Strona główna arrow Brazylia arrow JEŚLI PAN BÓG JEST Z NAMI, KTÓŻ PRZECIWKO NAM?
JEŚLI PAN BÓG JEST Z NAMI, KTÓŻ PRZECIWKO NAM? Drukuj Poleć znajomemu
    Świat idzie do przodu i nasze życie zmienia się. Znane powiedzenie mówi, że życie zaczyna się po czterdziestce, ale moje zaczęło się po pięćdziesiątce. Moje nowe życie. Zmieniłem parafię. Na prośbę przełożonego objąłem parafię św. Angelo w Novo Airão, należącą również do diecezji Manaus. Gloria, jaką zastałem, po 16 latach, stała się parafią zupełnie inną niż kiedyś. Powód jest bardzo prosty: warunki ekonomiczne, socjalne, rozwój gospodarczy miasta – wszystko to wpłynęło również na moją parafię. Zaczęły być realizowane, od lat zapowiadane, projekty  rozwoju i zagospodarowania dzielnicy. Zniknęła moja dawna favela. Nie ma już żadnego domu na palach, które Czytelnicy oglądali na zdjęciach. Ponad 3500 moich parafian przeniosło się na inne tereny.
 
    Nie ma już mojego przedszkola, nie ma dzieci. Dwa budynki, które parafia miała na tej faveli zostały wyburzone i parafia otrzymała dość pokaźną rekompensatę. Ludzie albo otrzymali pieniądze za swoje domki i przenieśli się do innych dzielnic, albo przenieśli się do budynków, które państwo wybudowało w pobliżu naszej parafii. Są to budynki mieszkalne na 700 osób, zapewniające godne warunki dla ludzi. Rzecz jasna, dzieci poszły za rodzicami. Osiedle to należy do parafii św. Rajmunda.
    Praca charytatywna, jaka kiedyś była przez nas prowadzona, już nie ma racji bytu, ponieważ większa część obecnej Glorii to ludzie, którzy mają   pracę. W większości należą do klasy średniej. Zaczyna się podnosić status ludzi. Ziemia ma wyższą cenę, mieszkania kosztują 300 procent więcej.Obecnie wszystko jest poprawione, zmodernizowane. Ksiądz, który po mnie nastąpił, pierwszy Brazylijczyk, może lepiej zająć się pracą duszpasterską, chociażby dlatego, że mnie wiele czasu pochłaniała działalność socjalna.
    Parafia posiada dwa centra: Centrum św. Faustyny oraz Centrum Jezusa Miłosiernego. Nazwy te nadali parafianie. Swoją działalność kontynuują grupy modlitewne i parafialne. Bywam od czasu do czasu w Manaus na zebraniach kleru, więc mam kontakt z byłymi parafianami.
    Bóg dał mi nowe wyzwanie. Zaczęła się praca w Novo Airão. Jestem teraz proboszczem parafii, która liczy 14 – 15 tys. osób mieszkających na obszarze równym 1/10 Polski, zgromadzonych w 41 wspólnotach nad Rio Negro i 4 w Novo Airão. Ks. Józef, który jest tu od 1973r., powtarza mi z właściwym sobie uśmiechem: „Stasiu, byłeś na najmniejszej parafii, a teraz jesteś na największej. Miałeś jeden kościół, a teraz masz 41. To ciesz się!”. Rzeczywiście, pod tym względem mogę powiedzieć, że jestem najbogatszym proboszczem. Obrobienie tego wszystkiego, doprowadzenie do należytego stanu wymaga ogromnie dużo pracy. Przy tym trzeba zaznaczyć, że nikt z nas nie zaczyna od nowa - to jest kontynuacja. W wypadku Novo Airão pracy ks. Józka Maślanki, który jest tu już od 42 lat; ks. Zbyszka Dobka, który był przez 6 lat; ks. Jasia Sopickiego, zawsze mile tu wspominanego, który pracował tu 5 lat; ks. Artura Karbowego, będącego tu 3 lata, ks. Marcelo, pierwszego Brazylijczyka tutaj, który był przede mną proboszczem przez 3 lata i kontynuuje ze mną pracę. A teraz przyszła kolej na mnie. Nie jestem żadnym odkrywcą i nie chcę wprowadzać nic nowego. Zamierzam kontynuować tę pracę, zwłaszcza w sferze duchowej – żeby tylko zdrowie dopisało, to reszta, z Bożą pomocą, pójdzie. Barka jest ta sama, ale została przez parafian bardzo niefortunnie pomalowana w barwy brazylijskie – nie wyszło za szczególnie. By dobrze kontynuować naszą działalność, potrzebne są bardzo szybko 2 kaplice. Jeśli na terenie, który przydzieliło państwo nie  postawi się kaplicy w ciągu 2 lat, zostanie zabrany. Mamy dwa takie tereny w dzielnicach odległych od kościoła parafialnego o 3 km. To jest dużo dla ludzi, którzy musieliby iść w skwarze. Kończy się termin, by tam coś postawić. Tym to istotniejsze, że wokół naszych terenów już powstało mnóstwo „kościółków” sekt. A jak ludzie nie mają kościoła katolickiego, pójdą do innych, bo świadomość religijna jest niewielka. Wystarcza im, że na swój sposób się pomodlą. Toteż priorytetem czysto materialnym jest postawienie kaplicy, która mogłaby „pozbierać” ludzi w danej dzielnicy. Nawet jakby to miał być tylko szałas, ale żeby państwo nie mogło tego odebrać. Tutaj każdy teren musi być ogrodzony, bo zawsze znajdą się intruzi i wejdą. Prowizoryczne ogrodzenie już zrobiłem. Kościół parafialny i kościół filialny Jezusa Miłosiernego wymagają remontu dachów. Ten drugi postawił ks. Zbyszek, ale Centrum Miłosierdzia to już dzieło ks. Jana. On też wypromował Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Ta wspólnota, nawet w porównaniu ze wspólnotami w mieście, jest bardzo prężna, twórcza. Tu przez kilka lat mieszkały siostry zakonne, ale zakończyły swój projekt i  opuściły Novo Airão. Właśnie w ich byłym domu zamieszkałem.
    Ponieważ jestem tu dopiero 3 miesiące, byłem dopiero na jednym wyjeździe w busz. Byliśmy w 2 wspólnotach na rzece: dużej, która miała być bardzo dynamiczna i małej. Płynęliśmy na 19 marca, święto patronalne dużej wspólnoty – był tam nawet kościół pod wezwaniem św. Józefa. Przyjeżdżam – totalna pustka. Ludzie zajęci przygotowaniem festy, ale nie kościelnej – tylko picie i tańce. W końcu przyszedł czas Mszy św. – odprawiliśmy ją w całkowicie pustym kościele. Jak się jedzie do interioru zabiera się katechistów, którzy trochę ewangelizują, pomagają księżom. Tam nie mieli co robić. Moje zaskoczenie było wielkie – było tak, jakby mnie tam wcale nie oczekiwali. Ksiądz był im potrzebny do „pokropienia”, przyłożenia pieczątki, że to św. Józefa. Ale co to wszystko miało wspólnego ze św. Józefem? Miało być 5 chrztów – nikt się nie zjawił.
    Ale Pan Bóg jest taki, że zawsze wyrównuje, żeby jednak dać motywację do działania. Pojechaliśmy do drugiej wspólnoty, gdzie była właściwie jedna rodzina. To było jakieś 5 godzin dalej. Miejsce nie miało nawet nazwy. Przyjechaliśmy, a tam wszędzie czyściutko. Chałupa drewniana na zboczu. Klepisko, ale wszystko wysprzątane. Ludzie czekają na nas z obiadem. Nawet specjalnie pojechali, żeby kupić sztuczne ognie i jak widzieli naszą barkę, cała rodzina czekała w komplecie, wszystkich bliskich zawołali. Generalnie tamtejsze wspólnoty to jedna rodzina lub klan. To mnie bardzo podbudowało. Potem była Msza św., wspólne spotkanie – tu wszyscy byli zainteresowani.
    Ewangelizacja nie jest taka prosta – nam się wydaje, że musimy jechać, bo na nas czekają, a tymczasem… Ks. Tadeusz Korbecki mówił: „Tam nikt na ciebie nie czeka, ale jak cię poznają, wtedy jak będziesz wracał z urlopu, będą na ciebie czekać.” Zawsze mam w głowie słowa św. Łukasza: „sługami nieużytecznymi jesteśmy”. Co możemy zrobić, to zróbmy; resztę zostawmy w rękach Bożych – na dobre wyjdzie. Jak będziemy działać w myśl zasady „czego to ja nie zrobię”, może być klapa.
    Chciałbym kiedyś zostawić Novo Airão tak jak zostawiłem Glorię – w rozkwicie. Że parafia jest po 50 latach w rozkwicie też o czymś świadczy, świadczy o misjonarzu, że może parafię zostawić dla tubylców, którzy nie muszą się stale oglądać na obcokrajowców. Czyli jest jakiś tam rozwój kościoła lokalnego Poza tym ja byłem pierwszym proboszczem na Glorii w pełni utrzymywanym przez parafian. Mało tego, tam się wiele rozbudowywało. Myślę, że Novo Airão też będzie miało ładny kościół, wspólnoty.

Ks. Stanisław Krajewski SAC

foto: © ks. Artur Karbowy SAC
 
SMS misje