Strona główna arrow Nr 71 (2/2015) arrow O moich doświadczeniach związanych z Oazą Jezusa Miłosiernego
O moich doświadczeniach związanych z Oazą Jezusa Miłosiernego Drukuj Poleć znajomemu
Urodziłam się jako katoliczka, więc wiara w Boga była dla mnie czymś naturalnym. Bez większych zatem sprzeciwów prowadziłam życie religijne. Oczywiście miałam okresy zwątpienia i w rezultacie okresy bierności religijnej, ale nie wykazywałam większego nieposłuszeństwa czy poważniejszego kryzysu wiary (może dlatego, że i moja wiara nie była zbyt głęboka ...).

Prowadziłam życie religijne opierające się jedynie na płytkiej wiedzy, która ograniczała się do poznanego w szkole podstawowej katechizmu (podczas przygotowania się do Pierwszej Komunii Świętej i Bierzmowania). Żyłam bez żadnej dodatkowej działalności, biernie wykonując tylko najważniejsze obowiązki. Zużyłam mnóstwo energii, aby życiowe trudności rozwiązywać w sposób racjonalny, za pomocą argumentacji, zamiast powierzać je Bogu i Mu zaufać. Kiedy tak „dobiłam dna”, zaczęłam po trochu uświadamiać sobie, że własnymi siłami nic mi się nie uda osiągnąć i wtedy pomyślałam, że powinnam wrócić do Boga.

W ten oto sposób, mniej więcej na przełomie lutego i marca 2013 r., zapukałam do drzwi pallotyńskiej grupy młodzieżowej UPAL. Uczestniczyłam też...
... w rekolekcjach młodzieży jezuickiej, aby dowiedzieć się czegoś o Ćwiczeniach duchowych Ignacego Loyoli, do których zachęcał mnie mój kuzyn. Odbyłam spowiedź twarzą w twarz ze spowiednikiem, której już wcześniej doświadczyłam u Pallotynów. Byłam wielkim sceptykiem spowiedzi przeprowadzanych w bardzo formalny sposób, więc ta „nowa forma” okazała się dla mnie dużym pocieszeniem i pomocą. Dzięki rekolekcjom mój zapał, aby pójść do Pana stał się jeszcze większy. Uczyłam się, jak się modlić i spotkałam w sobie Jezusa. Wielka radość, która nadeszła i trudne do opisania doświadczenia sprawiły, że szłam dalej w kierunku Pana.

Jesienią 2014 r. w Bundag u Pallotynów odbywały się trzydniowe rekolekcje. Pierwszego dnia, podczas Adoracji w duchu Taize, rozważana była męka Jezusa. Nigdy wcześniej podczas modlitwy i rozważań męki Jezusa tak mocno nie doświadczyłem tego, jak wielkiemu cierpieniu został poddany Jezus za nas. Nigdy wcześniej też nie odczułem tego cierpienia fizycznie. Należałoby widzieć to cierpienie albo za pomocą obrazu w przekazie telewizyjnym, albo bezpośrednio, aby choć trochę móc wyobrazić sobie jego wielkość.

W tym dniu jednak, w kaplicy, spoglądając na Jezusa wiszącego na krzyżu w miejscu symbolizującym Golgotę, mogłam w końcu odczuć to cierpienie. Poczułam się tak winna, że dużo wysiłku kosztowało mnie samo patrzenie, a kiedy miałam pocałować stopy Jezusa, tak bardzo bolało mnie serce, że nie potrafiłam nic zrobić, jedynie spuścić głowę. Doświadczenie to wyryło się mocno w mojej pamięci. Dzięki niemu z pewnością bardziej rozumiem Jezusa i wierzę, że w ten sposób przybliżył mnie o krok do siebie.

Mam problem, który jątrzy się i gnije już od dłuższego czasu, a dla którego nie widać nadziei. Modliłam się żarliwie przez długi czas, ale bez skutku. Wiele już razy chciałam zrezygnować i poddać się. A mimo to, Jezus zesłał mi nadzieję i nie poddałam się. Ujrzałam tę nadzieję i choć cierpię, poznałam prawdziwy smak wdzięczności i szczęścia. Otrzymałam siły, by wytrzymać.

Każde takie doświadczenie dodaje mi sił i umacnia w nadziei. I mimo, że nadal jestem niedoskonała, ufam Jezusowi, który w swej miłości zawsze obdarza mnie samym dobrem, i szukam u Niego pomocy, by umieć odpowiedzieć na Jego wołanie. Przywołuję wówczas [wyżej opisane] doświadczenie i otrzymuję siły do dalszego działania.

Rita