Strona główna arrow Nr 73 (4/2015) arrow Oni są Kościołem, a my im pomagamy
Oni są Kościołem, a my im pomagamy Drukuj Poleć znajomemu
ONI SĄ KOŚCIOŁEM, A MY IM POMAGAMY
Z ks. Markiem Karnym SAC, misjonarzem w parafii Św. Rocha w Rio de Janeiro w Brazylii, rozmawia Jolanta Fidura

    Księże Marku, gratulujemy i składamy serdeczne życzenia wszelkich łask, Bożej opieki na dalsze lata posługi kapłańskiej i misjonarskiej.
    Dziękuję bardzo. Tak się składa, że w tym roku razem ze współbraćmi przeżywam i cieszę się jubileuszem. Minęło nam 25 lat kapłaństwa. Jest to dla mnie czas zmian. Od 2 lutego br., jestem w nowej parafii. Przeszedłem z Niteroi, z parafii Matki Bożej Fatimskiej, do parafii św. Rocha w Rio de Janeiro. Z powodu czasu urlopowego i jubileuszu przyleciałem do Polski i jeszcze nie wszedłem dobrze w nową parafię. Jeśli chodzi o poprzednią, w Niteroi, byłem tam w sumie 13 lat (ostatnie 10 lat jako proboszcz). Poznałem tych ludzi „od podszewki”, ich sprawy, wszystkie dobre strony. Udało nam się stworzyć wspólnotę. Jest tam bardzo duża parafia z kościołem głównym i punktami dojazdowymi. Niektóre z nich mogą być niezależne. Tak pewnie będzie w przyszłości. W najbliższym czasie ksiądz biskup ustanowi nowe parafie, bo taka jest potrzeba. Nie mamy więcej współbraci, żeby świadczyć pomoc duszpasterską w pełnym wymiarze. Jest nas za mało! Teraz pracuje tam Brazylijczyk, neoprezbiter, ks. Saul i ks. Krzysztof Sopicki SAC. Przez te wszystkie lata, kiedy tam byłem, był też jeden Brazylijczyk. Ludzie mieli możliwość wyboru kapłana np. do spowiedzi czy kierownictwa duchowego. Jako misjonarze z Polski mamy inne doświadczenia, inną formację i dzięki temu wnosimy związane z tym bogactwo. Z doświadczenia życiowego wypływa nasze szersze patrzenie na wiele spraw. Dlatego staramy się, aby nasi współbracia Brazylijczycy, po skończonych studiach, mieli możliwość dalszego kształcenia, w Brazylii czy w Europie. Oczywiście, nie wszyscy są do tego przygotowani, bo to wymaga od człowieka pewnych talentów intelektualnych i pracy, ale staramy się wychować godnych następców. W ciągu ostatnich kilku lat, nikt z Polski do nas nie dołączył. Mamy kilku młodszych Brazylijczyków. W nich jest nasza jedyna nadzieja!
 
    Takie wspólne bycie z Brazylijczykami, wspólnota i Was też ubogaca. Czy jest możliwe przeniesienie form duszpasterstwa z polskiego Kościoła na tamte warunki?
    Wydaje mi się, że to zależy od współbrata, jego osobistego doświadczenia misjonarskiego. Są pomysły, które można przenieść, aby ubogacić tamtejszy Kościół czy życie wspólnotowe. Sądzę jednak, że takim polskim księdzem w stu procentach tam być się nie da. Zresztą, nie ma takiej potrzeby. My też musimy dużo uczyć się od samych Brazylijczyków. Oni są bardziej spontaniczni, otwarci, może też i „żyją chwilą”, czasem brakuje im zorganizowania i konsekwencji. Jako misjonarze z Polski mamy chyba więcej doświadczenia w planowaniu, trwaniu na posterunku, kiedy przychodzą trudności. W Polsce można było zauważyć (zaraz po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II), jak wielu ludzi pod wpływem chwili manifestowało swoją wiarę. Minęło kilka lat i ludzi zainteresowanych kontynuacją, pogłębianiem swojej wiary jest mniej. W Kościele są sytuacje, możliwości głębokiego trwania poprzez np. Światowe Dni Młodzieży czy inne formy. Papież Franciszek, w Rio de Janeiro, zostawił piękne przesłanie, zwłaszcza młodemu Kościołowi, jak żyć po chrześcijańsku w dzisiejszym świecie. Tak wiele się wydarzyło! To trzeba utrwalać i pogłębiać!

Kościół św. Rocha w Rio de Janeiro
    Czy już planujecie przybycie na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa?
    Obecnie, w mojej parafii, jest już działająca grupa osób, żyjących duchem ŚDM. Wśród nich jest mężczyzna, który swoją żonę poznał właśnie w czasie ŚDM. Dzisiaj jest już ojcem, ale ciągle przychodzi na wszystkie spotkania grupy. Niektórzy planują przylecieć do Krakowa. Prosili mnie o pomoc w nauce podstawowych słów po polsku. Zaproponowali mi, abym ich uczył. Z mojej parafii będzie spora grupa młodych ludzi.

    Czego młodzież oczekuje po tych spotkaniach z Ojcem Świętym?
    Uczestniczyłem w jednym z pierwszych spotkań z Janem Pawłem II, w Częstochowie czy w Rio. Młodzi, bardzo mocno przeżyli odwiedziny symboli ŚDM, czyli Ikony Matki Bożej i Krzyża. W naszej parafii był przygotowany program czuwania, z modlitwami, rozważaniami, śpiewem. Choć było to w dzień roboczy przyszło sporo ludzi. Dla wielu jest to namacalny znak, który nam Jan Paweł II zostawił, który mówi o jedności i powszechności Kościoła, wszystkich, którzy mają wiarę i chcą spotkać Boga. Mimo różnicy wieku, języka, ludzie łączą się. Światowe Dni Młodzieży są dla wszystkich ludzi, którzy czują się młodo. Teraz moja nowa parafia znajduje się w bliskiej odległości od sanktuarium, które jest miejscem pielgrzymek. Parafia ma swoje struktury, swoje tradycje, które powoli poznaję. Przed wyjazdem zaprosiliśmy na spotkanie wszystkich zaangażowanych w dzieła parafialne. W czerwcu zaczęliśmy kurs formacyjny dla wszystkich, którzy chcą się zaangażować w pomoc i opiekę nad innymi. Chcemy pokazać, jak towarzyszyć w chorobie, opiekować się, rozmawiać z ludźmi. Ci ludzie chodzą po domach, szpitalach, odwiedzają samotnych, którzy czekają na ich cotygodniową wizytę. Jest to dla nich bardzo ważne spotkanie. Chcemy, aby takich wolontariuszy było jak najwięcej. Jest to specjalne powołanie, bliższa więź z Bogiem, Kościołem. Teraz ta wspólnota w Rio przekształca się w grupę katechumenalną.

    Jakie są nowe wyzwania?
    W związku z Rokiem Miłosierdzia, może warto zwrócić uwagę na sam sakrament pokuty, przygotowanie do tego sakramentu, przeżywanego w łączności z Eucharystią. Ważne jest uczestniczenie z parafianami w tej przestrzeni miłosierdzia. Wielu jest ochrzczonych, ale stoją obok Kościoła. Papież Franciszek mówi, że Kościół musi być dzisiaj otwarty. Ciekawą formą, wyzwaniem jest np. Różaniec Rodzin, gdzie kilka osób wspólnie modli się w domu, a dopiero potem, w większych grupach, są spotkania w Kościele: modlitwa, Eucharystia, różaniec, bycie razem.
   
    Czy w  Kościele brazylijskim wiele osób świeckich pomaga księżom?
    To oni są Kościołem, a my im pomagamy. W Polsce mamy przeświadczenie, że bez księdza nic się nie może odbyć, a kapłan jest przewodnikiem, pasterzem, ale owieczka sama się pasie! Wszystkim nam potrzebna jest modlitwa, za którą dziękuję i proszę.

    Dziękuję za rozmowę.

foto: © ks. Artur Karbowy SAC