Strona główna arrow Nr 71 (2/2015) arrow Wiara w Boga zaczyna się od powierzenia się Jemu
Wiara w Boga zaczyna się od powierzenia się Jemu Drukuj Poleć znajomemu
„Dzisiaj wieczorem w naszym kościele będzie dobry wykład. Koniecznie przyjdź posłuchać” - pewnego jesiennego dnia zadzwoniła do mnie siostra w wierze, którą bardzo lubię. Poszłam więc na spotkanie modlitewne do sąsiedniego kościoła. Był to dzień, w którym po raz pierwszy poznałam Jezusa Miłosiernego.

Kiedy weszłam do sali rozdawano rudawe książeczki z wizerunkiem Jezusa na okładce, którego jeszcze nie widziałam. W tym dniu wykład poświęcony był naszemu myśleniu o Bogu. Było to coś zupełnie nowego dla mnie. Osoba wykładająca z zaangażowaniem opowiadała o wizerunku Jezusa Miłosiernego i o Koronce do Bożego Miłosierdzia. Słuchając wykładu poczułam wyjątkowść Bożego Miłosierdzia i Jego miłości. Po powrocie do domu przeczytałam broszurkę o Koronce do Bożego Miłosierdzia, jaką w tym dniu otrzymałam i uświadomiłam sobie prostą prawdę, że wiara w Boga zaczyna się od powierzenia się Jemu. Postanowiłam więc...
... codziennie odmawiać tę modlitwę.

W tym czasie wysłałam syna do szkoły średniej w Kanadzie. Odmawiając Koronkę do Bożego Miłosierdzia powierzyłam Panu całą swoją troskę o syna. Prawie codziennie o 14:30 biegłam do pobliskiego kościoła, tak jak Jezus powiedział, i po odmówieniu Drogi Krzyżowej, przed tabernakulum o 15:00 odmawiałam Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Syn szczęśliwie... zakończył naukę w Kanadzie, choć nie było to łatwe. Dostał się też na jedną ze znanych amerykańskich uczelni. Dziękowałam z mężem Panu, że wysłuchał naszych modlitw pełnych troski.

Kontynuowałam odmawianie Koronki do Bożego Miłosierdzia. Opowiadałam też o tej modlitwie moim bliskim znajomym w Kościele.
27 sierpnia 2007 r. przed południem otrzymałam telefon od pewnej siostry w wierze, że mój ojciec miał zawał serca. Jakby całe niebo zawaliło się. Ogarnęło mnie poczucie winy w stosunku do ojca. Wsiadłam do taksówki i w drodze do szpitala chciałam odmawiać modlitwę różańcową, ale tego dnia nie potrafiłam, choć zazwyczaj nie mam z tą modlitwą problemów. Wtedy zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Kiedy dotarłam do szpitala, mąż czekał już w sali pogotowia ratunkowego.

Trzęsąc się cała, otworzyłam drzwi i zobaczyłam ojca z założoną maską tlenową, z trudem łapiącego powietrze oraz personel medyczny szybko uwijający się obok. W momencie uklękłam, chwyciłam ojca za rękę i płacząc, zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Gorąco pragnęłam, aby ojciec usłyszał moją modlitwę i aby modlił się razem ze mną. Poczułam, że ojcu zostało niewiele czasu. Pobiegłam więc w pośpiechu do szpitalnej kaplicy, aby prosić o sakrament namaszczenia chorych, ale nikogo na miejscu nie było. Płacząc przed tabernakulum odmawiałam Koronkę do Miłosierdzia Bożego, prosząc, aby Bóg pozwolił ojcu przyjąć sakrament przed odejściem. Pod koniec modlitwy do kaplicy wszedł ksiądz z siostrą zakonną. Choć ojciec był już wtedy nieświadomy, przyjął sakrament i odszedł. Zastanawiałam się później, czy w sali pogotowia ratunkowego ojciec rzeczywiście słyszał moją modlitwę? Czy otrzymał odkupienie, choć przyjął sakrament mając założoną maskę tlenową i będąc w stanie nieświadomości? Tego typu wątpliwości już zawsze pojawiały się w jakimś zakątku mojego wnętrza.

Kiedy w trosce o mojego męża chciałam modlić się za niego, na odwrocie świętego obrazka z Koronką do Miłosierdzia Bożego znalazłam informację o wspólnocie Pallotynów. Kiedy zobaczyłam wizerunek Jezusa Miłosiernego, uświadomiłam sobie, że Bóg już od dawna mnie prowadzi, a dzięki „Dzienniczkowi” św. Siostry Faustyny i poprzez wypowiadaną przeze mnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego przygotował również odkupienie dla mojego ojca.
Od tego momentu złączona jestem z Pallotynami.

Bibianna