62 Światowy Dzień Trędowatych Drukuj Poleć znajomemu
„Ogłosiłem Światowy Dzień Trędowatych aby uczulać, mobilizować, bulwersować opinię publiczną na rzecz tych biednych chorych, którzy mają pełny tytuł, byli traktowani jak ludzie!” Raoul Follereau 1954

W ostatnią niedzielę stycznia obchodzony jest, ustanowiony w 1954 roku przez sługę Bożego Raoula Follereau Światowy Dzień Trędowatych. Być może informacja o tym szczególnym dniu może u niejednego z nas wywołać zdziwienie. Jak to, w drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku, w dobie postępu w naukach medycznych i niesłychanego rozwoju cywilizacyjnego wracać do dawno już zapomnianych problemów, z jakimi przez stulecia borykała się ludzkość. Czy warto jeszcze przy tej okazji przypominać drastyczne opowieści o tych nieszczęśnikach, którzy przez całe stulecia traktowani byli gorzej niż przestępcy i niewolnicy? Czy warto jeszcze raz wracać do tych historii o ludziach mieszkających na przeklętych wyspach, lub na budzących zgrozę dzikich obozach okrutnej śmierci zagubionych na jałowej pustyni, albo jak bywało w średniowiecznej Europie, na obrzeżach miast i wiosek – jak najdalej od siedzib ludzkich. Bo trędowaci uważani byli za umarłych za życia i tak też byli traktowani.

Tegoroczny Światowy dzień Trędowatych na mocy decyzji prezydenta Międzynarodowej Unii Stowarzyszeń Follereau dedykowany jest zmarłemu kilka dni temu synowi duchowemu Raoula Follereau.ś. p. André Récipon. (Pogrzeb zmarłego kontynuatora wielkiego dzieła na rzecz trędowatych odbył się 21 stycznia w bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Paray le Moniale.)

Trąd to nie historia
Tymczasem trąd, to nie historia. To wciąż niesłychanie groźna choroba...
... występująca w najuboższych, zaniedbanych i zapomnianych przez tak zawany „cywilizowany świat” rejonach naszego globu, gdzie mimo rosnącej z roku na rok nadprodukcji żywności na świecie, ludzie nadal umierają z głodu. Umierają z powodu chorób, które w większości krajów nie stanowią dziś żadnego zagrożenia. Umierają dlatego, że nie potrafią sobie sami poradzić skazani na prymitywne sposoby uprawy często zupełnie jałowej roli. Umierają, bo nie mają dostępu do wody pitnej. Umierają, bo świat o nich zapomniał. I tylko od czasu, do czasu możemy przeczytać ze wzruszeniem opowieści o pracy misjonarzy, którzy nie tylko nie zapomnieli najbiedniejszych z biednych, ale postanowili z nimi dzielić los, niosąc im pomoc i Dobrą Nowinę o miłości Boga do człowieka. Każdego człowieka. A szczególnie tego, który został zapomniany i porzucony w trudnej sytuacji. To oni na wzór Dobrego samarytanina stają się dziś adwokatami tych, którzy nie liczą się w globalnej ekonomii. Nie mają żadnego znaczenia. Nie są, zdawać by się mogło, nikomu nie potrzebni.

Ustanowiony 62 lata temu w ramach wielkiego, niemalże globalnego projektu walki o godność każdego człowieka „stworzonego na obraz i podobieństwo Boże” Światowy Dzień Trędowatych miał być, według zamysłu Raoula Follereau okazją do przypomnienia o trwającym od stuleci dramacie ludzi chorych na najstraszniejszą chorobę, jaką zna ludzkość. Miał być także okazją do uświadomienia sobie, jak bardzo niebezpieczne są inne postacie trądu, którego również najchętniej nie zauważamy. Egoizm, bezbożność, relatywizm moralny i nikczemność, to zdaniem francuskiego humanisty także postacie trądu – tak samo podstępnego i zaraźliwego, jak ten wywołany przez bakterię Hansena.

Kiedy w latach czterdziestych ubiegłego stulecia Raoul Follereau razem z siostrą Eugenią, przełożoną zgromadzenia sióstr Matki Bożej od Apostołów rozpoczynał swoją zakrojoną na wielką skalę akcję pomocy ludziom chorym na trąd, zdawał sobie sprawę, że chodzi tu o miliony nieuleczalnie chorych, żyjących na krańcach świata. Ale wiedział też, że trędowaci, to ludzie tacy sami, jak my. Że są to ludzie zasługujący na szacunek i pomoc w cierpieniu. Jeśli jeszcze wówczas nie można ich było leczyć, to zawsze przecież można było ich pielęgnować i tworzyć im warunki do w miarę normalnego życia.

Wielka praca misjonarzy
Doskonale wiedzieli to od zawsze misjonarze katoliccy, którzy przez całe stulecia byli jedynymi ludźmi, którzy mieli odwagę nieść pomoc chorym na trąd – tak jak to czynił sam Jezus Chrystus. Wśród nich byli prawdziwi święci, którzy w zdeformowanych okrutną chorobą twarzach potrafili dostrzec twarz cierpiącego Chrystusa. Kanonizowany przez papieża Benedykta XVI w 2009 roku o. Damian z wyspy Molokai na Hawajach, beatyfikowany w 2002 roku przez Papieża Jana Pawła II o. Jan Beyzym – syn ziemi Wołyńskiej, która wydała tylu męczenników za wiarę, organizator wielkiej światowej kampanii na rzecz trędowatych sługa Boży Raoul Follereau, czy zmarła kilka miesięcy temu świecka misjonarka dr Wanda Błeńska – to tylko niektóre przykłady działalności Kościoła na rzecz trędowatych. To byli prawdziwi świadkowie cierpiącego Chrystusa na ziemi.
Światowy Dzień Trędowatych jest okazją do przypomnienia światu o cierpieniu ludzi dotkniętych zapomnianą już dziś chorobą, ale także o tych, którzy na co dzień niosą im pomoc. To także okazja do wsparcia ciężkiej pracy najodważniejszych misjonarzy pracujących wśród chorych, ubogich, odrzuconych przez rodziny i całe społeczeństwa. Wśród tych najodważniejszych misjonarzy są polskie misjonarki: siostra Noemi Świeboda ze zgromadzenia św. Józefa pracująca w szpitalu dla trędowatych w Kinsundi w Kongo Brazaville (Afryka), siostry Józefa Franke, Pauliona Megier i Oliwia Kwiecień ze zgromadzenia służebnic śląskich, które pracują w Centrum Rohan Chabot w Mokolo w Kamerunie, siostry Róża Gąsior ze zgromadzenia służebnic Ducha Świętego pracująca wśród trędowatych w Angoli, siostra Stefania Gembalczyk ze zgromadzenia sióstr franciszkanek szpitalnych pracująca w ośrodku dla trędowatych w Ramgarh w Indiach, siostra Marcela Stanisława Deptuła ze zgromadzenia misjonarek Św. Rodziny niosąca pomoc trędowatym w w Zambii oraz pani dr Helena Pyz pracująca w założonym przez o. Adama Wiśniewskiego SAC ośrodku Jeevodaya w Indiach. Obchodzony w ostatnia niedzielę stycznia Światowy Dzień Trędowatych, kiedy na całym świecie organizuje się w kościołach specjalne nabożeństwa oraz zbiórki pieniędzy na rzecz trędowatych jest doskonałą okazją do włączenia się w jedno z najpiękniejszych dzieł misjonarzy kościoła katolickiego.

Ich ciężka praca i bezgraniczne oddanie tym, których inni omijają z daleka zasługują na najwyższy szacunek. Ostatnia niedziela stycznia, kiedy w kościołach na całym świecie organizowane są specjalne nabożeństwa i zbiórki pieniędzy dla trędowatych jest okazją do modlitewnego i finansowego wsparcia misyjnych ośrodków związanych z pomocą ludziom chorym na trąd.

Trąd w 2014 roku

Trąd to przewleka choroba zakaźna atakująca skórę, mięśnie i system nerwowy. Przenosi się przez drogi oddechowe. Wbrew powszechnej opinii, trąd nie jest bardzo zaraźliwy, ale nie wykryty i nie leczony w porę powoduje paraliże, niegojące się, gnijące rany i trwałe okaleczenia. Ze względu na bardzo długi okres inkubacji, czyli czas między zarażeniem a pojawieniem się pierwszych objawów choroby, który trwać może kilka lat, walka z tą chorobą jest wyjątkowo trudna. Pierwszym symptomem trądu jest pojawienie się na skórze jednej lub kilka odbarwionych plam. Skóra w tym miejscu staje się nieczuła na ból. Skuteczna terapia oparta o specjalnie skomponowaną kombinację trzech antybiotyków trwa od 6 do 12 miesięcy – w zależności od stopnia zaawansowania choroby.
Wyleczenie z trądu nie chroni jednak przed często dramatycznymi skutkami, jakie wywołuje choroba – dlatego część chorych po wyleczeniu z trądu musi zostać poddana długotrwałej rehabilitacji, która pozwoliła by im na odzyskanie względnej sprawności. Oczywiście w przypadku, gdy choroba poczyniła już spustoszenia w organizmie, chory do końca życia pozostaje kaleką wymagającym stałej opieki.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat wyleczono blisko 16 milionów trędowatych. Niestety co czwarty z nich nie jest zdolny do samodzielnej egzystencji, pozostając do końca życia pod opieką specjalnych ośrodków. Mimo niekwestionowanego sukcesu w walce z trądem, choroba ta jest wciąż groźna i liczba nowych przypadków od kilku lat utrzymuje się na tym samym poziomie, a nawet w niektórych krajach wzrasta. Dzieje się to głównie dlatego, że niewątpliwy postęp w dziedzinie eliminacji najstarszej choroby ludzkości nastąpiła pewnego rodzaju demobilizacja służb odpowiedzialnych za stan zdrowia. Niektóre kraje za wcześnie ogłosiły całkowite wyeliminowanie choroby, która kilka lat później stała się na nowo poważnym problemem zdrowia publicznego. Nie bez znaczenia jest też destabilizacja polityczna wielu rejonów świata, gdzie misjonarze opiekujący się trędowatymi musieli opuścić prowadzone przez siebie placówki.

Z pewnością do całkowitego wyeliminowania trądu na świecie przyczynić by się mogło wyprodukowanie skutecznej szczepionki, ale jak dotąd technicznie jest to niemożliwe. Wbrew temu, co można sądzić po skutkach trądu bakteria Hansena jest wyjątkowo wrażliwa i trudna do hodowli w warunkach laboratoryjnych, to znaczy poza ludzkim organizmem.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia w 2013 roku odnotowano na świecie 215 656 nowych przypadków trądu. Najwięcej, bo aż 112 199 chorych z najcięższą i najbardziej zaraźliwą postacią trądu. 17 724 nowych chorych na trąd dzieci poniżej 15 roku życia. Według portalu światowych statystyk Planetoscop, każdego dnia na trąd zapadają 822 osoby.

Analizując aktualną sytuację, Międzynarodowa Unia Stowarzyszeń Raoula Follereau, która w kooperacji z Międzynarodową Federacją Organizacji do walki z Trądem ILEP aktualnie wspiera 171 programów w 23 krajach przyjęła na rok 2015 trzy priorytety:
• przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się trądu przez badania prewencyjne w środowiskach zagrożonych chorobą
• zapobiegać trwałemu kalectwu chorych poprzez rehabilitację
• wspierać badania naukowe dla zdobycia nowych, skuteczniejszych środków do walki z trądem

Kazimierz Szałata
za: follereau.org

 
http://www.horyzonty.misjesac.pl/help/screen.html