonków z Chrystusem. Jest to bardzo prężny ruch małżonków, działający już w wielu parafiach. Ja zapoczątkowałem go w 2 parafiach, oczywiście przy pomocy innych ludzi. Na początku zawsze jest trudno, ale później oni sami kontynuują działalność i czynią to z wielka odpowiedzialnością.
Nie jest możliwa praca w parafii bez uwzględnienia współpracy ludzi świeckich. Jeżeli jeden ksiądz przypada przeciętnie na 10.000 wiernych, to ile można zrobić?
Ludzie angażują się chętnie, czują się odpowiedzialni za to co robią. Jest bardzo wiele grup świeckich w każdej parafii, np. katechizację prowadzą ludzie świeccy. My z kolei prowadzimy szkołę, która przygotowuje ludzi świeckich do pracy katechetycznej lub prowadzenia różnych grup.
Mamy 3-letnią szkołę, zorganizowaną przez diecezję na Bento Ribeiro, na terenie naszej parafii św. Elżbiety. Mogą się tam uczyć ci, którzy mają ukończoną szkołę średnią. Mają zajęcia 3 razy w tygodniu, wieczorem, od 19.30 - 22.00. Nie jest łatwo uczyć się po całym dniu pracy.
Dla tych, którzy ukończyli tylko szkołę podstawową, zorganizowana została szkoła „Światło i Życie”. Jest to dwuletni kurs formacyjny z zakresu teologii, żeby ci ludzie też mogli, w miarę swoich możliwości, zaangażować się w pracę ewangeliczną.

W każdej parafii działa przygotowanie do bierzmowania, prowadzone przez grupę osób, przeszkolonych i odpowiedzialnych. Ksiądz prowadzi tylko niektóre katechezy. Wiele tematów jest przygotowywanych w formie, dawanego przez kogoś, świadectwa.
W ramach ruchu małżeństw są też organizowane spotkania dla dzieci i dla małżeństw. Są spotkania w kościele, ale też różne imprezy, by zdobyć fundusze na następne rekolekcje. Są też ruchy: Żywego Różańca, Apostolstwa Modlitwy, Legion Maryi, ekipy Matki Bożej. W ramach działalności społecznej jest też grupa charytatywna, Wincentyni, działająca w różnych formach.

W jednej z parafii istniała nawet grupa, która była odpowiedzialna za obiad księdza w sobotę i niedzielę. Grupa ta powstała, gdyż miałem bardzo wiele zaproszeń, po 2 - 3 na 1 dzień. Oni zajęli się tym i ustalali terminy z zapraszającymi. Jak później policzyłem, w ciągu 10 lat zjadłem obiad w ok. 900 domach. To była taka „sobotnio - niedzielna kolęda”. Tylko w te dni można było spotkać się i spokojnie porozmawiać.
Przez lata prowadziłem też katechizację w szkole, spotkania i rekolekcje młodzieży w różnych formach w różnych grupach wiekowych.

R. - Czy w Brazylii jest kolęda?
Ks.
- Nie ma, gdyż Boże Narodzenie przypada w środku wakacji. Wtedy wszyscy wyjeżdżają, bo jest to okres największych upałów. W ramach przygotowania do Bożego Narodzenia zamiast rorat obywa się tu specjalna nowenna w domach wiernych. Gromadzą się po 4 - 5 rodzin, wspólnie modlą się i śpiewają, czytają teksty biblijne oraz przygotowują jakąś konkretną akcję. W jednej z takich grup, którą tworzyli ludzie średniozamożni, zaproszono do udziału służących, pracujących w ich domach. W ostatnim dniu, jako gest konkretnej pomocy, wręczono im torbę z żywnością na święta. Kiedy służący to dostali, jeden z nich powiedział w imieniu obdarowanych, że połowę zawartości torby przekażą komuś spośród sąsiadów, kto nic nie otrzymał. To był bardzo piękny i wzruszający gest, taka pomoc tym, którzy są w jeszcze trudniejszej sytuacji.

Miałem też osobistą satysfakcję - nowenna, którą przygotowałem na Boże Narodzenie w 1996 r., została przyjęta potem jako nowenna całej archidiecezji Rio de Janeiro z aprobatą kardynała i biskupów. Udało mi się w tej nowennie przemycić coś z klimatu polskiej wigilii. Oczywiście, opracowałem ją, dostosowując do mentalności i rzeczywistości brazylijskiej. Ludzie, którzy odprawili tę nowennę byli bardzo zadowoleni, że można tak przeżywać Boże Narodzenie. Jednego dnia wszyscy odmawiali koronkę do Miłosierdzia Bożego. Był też jeden dzień, gdy mówiliśmy o św. Wincentym Pallottim i apostolstwie. Nowenna została wydana w 60.000 egz., które błyskawicznie się rozeszły. Pewnie i drugie tyle znalazłoby nabywców.
Tak więc tysiące, a może i setki tysięcy ludzi uczestniczyło w takich spotkaniach przygotowanych przeze mnie, gdyż z jednej książeczki korzysta zwykle grupa osób.

R.- A jak obchodzone jest Boże Narodzenie?
Ks.
- Jest to święto liturgiczne, przygotowywane tak jak u nas, tzn. sam dzień Bożego Narodzenia jest uroczysty, wszyscy idą do kościoła. Msza św. pasterska nazywa się „Mszą koguta”. Jest też o północy, ale w wielu kościołach odbywa się wcześniej, gdyż Brazylijczycy maja taki zwyczaj, że do wieczerzy wigilijnej zasiadają dopiero po Mszy. W sam dzień Bożego Narodzenia na Mszach jest trochę mniej ludzi niż w zwykłą niedzielę. Nie ma drugiego dnia świąt. Boże Narodzenie jest bardziej ukierunkowane na przeżycie go w gronie rodzinnym. Mniej może w warunkach religijnych, przeżycia spotkania z Bogiem, ale jeśli się dobrze zorganizuje, wtedy bardzo wielu ludzi przychodzi do kościoła. Jak już wspominałem, dużym wysiłkiem Kościoła jest nowenna przygotowująca do Bożego Narodzenia. Przy tej okazji wielu ludzi poznaje się wzajemnie i wtedy wiele można przekazać.

Miałem taki przypadek, że jedna rodzina katolicka, mieszkająca w 20-piętrowym bloku, zachęciła kilku swoich sąsiadów, a w następnych latach spotykały się prawie wszystkie rodziny. Nie było możliwe, przy takiej liczbie uczestników, by spotkania odbywały się w mieszkaniu, toteż przeniesiono je na piętro bloku, przeznaczone na przyjęcia. Również tam dzieci zorganizowały jasełka.

W ostatnich latach modne jest ozdabianie domów kolorowymi lampkami. Takie dekoracje można oglądać już od połowy listopada, bo Brazylijczycy zaraz po Dniu Zadusznym ozdabiają domy na Boże Narodzenie. Od początku adwentu chcą już mieć szopkę. Z kolei zdejmują wszystko zaraz po 25 grudnia, bo już przeszło święto Bożego Narodzenia. Taka jest ich mentalność.
Oczywiście w liturgii wszystko odbywa się tak jak u nas.

R. - Czy mentalność Brazylijczyków ułatwia lub utrudnia pracę duszpasterską?
Ks.
- Oni są bardzo uczuciowi, dlatego jeśli pracuje się z zapałem i serdecznością , włącza się dużo ludzi. Trzeba ciągle wymyślać coś nowego, żeby dać im nowy motyw do zaangażowania, np. trwają rekolekcje i przez 2-3 niedziele wszyscy są w kościele. Potem minie kilka tygodni i wielu już nie ma. To nie znaczy, że oni nie przeżyli spotkania z Bogiem, ale minął moment emocjonalny. Licznie wezmą udział, gdy znowu coś zostanie zorganizowane. Z jednej strony jest to ułatwienie, bo łatwo ich ściągnąć do kościoła, a z drugiej - utrudnienie, gdyż brak im wytrwałości, by uczestniczyć w stałych zajęciach kościoła.

R. - Czy dużym problemem są sekty i kulty afrobrazylijskie?
Ks.
- Kulty afrobrazylijskie są to kulty animistyczne - ich wyznawcy boją się duchów i aby te im nie szkodziły, składają im ofiary. Mają nawet swoje centra, gdzie mogą się wspólnie modlić, tańczyć i śpiewać. Często przeradza się to w grupy satanistyczne, bo kim może być zły duch? Nieraz prowadzi to nawet do opętania i trzeba przeprowadzać egzorcyzmy.
Natomiast sekty są otwarte bardziej na Ewangelię, ale prowadzą do walki z kultami afrobrazylijskimi i z Kościołem katolickim. Twierdzą, że Kościół katolicki nie ewangelizuje właściwie i tylko oni potrafią zrobić to odpowiednio. Mają w tym swój interes materialny, bo wśród nich jednym z podstawowych przykazań jest płacenie dziesięciny. Niektóre sekty, które potrafią zgromadzić tysiące ludzi, obiecując im natychmiastowe rozwiązanie wszystkich problemów życiowych: jeśli ufasz Panu Bogu, to daj ofiarę, najwyższą na jaką cię stać, a Bóg z pewnością to wynagrodzi. Jeśli jesteś chory, to Bóg cię uzdrowi, tylko musisz zawierzyć i zaufać. Ufność sprowadza się zaś do tego ile dasz - jeśli dasz wszystko co masz, to znaczy, że naprawdę ufasz i wtedy może zostaniesz uzdrowiony. Jeżeli nie zostałeś uzdrowiony, to znaczy, że twoja wiara jest niewystarczająca. Tak można, powierzchownie, streścić filozofię sekt. Przywódcy sekt nastawiają też swoich zwolenników przeciwko Kościołowi, zaufaniu do Matki Bożej, kultowi świętych. Atakują też Papieża.

R. - Czy na terenie, który Ksiądz obejmuje swoja działalnoscią duszpasterską funkcjonują sekty?
Ks.
- Sekty istnieją wszędzie. Na terenie parafii można spotkać 20 - 30 różnych sekt. Są bardzo rozpowszechnione.

R. - A jak obchodzona jest Wielkanoc w Brazylii?
Ks.
- Podobnie jak w Polsce. Z tym, że w związku z nastawieniem emocjonalnym Brazylijczycy przeżywają w sposób szczególny mękę i śmierć Chrystusa. W Wielki Piątek jest najwięcej ludzi na drodze krzyżowej i na nabożeństwie, misteriach i na pogrzebie Pana Jezusa. W niedzielę wielkanocną jest ich mniej, tak, że czasami żartobliwie mówi się: „No tak, pochowali Pana Jezusa i już nie muszą cały rok przychodzić. Nie wiedzą, że zmartwychwstał, bo nie wszyscy przyszli.”
Ale tak naprawdę przeżywają bardzo głęboko, a nawet z płaczem, szczególnie samo misterium paschalne, które organizujemy w kościele. W parafii, gdzie było mało praktykujących, gdy wprowadziłem rozbudowaną liturgię Wielkiego Piątku, przychodziło dużo ludzi, którzy przeżywali ją głęboko.

R. - Co w Brazylii zrobiło na Księdzu największe wrażenie?
Ks.
- Pozytywne - zaangażowanie Brazylijczyków, ich serdeczność, otwartość, bardzo otwarte przyjęcie księdza, którego traktują jak bohatera, bo się nauczył ich języka, uważanego przez nich za najtrudniejszy na świecie. Ta serdeczność stwarza wiele wspaniałych sytuacji przy okazji rekolekcji czy innych spotkań. Ich zaangażowanie, śpiewy z gestami i tańcem podczas Mszy św. - są  momentami bardzo radosnymi.

Mnie osobiście najbardziej cieszy wzrost powołań, to że są ludzie z dużego miasta, którzy decydują się na życie zakonne, na kapłaństwo, niektórzy nawet po ukończeniu wyższych studiów.
Negatywnie - brak wytrwałości, związany z wielką uczuciowością. Najbardziej zaskoczyły mnie fakty opętania, tak, że nawet trzeba było prosić biskupa o zgodę na przeprowadzenie egzorcyzmów. Było wiele takich sytuacji, w które bym nie uwierzył, gdybym nie był ich świadkiem.

R. - Czy praca w Brazylii jest jeszcze pracą misyjną czy też bardziej parafialną?
Ks.
- Formalnie biorąc, Brazylia nie jest krajem misyjnym, gdyż Kościół tam jest zorganizowany i prawie wszyscy uważają się za katolików. Jeżeli praca misyjna jest doprowadzeniem do pierwszego spotkania z Chrystusem, pierwszą ewangelizacją, to wtedy nie będziemy tam mieć pracy misyjnej. Wyjątkiem są plemiona indiańskie, żyjące w głębi dżungli amazońskiej.
Praca tam będzie zawsze pracą misyjną, bo ja np. jestem Polakiem wysłanym przez Kościół polski do pracy w innym kraju. W ten sposób można uważać, że jest się posłanym do pracy. W tej chwili nasz ksiądz Antonio uważa się za misjonarza brazylijskiego, posłanego do pracy w Portugalii. Gdyby powiedzieć o tym Portugalczykom, to chyba odesłaliby go pierwszym samolotem do Brazylii.
W tym znaczeniu możemy mówić o misji. O misji jako ewangelizacji pierwotnej, raczej nie możemy mówić.

R. - Czyli jest to raczej reewangelizacja niz ewangelizacja?
Ks.
- Tak. Brazylia jest ogromnym krajem, liczącym ok. 160 mln mieszkańców i 15 tys. księży. Polska ma ok. 38 mln mieszkańców i 25 tys. księży. W Brazylii na jednego księdza przypada powyżej 10 tys. ludzi. Stąd to ogromne zapotrzebowanie na księży. Są diecezje, że biskup ma kilka parafii bez księdza i nie wie jak podołać pracy duszpasterskiej. Zawsze będzie potrzebna praca polskich misjonarzy. Jeżeli ktoś nie może znaleźć pracy w Polsce i ciągle narzeka, że nie ma gdzie pracować, niech przyjedzie do Brazylii - oczywiście po święceniach kapłańskich. Tu nigdy nie braknie pracy. Dla sióstr zakonnych również.

R. - Czy misjonarze świeccy też znaleźliby pracę?
Ks.
- Trudniej, ponieważ w każdej wspólnocie jest bardzo aktywne uczestnictwo ludzi świeckich. Nie można im odbierać pracy.
Świecki misjonarz mógłby się wiele nauczyć od Brazylijczyków i wtedy mógłby wrócić do Polski i tu uczyć ludzi świeckich działań ewangelicznych w parafii.
Kiedy w Brazylii przyjeżdżam do kaplicy filialnej, tam już wszystko jest przygotowane do Mszy św.: śpiewy, czytania, komentarze liturgiczne, które w Polsce są rzadkością. Ministrowie Eucharystii, po odpowiednim przygotowaniu, udzielają Komunii św. Zadaniem księdza jest tylko odprawienie Mszy św. i spowiedź. O nic się nie musi troszczyć, bo wszystkim zajmuje się wspólnota.

R. - Czyli Ksiądz może skoncentrować się na pracy duszpasterskiej?
Ks.
- Tak. Oczywiście, jeśli ksiądz chce, może wszystko zrobić sam, ale wtedy nauczy ludzi, że nie odpowiadają za nic i zostanie sam. Katechizację też prowadzą świeccy. Zadaniem księdza jest koordynacja tych wszystkich prac. Jest tyle klas, grup, że ksiądz nie dałby rady. Ksiądz koordynuje pracę i zachęca innych.

R. - Jako Delegat czy mógłby Ksiądz powiedzieć z jakimi trudnościami spotykają się pallotyni na swoich placówkach?
Ks.
- Te parafie, które przejmowaliśmy były zaniedbane. W tej chwili wszystkie są odnowione, wszystkie mają nowe zabudowania, domy parafialne odnowione, za wyjątkiem parafii, którą przejęliśmy na początku czerwca ubiegłego roku.
Każda wspólnota ma inne trudności. Ogólną, nas wszystkich jest stworzenie warunków do wychowania kapłanów miejscowych. Dlatego staraliśmy się o przygotowanie ludzi do tej pracy, przygotowanie domu, gdzie klerycy mogliby zamieszkać, przygotowanie nowicjatu. Musimy wybudować seminarium dla kleryków, gdyż nasz dom centralny nie jest przystosowany, by być domem seminaryjnym. Nie mamy trudności, gdyż chodzi o kontakt z ludźmi. Panuje duże zrozumienie. Zwykle gdziekolwiek są nasi księża, ludzie piszą listy, żeby ich tam koniecznie zostawić na stałe, np. ks. Stanisław Krajewski, chociaż ma pewne trudności z opa-nowaniem języka, wspaniale nawiązuje kontakt z ludźmi.

R. - Wygląda na to, że wszyscy nasi pallotyni znaleźli swoje miejsce. Czy był taki przypadek, że ktoś nie odnalazł się w miejscu, gdzie go przydzielono?
Ks.
- Nie mamy takich sytuacji. Do Polski powrócił nasz założyciel, ks. Jędraszek, ale nie wiem dlaczego, gdyż było to przed moim przyjazdem. Wyjechał też ks. Homa, ale to ze względów zdrowotnych. Potem był w Portugalii, wrócił do kraju i tu zmarł podczas operacji serca.

R. - Ilu jest aktualnie polskich pallotynów w Brazylii?
Ks.
- 24 księży, w tym 2 Brazylijczyków oraz w seminarium, nowicjacie i postulacie 17 kleryków, razem 41 osób.

R. - W świadomości większości Polaków funkcjonuje, że karnawał w Brazylii to jest takie absolutne święto całego kraju i wtedy nic się nie dzieje, a wszyscy świętują. Zaskakujące jest to, że spore grupy potrafią się wyłączyć i zaangażować w coś zdecydowanie innego.
Ks.
- Podczas karnawału są organizowane rekolekcje na stadionie. Codziennie uczestniczy w nich 20 tys. ludzi, a na rekolekcje zamknięte pozajmowane są wszystkie miejsca. To jest zbyt wielkie uproszczenie mówić, że Rio de Janeiro to tylko karnawał. Karnawał to jest czas przed Wielkim Postem, a niektórym się wydaje, że to jest przez cały rok. Oczywiście są grupy, szkoły samby, które przygotowują swój program, żeby zdobyć jak najwięcej punktów, żeby zająć jak najlepsze miejsce. I wtedy się cieszą, że ktoś jest mistrzem karnawału, ale to są tylko pewne grupy. Ponieważ jest to dobrze zorganizowane i pięknie wygląda, nadaje później ton i tak się wyrabia opinię dla całego miasta. Oczywiście, że w tych dniach nikt nie pracuje, nie uczy się. Można więc wykorzystać okazję, żeby robić coś innego. Wiele osób wyjeżdża, żeby odpocząć, wiele bierze udział w rekolekcjach. W ubiegłym roku była z nami pani, która występowała kiedyś w czołowej roli w jednej ze szkół samby. Teraz, jak mówi, karnawał dla niej to karnawał Jezusa. Podczas rekolekcji zawsze jest „karnawał Jezusa”. Przede wszystkim ich zachowanie, gesty, podanie sobie rąk na „Ojcze nasz” - wtedy wszyscy obecni w kościele podają sobie ręce - żywiołowe śpiewy, znak pokoju, który trwa czasem nawet 10 min. Biegają wtedy po całym kościele, żeby go sobie przekazać. Trzeba też uważać, bo czasem jest przy tym zbyt wiele intymności, zwłaszcza między narzeczonymi.

Innym elementem jest sam sposób prowadzenia Mszy św., który musi być bardziej otwarty, serdeczny i uczuciowy. Przekazywanie wiary odbywa się przez przeżycie, świadectwa, które są bardzo liczne, komentarze, które oni sami prowadzą, modlitwy wiernych, które często sami przygotowują. Grupy śpiewacze, których jest nieraz aż za dużo, spierają się o możliwość wystąpienia. Ciekawe jest jak wnoszą Ewangelię przed czytaniem, z tańcem liturgicznym. Jest to swego rodzaju balet. Jeżeli uda się dobrze połączyć balet i wiarę, takie wyrażenie kultu przez taniec jest bardzo piękne.

R.- Co Ksiądz mógłby powiedzieć Czytelnikom, aby lepiej mogli zrozumieć Waszą pracę?
Ks.
- Liczymy przede wszystkim na pomoc duchową. Jestem przekonany o tym, że bardzo pomaga nam modlitwa w intencji misji. Ja często odczuwam namacalnie, że to co robię nie jest tylko moją działalnością, nie tylko ode mnie zależy, ale też od pomocy duchowej i modlitwy innych ludzi. Później dostaje się czasami list, w którym np. pisze sparaliżowana kobieta: dzisiaj w nocy wstałam do toalety, ale upadłam i nie miałam siły się podnieść. Bardzo zmarzłam, ale pomyślałam, że Pan Jezus tak bardzo cierpiał na krzyżu, wtedy modliłam się cały czas aż do rana, ofiarowując cierpienie w intencji waszej pracy misyjnej i już nie czułam, że cierpiałam, że marzłam. Rano mnie znaleźli i położyli do łóżka.

Tego typu świadectwa czy listy są wielką pomocą duchową w naszej pracy. Jeśli ktoś z młodzieży chciałby się poświęcić pracy misyjnej w kapłaństwie czy życiu zakonnym, to na pewno nie zabraknie dla niego pracy. Niech ma odwagę zaufać Chrystusowi i zmierzać z nim przez całe życie. Po wielu latach pracy mogę powiedzieć, że nigdy się nie zawiodłem.

Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjecia Zdzisław Sowiński, archiwum