Strona główna arrow Papua Nowa Gwinea arrow Młodzi o Sangumie
Młodzi o Sangumie Drukuj Poleć znajomemu
    Na przestrzeni wieków ludzie zawsze w coś lub w kogoś wierzyli. Chcąc się dowiedzieć jakie jest „podłoże religijne” wiary naszych uczniów postanowiłem zadać im na katechezie pytanie: w co wierzysz? Rozdałem karteczki i, licząc na szczerość wypowiedzi, poprosiłem, aby napisali anonimowo w co wierzą. Wiele osób napisało bardzo poprawnie, tzn. tak jak można było oczekiwać od osób uczestniczących w katechezach lub prawie poprawnie: wierzę w Boga, Jezusa, Ducha Świętego, Aniołów, Matkę Bożą, Świętych, Pismo Święte, Krzyż święty, Kościół Katolicki, Sakramenty św., różaniec itp.
Haustambaran

    Zaledwie kilka osób miało odwagę napisać, w co naprawdę wierzą. Wymienili między innymi:
Sangumę - ducha, ducha masalai (straszydło), zmarłych, truciznę, tambaran (duch zmarłych przodków). To dało impuls do kolejnego pytania. Dlaczego ty i twoi przodkowie wierzyli/ wierzą w ducha - sangumę. Tak jak poprzednio odpowiedzi były pisane anonimowo. Tutaj byli bardziej „wylewni”.
    Przodkowie wierzyli w sangumę niewidzialnego ducha, który czyni zło. Powodem tego było mówienie przez czarowników, iż sanguma zabija ludzi. Gdy człowiek umiera, co przecież jest naturalnym procesem biologicznym, według ich wiary - ktoś za tym stoi. Czyli jakiś człowiek „zrobił sangumę” – odprawił jakieś czary, wysłał złego ducha do kogoś, rzucił zły urok i ten zmarł.
Sanguma powoduje, że ludzie zaczynają chorować. Sanguma ma taką samą moc jak Bóg. Wszyscy boją się sangumy. Od małego dziecka są straszeni sangumą. Sanguma (w tym wypadku człowiek) potrafi zrobić truciznę, która zabija ludzi.
Wiara w sangumę jest bardzo silna. Spotkałem się nawet z przypadkami, że osoby konsekrowane i duchowne  miejscowi wierzą w sangumę. Jak sami mówią, to jest silniejsze od nich: „Tak byliśmy przez pokolenia wychowywani”.
    Nie ma się co dziwić. Kościół w Papui jest bardzo młody. Ma zaledwie sto lat. Kiedy popatrzymy na nasz kraj, który ma ponad tysiąc lat chrześcijaństwa,  ludzie wierzą w karty tarota, czerwone kokardki, pechowego trzynastego w piątek itd., nasuwa się wniosek, że aż tak bardzo nie różnimy się od ludzi w Papui. Wiele osób wierzy w sangumę, bo są zastraszane przez inne osoby.
    Tak naprawdę, jak młodzież podchodzi do wiary w sangumę, tambaran, masalai,  dowiedzieć się można jedynie w rozmowie prywatnej – indywidualnej, gdyż jeden drugiego się boi. Tak od dziecka zostali wychowani.
Każdy z młodych przyznaje, że chciałby zapomnieć o sangumie, tambaranie itp., ale gdy są w swojej wiosce jest to niemożliwe. Kiedy ktoś umrze trzeba uczestniczyć w spotkaniu wioskowym, na którym szuka się przyczyny i winnego jego śmierci. Jeżeli nie będzie się obecnym na spotkaniu automatycznie staje się podejrzanym. Kiedy starsi lub rodzina zmarłego będą rozmawiać z czarownikiem to czarownik, niczym „chytry lis”, wypyta o wszystko i wskaże winnego, który nie uczestniczył w spotkaniu.
Wyrok jest tylko jeden. Śmierć!!! Strach przed tym, że mogą zostać posądzeni o sangumę powoduje, że młodzi uczestniczą w takich spotkaniach. Ciągły strach towarzyszy im niemal stale, warunkując ich postępowanie, ich wybory. Wielu zapewnia, że naprawdę wierzy w Boga, ale też w sangumę. Bardzo chcieliby zaprzestać praktyk pogańskich, ale strach nie pozwala. Trzeba dodać, że  w wioskach są ludzie różnych wyznań. I to chyba bardziej ich się boją, bo wielu z nich ma wiele do powiedzenia w wiosce.

Maski w Haustambaran

    Wielu ludzi wierzy też w cargo kalt – zmarłych, którzy przysyłają dobra dla ludzi na ziemi. Wierzą, że zmarli przysyłają dobra nam, białym. To, co posiadamy, nie jest efektem naszej ciężkiej pracy, ale darami od zmarłych. Dlatego wiele osób oddaje cześć zmarłym oczekując w zamian darów. Wiele jeszcze pracy trzeba wkładać w głoszenie Słowa Bożego i wyjaśnianie, że jeżeli ktoś umiera, to nie sanguma go zabiła, tylko zmarł, bo chorował lub był w podeszłym wieku, lub przyszedł jego czas.
    I naprawdę trudno niektórym wytłumaczyć, że jeśli mamy dobra tego świata to nie dlatego, że zmarli przysyłają nam dary z zaświatów, tylko efekty naszej ciężkiej pracy.  Potrzeba jeszcze dużo czasu, żeby ludzie, tak naprawdę, całym sercem i bez strachu wierzyli w Jedynego Boga Ojca. By prawdziwie potrafili oderwać się od wielowiekowej tradycji wiary przodków, a nie jest to łatwe i często powoduje sytuacje, które świetnie określa nasze polskie przysłowie: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”.
    Przed nami, pracownikami na niwie Pańskiej, wielka praca i dlatego potrzebujemy wsparcia duchowego, abyśmy wytrwali w głoszeniu Dobrej Nowiny.

Br. Janusz Namyślak SAC
foto: © autor
 
SMS misje