Strona główna arrow Nr 70 (1/2015) arrow Homilia na Niedzielę Misyjną
Homilia na Niedzielę Misyjną Drukuj Poleć znajomemu
Wprawdzie minęło już trochę czasu od Światowego Dnia Misyjnego (ostatnia niedziela października), ale przytaczamy ostatnią homilię ks. Lesława Gwarka SAC, której nie zdążył już wygłosić. Zmarł 23 października 2014 r. w Portugalii, gdzie pojechał głosić kazania misyjne w tamtejszych parafiach pallotyńskich.
Pamiętajmy o Zmarłym w naszych modlitwach. Przychylmy się też do Jego prośby o wspieranie pracy Misjonarzy pallotyńskich.


HOMILIA NA NIEDZIELĘ MISYJNĄ
Każdego roku w październiku celebrujemy Dzień Misyjny. W tym roku Papież Franciszek tak napisał w swoim przesłaniu: „Światowy Dzień Misyjny to wyjątkowy czas, kiedy wierni różnych kontynentów angażują się poprzez modlitwę i konkretne czyny solidarności we wspieranie młodych Kościołów na terenach misyjnych. Jest to czas okazywania wdzięczności i radości. Wdzięczności – dlatego że Duch Święty, posłany przez Ojca, daje mądrość i siłę tym, którzy poddają się Jego działaniu. Radości – dlatego, że Jezus Chrystus, Syn Ojca, posłany do ewangelizacji świata, wspiera i towarzyszy naszym misyjnym wysiłkom.”

Cieszymy się i jesteśmy wdzięczni Bogu, że Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego, polska Prowincja Zwiastowania Pańskiego, Księża Pallotyni ma też swój udział w działalności misyjnej Kościoła. Nasi Współbracia głoszą Chrystusa tym, którzy jeszcze o Nim nie słyszeli lub pomagają młodym Kościołom w ich posługiwaniu. Nasi misjonarze pracują w Korei Płd., Papui Nowej Gwinei - po jednej stronie świata i w Brazylii i w Meksyku, po drugiej stronie. Mówimy, żartując, że nad naszą Prowincją nigdy nie zachodzi słońce. Pracujemy też w odradzającym się Kościele na Białorusi.

Chciałbym się podzielić z Wami moimi przeżyciami z pracy naszych misjonarzy w Papui Nowej Gwinei. Kiedy...
... . jako przełożony odwiedzałem tam naszych Współbraci, nie chciałem tylko słuchać opowieści o ich pracy. Spędzałem z każdym z nich kilka dni, doświadczałem, co to znaczy być i pracować na różnych stacjach misyjnych.

Pamiętam jedną niedzielę z ks. Krzysztofem, który pracował nad rzeką Sepik. To potężna rzeka niemal 1200 km długości, w tym miejscu ma około 400 m szerokości i 80 m głębokości. Mogą w nią wpływać statki oceaniczne na 800 km od oceanu.
Papua Nowa Gwineia to druga największa na świecie wyspa położona bardzo blisko równika. Oznacza to że jest tam klimat równikowy, słońce wschodzi codziennie o 6 rano i zachodzi o 18.
Ks. Krzysztof pływał do kilku wiosek położonych nad rzeką.

Tego dnia wstaliśmy ok. godz. 5 rano, przygotowaliśmy sobie śniadanie i wszystko na drogę. Trzeba było zabrać to, co potrzebne do celebracji Mszy św., zapas paliwa do łodzi, trochę wody. Wychodząc z domu, w którym mieszkał ks. Krzysztof ja niosłem rzeczy, a on na ramieniu ciężki silnik do łodzi. Bezpieczniej było trzymać go w domu, bo mógłby zniknąć. Już za drzwiami czekały na nas komary i kąsały nas aż wypłynęliśmy. Łódź była mała, 3 m dł., płaskodenna, z silnikiem 15 KM. Zapakowaliśmy wszystko i w drogę. Na rzece trzeba bardzo uważać, bo płyną nią ogromne drzewa i duże kępy traw. W łodzi nie można nawet się ruszać za mocno, kiedy chciałem wyprostować lub podkurczyć nogi, musiałem uprzedzić ks. Krzysztofa, który sterował łodzią, żeby mocniej trzymał ster.

Po ok. 2 godzinach dopłynęliśmy do wioski. Wszystkie domy są zbudowane na palach, bo różnica między poziomem wody w porze suchej a deszczowej może dochodzić do 8 m. Ks. Krzysztof najpierw spowiadał chętnych, a ja oglądałem wioskę. Najwięcej radości miały dzieci, bo szły za mną całą grupą i zabijały na mnie komary. Kaplica była zbudowana również na palach. Jako podłoga były ułożone gałęzie drzew, coś w rodzaju płotu wokół podłogi i dach z liści palmowych. Pod podłogą paliły się pnie drzew palmowych. Dym unosił się do góry. Okazało się, że po to, aby odpędzić komary, które jednak nie bardzo się tym przejmowały.
Podczas Mszy św. na ołtarzu leży pęk gałązek, którymi celebrans zabija komary na sobie.

Po Mszy św. spotkanie z liderami wioski, ustalanie programu formacji na najbliższy czas, bo ks. Krzysztof mógł dopływać do nich raz na miesiąc. Znów do łodzi i płyniemy do następnej wioski.

Tu sytuacja się powtarza. Po drugiej Mszy św. czuliśmy już głód. Nikt nam nie zaproponował jedzenia. Ks. Krzysztof zabrał do łodzi torebkę ryżu. Poprosiliśmy jednego z liderów wioski, aby nam ugotowali ryż. Poszliśmy do jego domu na palach, jak wszystkie domy w wiosce. Byłem zaskoczony, bo nie było w nim ścian, łóżek, mebli. Jedynym sprzętem była duża gliniana misa w rogu, na której ciągle się palił ogień. Oni śpią na podłodze z gałęzi drzew, nie mają szaf, jest gorąco, więc nie mają wiele do ubierania się, a to co mają zawieszają na drewnianych hakach pod dachem.

Ugotowali ryż, usiedliśmy na podłodze, podali dwa talerze plastikowe. Wokół nas zasiadła cała rodzina i wszyscy wpatrywali się w ryż. Po kilku zjedzonych łyżkach, już nam nie chciało się jeść. Podałem talerz z ryżem gospodarzowi, ks. Krzysztof innemu mężczyźnie. Oni zaczęli jeść, a wszyscy się wpatrywali w nich jakby mówili: zostaw nam trochę. Talerze z ryżem wędrowały do coraz to młodszych w domu. Trzeba się było zbierać z powrotem. I znów powrót łodzią, tym razem ponad trzy godziny płynęliśmy do naszej stacji misyjnej. Ciągle gorąco. Słońce odbija się od wody, tyle, że przynajmniej nie ma komarów gdy się płynie. Zdążyliśmy przed zachodem słońca. Znów trzeba wszystko zabrać z łodzi, komary znów gryzą. Wchodzimy do domu i pytanie co robimy? Bierzemy prysznic, przygotowujemy coś do zjedzenia, czy idziemy spać.

Ks. Krzysztof ostatnio powrócił do Polski po 20 latach pracy na misjach. Co kilka miesięcy ma ataki malarii i zrujnowane zdrowie.
Jeden z naszych misjonarzy obecnie pracujących w Papui Nowej Gwinei pływa łodzią między wyspami na Oceanie, na wschodnim wybrzeżu wyspy, obsługuje 8 wysp. Do najdalszej musi płynąć około 250 km. Wypływa na początku grudnia i wraca pod koniec stycznia. Żartujemy, że kiedy przypływa na wyspę to jest u mieszkańców Boże Narodzenie.

Proszę Was o modlitwę za naszych Współbraci misjonarzy, bo jej potrzebują naprawdę. Każdy z nich choruje na malarię. Jeżeli zechcecie proszę też o Waszą ofiarę na misje i pomoc dla naszych misjonarzy, serdecznie już teraz dziękuję za modlitwę i Wasze ofiary.
Papież Franciszek tak pisze w swoim przesłaniu: „Radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9,7). Dzień misyjny jest także odpowiednim momentem do ożywienia pragnienia i powinności moralnej do radosnego uczestniczenia w misji ad gentes. Osobisty dar materialny jest znakiem oddania się siebie samego, najpierw Panu, a następnie swoim braciom, aby ta ofiara materialna stała się instrumentem ewangelizacji ludzkości zbudowanej na miłości.

Ks. Lesław Gwarek SAC