Strona główna arrow Nr 75 (2/2016) arrow Po prostu misjonarz ...
Po prostu misjonarz ... Drukuj Poleć znajomemu
PO PROSTU MISJONARZ…

ks. Bartłomiej Pałys SACJedenaście lat temu, pewnego dnia przejeżdżałem przez Tenango del Aire. Zdecydowałem się wstąpić do sanktuarium Miłosierdzia Bożego, aby pomodlić się i podziękować za otrzymane łaski. W wejściu kościoła stał ks. Piotr Gabryś, pozdrowiłem go i poszedłem dalej. Kiedy wychodziłem z kościoła, ks. Piotr wciąż tam stał, spojrzał na mnie i zapytał, po co przyszedłem. Odpowiedziałem: „Żeby podziękować”. Wtedy on zapytał po raz drugi: „I nic więcej?”. „Wydaje się księdzu, że to mało...? Wszyscy przychodzą, aby prosić, a ja przyszedłem, aby podziękować” – odpowiedziałem. Ksiądz się uśmiechnąłŚwięto Miłosierdzia Bożego i stwierdził: „Ma pan rację...”. W jednej chwili ks. Piotr poprosił mnie, abym poczekał, a on sam odszedł. Kiedy wrócił, w rękach trzymał przepiękny obraz Jezusa Miłosiernego i powiedział, że jest dla mnie. Otuliłem obrazek i pocałowałem. Wyraziłem także obawę, że ten obraz jest pewnie przeznaczony dla kogoś innego i że nie chciałbym sprawić żadnego kłopotu. Ksiądz odpowiedział mi w swoim specyficznym tonie: „Tak, jest dla pana!”. Warto zaznaczyć, że pierwszy raz widziałem tego księdza. Nie jestem z Tenango del Aire, nie znałem też tego wizerunku, ale mimo wszystko Bóg miłosiernie w tym dniu nas wybrał... (Fragment świadectwa Mario Sancheza z La Extraordinaria Aventura de la Divina Misericordia.)

    Ten fragment świadectwa pana Mario oddaje pewną rzeczywistość misjonarza, który wychodzi na spotkanie człowieka i chce go obdarować czymś nowym, aby zainteresować go i przybliżyć do Boga. W tym miejscu warto zauważyć codzienną i zwykłą drogę, jaką podąża każdy, kto chce być misjonarzem. W Meksyku, w Tenango del Aire, od ponad 400 lat trwa ewangelizacja, najpierw przez przybyłych tu misjonarzy franciszkanów, potem dominikanów, następnie księży diecezjalnych i od 1998 roku pallotynów.
    Nasze stowarzyszenie przybyło na zaproszenie ks. bp. Jose Maria, który chciał tu stworzyć sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Na początku nie było to miejsce przyjazne do zamieszkania ani szerzenia kultu. Jako pierwsi przybyli tu księża: Esteban, Adan i Tadeo (pozwólcie, że wymienię imiona misjonarzy tak jak ich nazwali w Meksyku) i starali się organizować życie duszpasterskie parafii i sanktuarium. Odrestaurowali upadający budynek starego klasztoru, następnie uporządkowali teren. Z ich inicjatywy zebrano i pochowano godnie szczątki ludzkie, które, jak sądzę, były pozostałością po długich walkach rewolucyjnych w obrębie murów i budynków kościelnych, służących niegdyś jako koszary.
    Następni pallotyni, księża Pedro i Ricardo, po kilkunastu miesiącach pobytu na placówkach z księżmi z Meksyku, kiedy poznali już lepiej język i tutejszą tradycję, zaczęli rozwijać kult Bożego Miłosierdzia. Do tej pory, tak jak i we wcześniej cytowanym świadectwie, wielu wspomina ten czas, kiedy po raz pierwszy z ust pracujących tu księży mogli usłyszeć o Jezusie Miłosiernym i Jego przekazie spisanym w Dzienniczku św. siostry Faustyny Kowalskiej. W tym kontekście warto zadać pytanie: czy bycie misjonarzem to raczej zawód czy powołanie?
    Z pomocą przychodzi nam Pismo Święte, Magisterium Kościoła i świadectwa wiary ludzi. Moja misjonarska posługa rozpoczęła się w 2004 roku. Zostałem oddelegowany do parafii w Nezahualcoyotl, gdzie przebywałem prawie trzy i pół roku z ks. Ricardo. Tam, prawie jak niemowlę, zacząłem od poznawania języka, kultury i liturgii w Kościele meksykańskim. Był to czas wychodzenia z niepewnym hiszpańskim do ludzi, grup parafialnych czy do głoszenia „nieuczesanych” w poprawnej wymowie kazań. Jak mówił już wcześniej wspomniany ks. Piotr: „Największym problemem nie jest język, ale zrozumienie mentalności tutejszej ludności”. Kultura i historia tych ludzi jest zupełnie różna od polskiej. Pewne sprawy są trudne do pojęcia dla obcokrajowca. Powiem szczerze, że bez próby zaakceptowania ich tradycji i zachowań byłoby trudno pokochać tę misję.
    Potem przyleciał, już świętej pamięci, ks. Grzegorz Szmit zwany tu Gregorio o Goyo, który długi czas piastował w Tenango del Aire urząd proboszcza, rektora wspólnoty i kustosza diecezjalnego sanktuarium. Starał się wykończyć i odnowić pomieszczenia klasztoru, który w wielu miejscach wymagał wciąż ręki dobrego gospodarza. Upiększył teren przykościelny i przy nawale pracy parafialnej nie zaniedbywał rozwoju kultu Bożego Miłosierdzia. Następnie dołączył do nas brat Michał, który po szybkim kursie języka hiszpańskiego zaangażował się w tworzenie grupy ministranckiej, pomocy liturgicznej w życiu parafialnym związanym z sanktuarium.
    W obecnej chwili w meksykańskiej misji pallotyńskiej pracują księża Casimiro i Yaro. Starają się bardzo o rozwój kultu Bożego Miłosierdzia, posługują w licznych pracach duszpasterskich. Wiemy, że 11 stycznia br. dwóch pierwszych pallotynów wyleciało z Polski, aby otworzyć nową misję na Kubie. Prawnie są dołączeni do naszej wspólnoty w Meksyku. W drugiej połowie tego roku, mamy nadzieję, że powitamy, wyczekiwanego z  utęsknieniem, nowego pallotyna, który ma dołączyć do nas w Tenango del Aire. Bogu dziękujemy za nowe powołania misyjne, bardzo potrzebne dla licznych Meksykanów. Dla tych, którzy poszukują wiary i zbawienia przez głoszenie Bożego Miłosierdzia, poprzez żywe uczestnictwo w sakramencie Eucharystii i spowiedzi oraz świadectwo głęboko wierzących ludzi.
Br. Michał i ks. Bartłomiej

    W tej krótkiej historii pallotynów w Meksyku przedstawiłem misjonarzy, którzy oddają siebie i wszystkie swoje siły ludziom, do których zostali posłani. Mimo że niektórzy musieli stąd wyjechać z powodu zdrowia czy innych problemów, to pamięć o nich jest tu bardzo żywa. Ludzie pamiętają ich oddanie, miłość i wiarę.
    Myślę, że misjonarz w swoim powołaniu musi być dyspozycyjny praktycznie przez cały czas dla Boga i ludzi w Kościele lokalnym, z całą jego kolorową tradycją i kulturą. Potrzebuje zrozumieć i opanować pewne stałe reguły, w moim przypadku meksykańskie, które pomagają w dochodzeniu do świętości.

Ks. Bartłomiej Pałys SAC
foto: © br. Michał Szczygioł SAC