Strona główna arrow Nr 74 (1/2016) arrow Miłosierdzie Boże warto odkrywać
Miłosierdzie Boże warto odkrywać Drukuj Poleć znajomemu
MILOSIERDZIE BOŻE WARTO ODKRYWAĆ
Z ks. Eugeniuszem Ejsmontem SAC rozmawia redakcja „Horyzontów Misyjnych”

    W jubileuszowym numerze „Horyzontów Misyjnych” przedstawił Ksiądz historię Księży Pallotynów na Białorusi, teraz proszę opowiedzieć o sobie.
    Pochodzę z Woronowa, które nie jest dużym miastem, ale stąd pochodzi najwięcej kapłanów pallotyńskich z Białorusi. Nie boję się powiedzieć, że nie jest też miastem katolickim. W latach 70. XX wieku zabytkowy drewniany kościół, zbudowany tam bez użycia gwoździ, został zniszczony. Przez długie lata nie było żadnego kościoła ani księdza. Ludzie, aby uczestniczyć w niedzielnej Eucharystii, musieli udawać się do miejscowości oddalonych od Woronowa kilkadziesiąt kilometrów, np. do Wilna, Salecznik na Litwie. Do 1992 roku nie było zamkniętej granicy, a panujący wtedy ustrój polityczny propagował ateizm. W latach 90. przyjechali do nas Księża Pallotyni z Polski. Pierwszymi byli: Marian Kopeć, Bogdan Rudnicki, Jacek Jakubczyk (†), Włodzimierz Mozolewski, Andrzej Marzec, Józef Lisiak, Wacław Sutkowski. Obecnie pracuje tam ks. Andrzej Witek. Wtedy na miejscu, gdzie znajdował się sklep, powstała kaplica. Wykupiono plac i z czasem wybudowano kościół pod wezwaniem Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza. Z budową kościoła jest związanych mnóstwo ważnych spraw. Przez wiele lat ludzie czekali na księdza, na Mszę św., sakramenty. Zbierali się razem w pobliskich kościołach i kaplicach, w świąteczne dni czy uroczystości, kładli ornaty na ołtarzach… Gdy dochodzili w modlitwach do momentu konsekracji, to zaczynali płakać, bo nie było z nimi księdza. Po długich latach nastąpiła „wiosna”.  Ludzie zaczęli modlić się o nowe powołania. Myślę, że z tym zaangażowaniem, modlitwą, można wiązać tak wiele powołań. Ludzie wiedzieli, czego nie mieli, co stracili nie ze swojej winy, ale po prostu zostało im to zabrane. Ludzie, którzy tak długo czekali na kapłana, nadal każdego dnia modlą się o powołania. Obecnie w diecezji grodzieńskiej nie brakuje powołań, jest też dużo zakonników.
    Spotkał Ksiądz wielu kapłanów w parafii, którzy pomogli w rozeznaniu powołania? Dlaczego wybrał Ksiądz pallotynów?
    Osobiście spotkałem ks. Wacława Sutkowskiego, który pracował jako pierwszy, był zaangażowany w budowę kościoła. Przez wspólne wyjazdy, rekolekcje, wieczernik prowadzony przez Siostry Pallotynki, poznałem osobę św. Wincentego Pallottiego i dzieło, które założył. Przełomowym momentem w moim życiu były święcenia pierwszych pallotynów pochodzących z Białorusi. Kiedy zobaczyłem tych, których spotykałem na podwórku, teraz kapłanów, to było dla mnie duże przeżycie. Przykład innych, młodych, którzy jako pierwsi otrzymali święcenia, odegrał dużą rolę w moim rozeznaniu powołania. Dlaczego pallotyni? Innych nie znałem… W trzeciej klasie gimnazjum wyjechałem na parafiadę i tam po raz pierwszy zobaczyłem księży w innych sutannach, habitach, których wcześniej nie spotkałem. Zawsze myślałem o pallotynach jak o „swoich”, inni byli nieznani, mogę powiedzieć „obcy”.

    Pracuje Ksiądz w diecezji witebskiej, w Mińsku. Jak ludzie, których Ksiądz na swojej drodze spotyka, odczytują i głoszą orędzie Miłosierdzia Bożego?
    To jest temat, który nie jest jeszcze u nas powszechnie głoszony. Wiara, która zachowała się u ludzi, o którą musieli walczyć, nie oczekuje wielkich rozważań teologicznych czy filozoficznych. Oni wiedzą, że Bóg jest i to im wystarczy. Nikt im nie wmówi, że Boga nie ma, a Jego miłosierdzie nie istnieje. Jako pallotyni zdecydowaliśmy się w ubiegłym roku, że pierwszym krokiem w rozpowszechnianiu kultu Miłosierdzia Bożego będzie wydawanie czasopisma „Apostoł Miłosierdzia Bożego”. Zapragnęliśmy, aby przez słowo drukowane utwierdzać ludzi w wierze, głosić miłosierdzie, którego każdy może doświadczyć i się nim dzielić z innymi. Powoli, małymi krokami wchodzimy w tematykę miłosierdzia. Jesteśmy na początku drogi, dla niektórych jest to nowe pojęcie, chociaż w wielu domach można znaleźć obrazy Jezusa Miłosiernego czy Serca Jezusowego. Jest to tradycja wyniesiona przez wielu jeszcze z Polski. Bez tych obrazów trudno wyobrazić sobie dom na Białorusi, czy to katolicki, czy prawosławny. Miłosierdzie Boże warto odkrywać każdego dnia w sobie i innych ludziach. To jest dar, który każdy z nas ma i w zwykłym, prostym geście może dać drugiemu. Kiedy rano możemy się obudzić, chwalić Boga w kolejnym dniu, dzielić się swoimi talentami, to jest przejaw miłosierdzia. Możemy przebaczyć, kochać. Gdyby nie było miłosierdzia, to czy ktoś byłby w stanie powiedzieć: przepraszam, przebaczam, kocham…? Bóg w swoim wielkim miłosierdziu daje nam tę łaskę każdego dnia. Jeśli wytrwale i uczciwie wykonuję swoje obowiązki, pracę, wypełniam uczynki chrześcijańskiej miłości, to głoszę Miłosierdzie Boże. „Apostoł Miłosierdzia Bożego” powstaje u nas, aby każdy, czytając, mógł poznać i zaświadczyć o miłosierdziu. Za motto obraliśmy słowa: Miłosierdzie Boże na wieki wychwalać będę. Przypomina mi się opowiadanie, w którym Jezus Ukrzyżowany mówi do każdego z nas: „Nie mam swoich rąk i nie mam nóg… Ty daj mi swoje ręce i nogi!”.

    Czy na Białorusi znana jest Koronka do Miłosierdzia Bożego?
    Tak, wierni często modlą się prywatnie w domach, ale w kościele też odmawiamy Koronkę. W Mińsku Księża Michalici budują sanktuarium pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego, co jest nowością. Włączamy się w to dzieło. Na zaproszenie ojców, 4 października 2015 roku, miałem okazję w kazaniach przybliżyć wiernym orędzie Miłosierdzia Bożego. Wiem, że ludzie tego potrzebują.

    Czy poznał Ksiądz już kogoś, kto doświadczył miłosierdzia i chciał złożyć świadectwo, podzielić się swoją wiarą?
    Jest dużo osób, które mocno doświadczyły Bożej obecności w swoim życiu. Są ludzie, których wiara osłabła, zeszła na dalszy plan, choć nie byli niewierzący. Często byli do tego zmuszeni, bo władza państwowa walczyła z katolikami. Młodzi ludzie, którzy wychowali się w takich rodzinach, później doświadczają trudnych sytuacji, problemów i odkrywają, że można to wszystko ofiarować Bogu, który wspiera i pomaga. W ich życiu dokonuje się nawrócenie. Bywa, że nawrócony człowiek potrafi zawstydzić swoją wiarą praktykującego katolika. Każdy z nas dotyka miłosierdzia w sakramencie pokuty. Spotkałem człowieka, kiedyś mocno zaangażowanego politycznie, który po 60 latach doświadczył spowiedzi. Usłyszał, że wszystkie jego grzechy zostały wybaczone! Jego reakcja była niesamowita. Płakał jak dziecko. Tak trudno było mu w to uwierzyć… Człowiek, który nie liczył się z prawem Bożym, moralnym, po wielu latach takiego życia, pod natchnieniem przyszedł do spowiedzi i tak wiele mu darowano. Pamiętam spowiedź, która trwała półtorej godziny, a penitent przyszedł z kartką. Kiedy udzielałem rozgrzeszenia, poprosił mnie: „Może ksiądz powtórzyć?”. Wypowiedziałem formułę rozgrzeszenia jeszcze raz. Widziałem, jak doświadczenie Bożego Miłosierdzia odmieniło w tej chwili jego życie. Widziałem radość na twarzy tego człowieka. To było dla mnie głębokim przeżyciem, że ten, który wcześniej nie chciał przebaczać, kiedy sam otrzymał przebaczenie, tak po prostu zmienia swoje życie w jednym momencie. Zdarza mi się go czasem spotkać, jest dla mnie takim rachunkiem sumienia.

    Czy Miłosierdzie Boże dotknęło Księdza osobiście równie mocno?
    Kiedy byłem w nowicjacie w Ząbkowicach Śląskich, zdarzyło się, że spadłem z wysokiego drzewa. Uderzyłem głową o ziemię i nie mogłem się poruszyć. Byli przy mnie współbracia, którzy widzieli moje bezwładne ciało. Wtedy w głębi serca usłyszałem słowa: „Czy wierzysz?”. Powiedziałem: „Wierzę”, i wstałem. Czułem, że Bóg mi pokazał, że w Jego mocy jest moje zdrowie czy choroba, ale jest też potrzebna moja wiara i zaufanie.

    Piękne zakończenie i świadectwo. Dziękuję za rozmowę.

foto: © ks. Denis Krywanosow SAC