Strona główna arrow Nr 73 (4/2015) arrow Moja Ziemia Święta
Moja Ziemia Święta Drukuj Poleć znajomemu
MOJA ZIEMIA ŚWIĘTA

    ,,Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać? Pan obroną mojego życia: przed kim mam się trwożyć?”. Zaczynam tym cytatem, ponieważ kiedykolwiek wyruszam sama w dalekie podróże, wszyscy moi znajomi podnoszą lament: „Gdzie ty się pakujesz? Tam trąd, a tam ebola, a w Izraelu teraz niebezpiecznie”. Byłam już raz w Ziemi Świętej wiele lat temu i też było niebezpiecznie, była strzelanina na ulicach, wszędzie wojsko, szczęśliwie nic się nikomu nie stało, mimo to byłam zauroczona tym krajem. Kiedy mnie pytają, jaki kraj mi się najbardziej podoba, odpowiadam: Izrael i Polska.
    Nie planowałam w tym roku wyjazdu do Ziemi Świętej, ponieważ niewiele czasu upłynęło, jak wróciłam do domu po długich podróżach (Rwanda,Tanzania, Indie), a tu przychodzi propozycja wyjazdu do Ziemi Świętej z Sekretariatu ds. Misji Księży Pallotynów, z Duszpasterstwem Pielgrzymkowym Księży Pallotynów „Apostolos”. Oczywiście skorzystałam, bo jak nie teraz to kiedy? Pomyślałam, że będzie to moja Droga Krzyżowa i poniekąd taka była z powodu upałów i obfitości programu.
    Byłam na wielu pielgrzymkach z pallotynami, zawsze były świetnie zorganizowane. Ta była jedyna w swoim rodzaju, ponieważ przekrój wiekowy uczestników był duży, najmłodszy miał 5 lat, najstarsza Pani Wiesia 77 lat i ja rok młodsza. Pani Wiesia, która wspiera pallotyńskie misje, była bardzo chora. Mieszkałyśmy razem w pokoju. Widziałam, jak jest szczęśliwa, że mogła uczestniczyć w tej pielgrzymce, wszyscy ją wspierali. To było budujące! Było kilka rodzin, a wszyscy razem czuliśmy się jak jedna wielka Rodzina.
Zauroczyły mnie dwie uroczystości: odnowienie ślubów małżeńskich w Kanie Galilejskiej i odnowienie Sakramentu Chrztu nad Jordanem. Bolało mnie jednak to, że tuż przy Jordanie było zaminowane pole, a między Palestyną a Izraelem powstał wielki mur!

 

    Nie sposób nie wspomnieć o naszej przewodniczce Magdalenie Bamberskiej, zawsze uśmiechniętej, zafascynowanej Ziemią Świętą, która przekazywała nam swoją dużą wiedzę z wielkim wdziękiem i zaangażowaniem. Żałowałam, że nie mam dyktafonu, żeby ją nagrać, bo niestety pamięć mam już ulotną. Do hotelu wracaliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi, mieliśmy siły na pogaduszki i spotkania w sali konferencyjnej, żeby się lepiej poznać, podyskutować. Mieliśmy też spotkanie z polskim misjonarzem, który pracuje w parafii dla chrześcijan, nawróconych z judaizmu. Opowiadał o swojej pracy, która nie jest łatwa w tamtych realiach. Nad całością dyskretnie czuwał nasz ksiądz opiekun, wicesekretarz ds. Misji, Radosław Herka SAC. Ubogacał nas swoim dobrym słowem i głębokimi, a zarazem bardzo strawnymi homiliami. My, pielgrzymi, raczej nie przysparzaliśmy problemów.
    Dla mnie ta pielgrzymka była ucztą duchową, poczułam, że stąpam po śladach Rodziny z Nazaretu i Apostołów. Na koniec, cytując naszą przewodniczkę Magdę: „tu się chce wracać”.

Kazimiera Jodziewicz
foto: Archiwum Redakcji