Z Bogiem mogę wszystko Drukuj Poleć znajomemu
Te słowa św. Wincentego Pallottiego stały się mottem mojego działania, szczególnie od rozpoczęcia pracy w PNG.

Po raz pierwszy do Papui przybyłem 15 listopada 2002 r., razem z prowincjałem ks. Tomaszem Skibińskim SAC i ks. Adamem Golcem SAC, Sekretarzem ds. Misji, którzy lecieli do Papui na wizytację. Przywitała nas piękna, słoneczna pogoda i cieple powietrze. Od razu dało się odczuć, że jesteśmy w kraju tropikalnym. Po powitaniu na lotnisku, a następnie przejechaniu do domu w Boram odbyło się powitanie przez parafian.

Po krótkim okresie zaaklimatyzowania przyszedł czas na „wprowadzenie", czyli na naukę języka i kultury papuaskiej. Dzięki współbraciom wprowadzenie miałem w różnych miejscach naszych parafii. Po roku rozpocząłem pracę w parafii Boram, w której jestem do dzisiaj. Ówczesny proboszcz wyznaczył mi obowiązki w parafii, jak zajęcie się ministrantami i prace pastoralne. Z czasem dochodziły inne. Zebrane doświadczenie i porady współbraci podczas wprowadzenia bardzo się przydawały.

Obecnie nie tylko jestem opiekunem ministrantów, lecz także od kilku lat...
... prowadzę katechezy w szkole średniej, a od prawie dwóch lat jestem opiekunem duchowym młodzieżowej grupy Legionu Maryi. Myślę, że zdobyłem w pełni zaufanie tutejszych parafian.
Do moich zadań należy też odwiedzanie chorych w szpitalu - zanoszenie im Komunii św., wspólna modlitwa, rozmowa. Praca ta daje mi wiele radości - czuję się jakbym odwiedzał samego Pana Jezusa. Wiele razy nie mogę im pomóc, ale mogę chociaż podtrzymać ich na duchu.

Parafia ma kilka filii i ksiądz nie jest w stanie wszędzie w niedzielę odprawić Mszy Świętej. Dlatego jako sande lotu minister odprawiam nabożeństwo niedzielne tam, gdzie nie ma Mszy św. Często też bywa, że proboszcz sprawuje wieczorne Msze św. we wspólnotach miejscowych, a wtedy prowadzę adorację Najświętszego Sakramentu.
To tylko część moich zadań.

Przez te dwanaście lat prowincja i diecezja, w której pracuję przeszła wiele zmian także w sensie rozwoju gospodarczego. Choć drogi niewiele się zmieniły, jednak te główne zostały poprawione i jest lepiej niż było. Choć mogło by być lepiej. Na samym początku były tylko telefony stacjonarne. Teraz postęp cywilizacji widać gołym okiem. Telefonia komórkowa się rozbudowuje i zaczyna docierać do wielu miejscowości.
Będąc w buszu można już mieć kontakt z miastem. Przedtem funkcjonowały tylko nadajniki radiowe, które były na stacji misyjnej. Przybywa samochodów, ale jednego ciągle brakuje. Prądu! Tylko nieliczni mają światło w domu. Ci, mieszkający w mieście tak, ale w wioskach dalej siedzą przy lampie naftowej i ognisku. Zapewne upłynie jeszcze sporo czasu zanim postęp dotrze do buszowych wiosek. Wiele się zmieniło, ale i wiele pozostaje do zrobienia.

Podczas pobytu na urlopie w kraju wielu ludzi pyta mnie czy widzę sens swojej pracy. Tak!
Świadomość ludzi zaczyna się zmieniać pod wpływem cywilizacji. Więcej wiedzą o świecie niż kilkanaście lat temu. Również pod względem religijnym. Trzeba zaznaczyć, że Kościół katolicki w Papui jest bardzo młody. Ma zaledwie sto parę lat. Tak łatwo nie zmieni się ich wiary w sangumę. Nie przeskoczy się ich tradycji - kastomów odnośnie inicjacji chłopców czy dziewczynek; kupowania dziewczyn na żony; grzebania zmarłych pod domem lub w obrębie domostwa. To wymaga czasu. W Polsce też wielu ludzi wierzy, że 13 w piątek to dzień pechowy, przebiegniecie czarnego kota przez drogę zwiastuje nieszczęście, rzucane są uroki itp. A Kościół w Polsce jest przecież od ponad tysiąca lat!

Osobiście jestem bardzo zadowolony z pracy misyjnej w Papui. I dziękuję Panu Bogu, że spotykam się z wieloma ludźmi, którzy dziękują, że jestem z nimi. Zaakceptowali mnie jako brata zakonnego. Wielu rozpoznaje mnie na ulicy, bo kiedyś w ich parafii miałem rekolekcje dla Legionu Maryi. Pozdrawiają, pytają co słychać itp.

Są też i porażki. Bolesne jest kiedy ministrant jeden czy drugi przechodzi do innego kościoła - wyznania. Czasem ludzie starsi opuszczają Kościół i szukają miejsca w innym lotu (sekcie). Bardzo to przeżywam, pytam sam siebie: gdzie popełniłem błąd. Dopiero rozmowy z tymi, którzy odeszli uświadomiły mi, że błędu nie popełniłem. Odchodzą z różnych przyczyn. Jak powiedział mi pewien chłopiec: Odszedłem, bo jestem w szkole prowadzonej przez Rewaiwel. Mam kłopoty z matematyki, a chcę ukończyć szkołę średnią. Mój nauczyciel jest właśnie z tego lotu i obiecał, że jak przejdę do nich to mi pomoże ukończyć szkołę.

Inne przyczyny to niby uzdrowienia. Kiedy dana osoba jest słabej wiary, staje się łatwym kąskiem dla sekt. Obiecują lepszy byt i uzdrowienie z choroby. Przykładów można by podawać wiele. Jednak więcej jest takich, którzy nawracają się na wiarę katolicką niż tych, co opuszczają Kościół katolicki.

Jestem pełen optymizmu, iż Kościół katolicki ma przyszłość w tym kraju. To, co dobre w ich tradycjach Kościół akceptuje, ale co złe - piętnuje. Trzeba temu młodemu Kościołowi dać trochę czasu na rozwój, bo jest w nim nadzieja na nowe powołania. Już sporo księży, sióstr i braci z Papui pracuje w innych krajach świata, jak Brazylia, Argentyna, Ghana, Australia itp.

Br. Janusz Namyślak SAC
 
http://www.horyzonty.misjesac.pl/help/screen.html