Strona główna arrow Nr 72 (3/2015) arrow PANIE, CO MAM CZYNIĆ?
PANIE, CO MAM CZYNIĆ? Drukuj Poleć znajomemu
„Nauczycielu, co mam dobrego czynić, aby otrzymać życie wieczne?” (Mt 19,16)

    Dobrze pamiętam, jak klęcząc przed Najświętszym Sakramentem, po raz pierwszy w swoim życiu zapytałem Jezusa: „Panie, co mam czynić?”.  Któż mógł pomyśleć, że pewien młody człowiek, który w takim stopniu był zaangażowany w muzykę , iż o Bogu pamiętał w najlepszym przypadku w niedzielę, będzie klęczał przed Nim i pytał o swoją przyszłość.
    Nazywam się Maksym Bołądź. Mam 26 lat. Chciałbym opowiedzieć Państwu krótką historię o moim nawróceniu i powołaniu. Wszystko się zaczęło dwa lata temu po obejrzeniu filmu „Pasja” (reż. Mel Gibson). Gdy już szły napisy końcowe, nagle klęknąłem przed obrazem Jezusa i zacząłem się modlić. Od tego momentu moje życie przekręciło się o 360 stopni. Pamiętam pierwsze miesiące po nawróceniu. To był szczególny czas modlitwy i radości, a zarazem poszukiwania odpowiedniego środowiska.
 
    Będąc zarejestrowanym w słynnej rosyjskiej sieci społecznościowej, odnalazłem grupę młodzieżową, która gromadziła się na spotkaniach prowadzonych przez Księży Pallotynów w kościele św. Szymona i św. Heleny w Mińsku. Te spotkania prowadził ks. Aleh Hryharovich SAC. Pewnego dnia zadzwoniłem do niego z prośbą o rozmowę. Chciałem zapytać o możliwe przyczyny tak szybkiej zmiany życiowych priorytetów, ponieważ muzyka już mnie tak bardzo nie interesowała. W czasie prywatnej rozmowy ksiądz powiedział, że Bóg, być może, w taki sposób woła mnie do czegoś wyjątkowego, a mianowicie, do kapłaństwa. Te słowa nie wywołały we mnie żadnych emocji, rozmyślań, po prostu puściłem je mimo uszu. Jednak tak mi się tylko wydawało. Myśli o kapłaństwie weszły we mnie i zapuściły korzenie. Za trzy miesiące wstąpiłem do katechetycznego college’u w Baranowiczach, a za pół roku zacząłem służyć przy Ołtarzu.
    Ważną rolę w powzięciu decyzji co do swojej przyszłości odegrały rekolekcje w grodzieńskim seminarium i późniejsze rozmowy z księżmi. Mimo, że Pan Bóg dawał sporo znaków, dotyczących wyboru drogi kapłaństwa, jeszcze przez jakiś czas nie mogłem zdecydować się zrobić kroku w tym kierunku. Szukałem sensu, po co to wszystko, ponieważ miałem perspektywiczną pracę, wygodne mieszkanie itp. Jednak gdzieś w sercu stale brzmiał głos: „Nie bój się, spróbuj!”.Myślałem tak:  jeżeli Bóg postawił na mej drodze właśnie tego człowieka, tego księdza, akurat z tego Stowarzyszenia, to wnioski nasuwają się same przez się.
    Będąc jeszcze na Białorusi, w domu, odnalazłem w Internecie krótki życiorys św. Wincentego Pallottiego i pobieżnie go przeczytałem. Znalazłem wspólne ze mną cechy charakteru i pomyślałem sobie, że na początek wystarczy. Pozostawało tylko zadzwonić do księdza i poinformować go o podjętej decyzji. Trzeba było zrobić krok naprzód i ja go zrobiłem. Mniej więcej wiedziałem, co mnie będzie czekało w Częstochowie, ale oprócz wątpliwości, dotyczących powołania,  miałem kilka innych obaw: czy potrafię się zaadaptować, czy dam radę z obcym językiem? Mimo, że język polski i białoruski w jakimś stopniu są podobne, ale nie jest on „na tyle łatwy”, jak mi to mówili niektórzy przyjaciele.
    Mieszkam w Polsce pięć miesięcy i chcę zaznaczyć, że większość obaw, dotyczących pobytu w Polsce, się nie potwierdziła. Szybko  się zaadaptowałem i powoli daję sobie radę z językiem. Jednak to nie jest najważniejsze!
    Wszystkie moje wysiłki nie miałyby sensu, gdybym nie uświadomił sobie po co to wszystko robię ?! Jaki mam cel? Odpowiedź brzmi jasno i konkretnie: dla nieskończonej chwały Bożej, dla zniszczenia grzechu i zbawienia dusz. Tak jak tego chciał Pallotti.
    Obecny czas jest wspaniałym czasem, aby nauczyć się konkretności i stanowczości. Chociaż to jest tylko postulat i do niczego nie zobowiązuje, moim zdaniem, najlepiej już teraz wyrobić sobie konkretne postawy życiowe. Wiem, że Pan Bóg oczekuje ode mnie stanowczości i roztropności. Nic nie narzuca, lecz proponuje. Na różne sposoby pokazuje mi najlepszą drogę. Cóż mam jeszcze powiedzieć? Wszystko dopiero się zaczyna, dlatego cała naprzód!

    Przede wszystkim chcę podziękować Panu Bogu za to, że stale czuwa nade mną, wspiera i pomaga w trudnych chwilach. Składam również najserdeczniejsze podziękowania swoim rodzicom i przyjaciołom, którzy ze zrozumieniem odnieśli się do mojego wyboru i starają się wspierać modlitewne. Jestem bardzo wdzięczny Księżom i Braciom Pallotynom, którzy opiekują się mną i w szczególny sposób przyczyniają się do kształtowania mojej osobowości. Proszę o modlitwę, abym dobrze odczytał znaki Pana Boga i mógł zrealizować Jego plany.

Maksym Bołądź, postulant

foto: © archiwum